Bałkany 2015 Bułgaria

Balkan Orient Trip – Nesebyr

-
5 listopada 2015

Zwiedzanie bułgarskiego wybrzeża kontynuowaliśmy jadąc dalej na południe kraju. Z Kaliakry udaliśmy się najpierw do Kawarny, by kilka kilometrów za nią wrócić bezpośrednio nad morze. Droga za Topolą jest dość kręta i niezbyt dobrej jakości, lecz doprowadza nas do urokliwych, niewielkich, lecz mocno zatłoczonych plaż. Upał jest niemiłosierny, więc decydujemy się na krótką kąpiel. Okazuje się dość szybko, że nie możemy liczyć na orzeźwienie, gdyż woda jest równie ciepła jak powietrze. Ten region bułgarskiego wybrzeża, mimo sporego ruchu, wydawał się dużo bardziej przyjazny, niż pobliskie Złote Piaski. Po krótkiej kąpieli w Morzu Czarnym jedziemy do Balchiku. Niestety nie możemy sobie pozwolić ani na zwiedzanie “Białego Miasta” (określenie to wywodzi się podobno od Owidiusza, który po odwiedzeniu Balchiku stwierdził: “O białe miasto, podziwiam twoje niepowtarzalne piękno!”. A wszystko za sprawą białych skał wchodzących w morze.), ani tym bardziej ogrodu botanicznego, w którym zobaczyć można m.in. ponad 250 gatunków kaktusów. Czas nas gonił, gdyż chcieliśmy dojechać na samo południe Bułgarii w ciągu jednego dnia, jednocześnie próbując coś po drodze zobaczyć (był to 29.07, a 30.07 mieliśmy już zarezerwowany nocleg w Stambule).

Dwukrotnie w drodze do Nesebyru gubimy się. Najpierw, przez przypadek lądujemy w gąszczu uliczek wijących wśród Złotych Piasków. Kiedy udaje nam się stamtąd wydostać, po chwili gubimy się w Warnie, w której ktoś mocno zamieszał w temacie znaków i drogowskazów. Kręcimy się bezsensownie wśród blokowisk, tracąc nasz cenny czas. Na szczęście i stamtąd udaje nam się w końcu wyjechać, by móc koło 18 dotrzeć do Nesebyru.

Zacznę od, że Nesebyr był od pewnego czasu moim podróżniczym marzeniem. Zagościł wśród marzeń pewnie w dużej mierze dzięki nieistniejącej już warszawskiej restauracji o tej samej nazwie. Wiszące tam fotografie przedstawiające miasto, a także muzyka oraz przepyszne dania sprawiły, że zapragnęłam zobaczyć Nesbyr na własne oczy. Odkąd zdecydowaliśmy się jechać do Turcji przez Bułgarii, wzdłuż wybrzeża właśnie, od razu powiedziałam, że nie możemy ominąć mojego “wymarzonego miasta”. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że czasami konfrontacja marzeń z rzeczywistością nie jest aż taka wspaniała.

Przede wszystkim na Nesebyr składa się: “nowe miasto” o bardziej nowoczesnej zabudowie, w dużej mierze nastawionej na turystów, którzy wylewają się z każdego zakamarka, sklepu czy aqaparku; a także “starówka” wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, położona na niewielkim cyplu połączonym z lądem wąskim przesmykiem, który w szczycie sezonu oblegany jest przez tłumy. Do starego Nesebyru nie można wjechać autem, no chyba, że posiada się przepustkę. Wszyscy pozostali muszę porzucić samochody na sporych parkingach położonych na nabrzeżu (koszt parkowania to 2levy/godzinę).

Pierwsze, co rzuca się w oczy podczas zwiedzania starówki, to jednolity styl, w jakim utrzymane są tamtejsze domy. Praktycznie wszystkie (zdarzają się jednak małe wyjątki) mają dwie kondygnacje – niższa jest kamienna, wyższa drewniana, nieco wychodząca poza poziom parteru. Widać, że domy zostały wyremontowane, ale robią wrażenie, jakby wybudowano je parę lat temu. Z parkingu wędrujemy wąskimi, brukowanymi uliczkami w stronę głównego placu starówki, przy którym znajduje się cerkiew Św. Zofii, określanej też jako Stara Metropolija (generalnie niegdyś w Nesebyrze znajdowało się 40 cerkwi i kaplic, lecz do naszych czasów pozostało ich kilka). Ta trójnawowa bazylika wzniesiona została w V wieku na ruinach starożytnej świątyni Apolla. Do naszych czasów przetrwały boczne ściany cerkwi i niewątpliwie jest to jeden z bardziej fotogenicznych obiektów Nesebyru. Problem jednak polega na tym, że zlokalizowany jest w miejscu, w którym schodzą się dwie ważniejsze uliczki starówki, przez co panuje tam strasznie duży ruch, który wzmagają liczne sklepy z pamiątkami, atakujące z każdej strony. Dawno nie widzieliśmy w żadnej atrakcji turystycznej aż takich tłumów. Postanawiamy nieco od nich uciec i kierujemy się w stronę wybrzeża i ciągnącej się wzdłuż niego promenady. Zanim jednak tam schodzimy, zasiadamy w jednej z restauracji z widokiem na morze i konsumujemy późny obiad (jest już grubo po 19). Dziwimy się, bo ceny nie powodują u nas zawału serca i za obiad dla dwóch osób płacimy około 45zł.

Starówka Nesebyru

Nesebyr

Cerkiew św. Zofii

Nesebyr

Obiad w Nesebyrze

Nesebyr

Najedzeni kierujemy się na nadmorską promenadę, po której spacerują tłumy turystów. Większość chciało zapewne obejrzeć zachód słońca, które powoli zmierzało na spotkanie z horyzontem, racząc nas coraz ciekawszą feerią barw. Marek chce ten spektakl uwiecznić z lotu ptaka, więc obok wieży będącej pozostałością murów obronnych (ich większy fragment znajduje się “od frontu”, czyli od bizantyńskiej bramy obronnej, która wita gości wchodzących do miasta od strony przesmyku łączącego Nesebyr ze stałym lądem). W trakcie przelotu towarzyszą nam tłumy gapiów, które zaintrygowane są naszym latającym obiektem. Gorzej, że interesują się też nim wściekłe mewy, biorące go za jakiegoś bardzo dziwnego ptaka. Próbują go atakować, więc Marek szybko kończy przelot nad miastem w obawie, że dron lub któraś z mew ucierpi na zbyt bliskim spotkaniu.

Nesebyr nieco z boku

Nesebyr

NesebyrPrzed opuszczeniem Nesebyru zaglądamy w okolice bramy i murów obronnych, stanowiących główne wejście na starówkę. Szybko jednak stamtąd uciekamy, gdyż tłumy przelewające się we wszystkich możliwych kierunkach, dość mocno nas irytują. Wszędzie słychać oczywiście język polski, gdyż turyści z Polski stanowią spory procent wszystkich nacji odwiedzających Bułgarię.

Tłoczny Nesebyr

Nesebyr

Nesebyr

Chyba oboje z dużą ulgą opuszczaliśmy Nesebyr. Ja byłam zawiedziona, bo liczyłam na to, że zachwycę się tamtejszą starówką równie silnie, jak podczas oglądania zdjęć. Niestety Nesebyr mnie nie zachwycił ani wyglądem, ani klimatem, którego po prostu nie miał. Panujący tam chaos, harmider i odpowiedzialne za to tłumy turystów sprawiły, że nigdy nie wrócę tam w szczycie sezonu. Może kiedyś zdecyduję się tam zajrzeć, ale na pewno nie latem.

Na koniec zapraszam Was na krótki film z Nesebyru.

TAGI
Powiązane wpisy