18 sierpień 2013
Cóż „nasz dzika plaża” sprzyja błogiemu lenistwu. Po śniadaniu przenosimy się z gratami bliżej morza, by nie musieć ciągle biegać do obozowiska. Od rana panuje upał – słońce grzeje, na niebie nie ma ani jednej chmurki a morze ma rozkosznie przyjemną, chłodną temperaturę.
Ja po ok. 20minutach siedzenia na słońcu zaczynam stwierdzać, że jest mi za gorąco i z naszego przeciwdeszczowego parasola usiłuję zrobić parasol słoneczny. Udaje mi się to do momentu, w którym nie zaczyna wiać od morza, co wymusza na mnie sprint po plaży w pogoni za latającym, niebieskim, wściekłym drucianym uciekinierem. Ponieważ nie bardzo mam jak ukryć się przed słońcem, staram się jak najwięcej siedzieć w wodzie, lub odwracać uwagę od gorąca poprzez oddawanie się lekturze (akurat wtedy byłam na etapie kolejnego tomu „Pieśni lodu i ognia”). Marek w tym czasie zamienia się w Małą Syrenkę i w towarzystwie GoPro zapoznaje się z florą i fauną Morza Jońskiego.
Nasza dzika plaża o poranku

Gdy tak sobie leżałam i rozmyślałam o mym jakże radosnym stanie, Marek wypala z propozycją pójścia na spacer do Skalnego Okna. Była to ostatnia rzecz pod słońcem na jaką miałam ochotę. Ale kiedy Marek zaczął gorączkowe przygotowania do tego spaceru (wyrzucił połowę zawartości bagażnika w poszukiwaniu czegoś), to uznałam, że chyba nie mam wyjścia i muszę się ruszyć. Przywdziałam z tego tytułu spódniczkę, co by nie straszyć ludzi mymi pośladami i ruszyliśmy w drogę. Maszerowanie po kamienisto – piaskowej plaży nie sprawiła mi zbytniej przyjemności i zasadniczo marzyłam o tym, by nie musieć dalej iść.
Jak widać byłam wyjątkowo zachwycona pomysłem spaceru…


Tu pozwolę sobie jeszcze przytoczyć małą historię samego pierścionka. Jakoś pod koniec lipca 2013 siedziałam z Mamą Marka w ogródku przy kawie i debatowałyśmy na temat biżuterii. Ogólnie, ponieważ jestem gadułą, to paplałam, że nie lubię żółtego złota, że nie lubię dużych pierścionków itd. Takie tam babskie pogaduchy. Nagle moja Przyszła Teściowa stwierdziła, że niedawno znalazła swój pierścionek z komunii czy innego bierzmowania i czy nie chciałabym go przymierzyć. Nie uznałam tego za jakąś dziwną propozycję, pierścionek założyłam, stwierdziłam że ładny ale odrobinę za duży i tyle. Jak się okazało była to zaplanowana i opracowana w najdrobniejszych szczegółach akcja szpiegowska, mająca na celu wzięcie pierścionkowej miary. Marek rzeczywiście miał trudne zadanie, bo w ogóle pierścionków nie noszę, więc poprosił swoją Mamę o pomoc. W życiu bym nie wpadła, że niewinna rozmowa o biżuterii, jak i przymierzanie pierścionka może mieć drugie dno 😉
Tuż po zaręczynach..rudy burak






11 Responses
Oj tam przestań. Bardzo ładnie wyszłaś na tym ostatnim zdjęciu 🙂 I prawdę powiedziawszy nie miałam pojęcia, że albańska plaża może wyglądać tak romantycznie. Wydawała mi się zawsze siermiężna i taka nieprzystępna, a tu proszę jak można zmienić czyjeś postrzeganie 🙂 Wystarczy właściwa perspektywa 🙂
Może i wyszłam ładnie ale jak…burak 😉 Niestety ja + ostre słońce = poparzenie. Jeśli w tym roku dotrę do Albanii to tylko uzbrojona w filtr 50 😉
No to gratulacje! Albania na zawsze zapisze się mocno w pamięci!
Dziękujemy 🙂
Albania tak czy inaczej byłaby z nami, bo wspomnień mamy stamtąd sporo. Natomiast od zeszłego roku jest związana z nami jeszcze mocniej, w końcu to tam rozpoczął się nasz nowy etap w życiu, który nadal trwa, bo ślub dopiero za rok 😉
Ładnie wyglądasz, jaki burak. To poświata od zachodzącego słońca. 🙂
Buziaki.
Zostałam oświecona 😉
🙂 no dokładnie! Albania wygląda pięknie 😉
Witam-wśród podróżujących jest taki zwyczaj pozdrawiania się i nie chodzi tylko o rodaków,to tak na przyszłość
pozdrawiam
A czego lub jakiej sytuacji konkretnie dotyczy ten komentarz, bo chyba nie do końca rozumiem…
Pozdrawiam,
ruda
oj zdecydowanie jest oryginalnie. 🙂 i do tego w takich przepięknych okolicznościach, że na pewno wszyscy Ci zazdroszczą. 🙂 a ja na pewno. 😉
a akcja z mamą i pierścionkiem rewelacyjna, też pewnie bym nic nie podejrzewała. 😉
pozdrawiam.