7 maj 2012
Budzimy się wyjątkowo wcześnie, bo już około 6 rano. Koło naszego samochodu przetacza się spore stadko owiec, co jest nieco surrealistyczną, poranną wizją. Nieopodal naszego kiankowego obozowiska stoją dwa samochody. Jak się okazało należały do dwóch rybaków, którzy przyjechali na poranny połów ryb w Timisu. Opuszczamy naszą noclegownię pod mostem i podjeżdżamy na niewielką polankę, położoną nieopodal. Jemy tam śniadanie, rozkoszując się piękną pogodą i wyjątkowo przyjemną, rześką temperaturą. Dla mnie jest idealnie, gdyż wreszcie nie jest mi za gorąco.
Widok z naszego miejsca noclegowego

Znów jesteśmy na Węgrzech, kraju, gdzie trudno jest przeczytać choćby najkrótszą nazwę miejscowości. Naszym celem na węgierskiej ziemi jest nie tylko Tesco i zakup ostrych, paprykowych przypraw, lecz również Park Narodowy Hortobagy, czyli puszta, która jest „naszym” rodzimym, europejskim stepem. Znajduje się na Wielkiej Nizinie Węgierskiej, w dolinie Cisy. Kiedyś była pokryta jedynie trawą, obecnie wykorzystywana jest pod pola uprawne i wypas zwierząt. Znana jest również z tego, iż występują tu liczne gatunki ptaków.
My mamy jednak wyjątkowego pecha, gdyż na Węgrzech dopada nas wybitnie barowa pogoda, czyli szarość, deszcz i ogólnie paskudne warunki. W Hortobagy oczywiście żadna atrakcja turystyczna nie jest czynna i nie udaje nam się zobaczyć nic ciekawego. Ot po płaskie pola po horyzont.
Jedyne spotkane w Hortobagy zwierzaki czyli Kianka i ruda


Ruszamy zatem w dość długą i mozolną drogę do mych rodzinnych Kielc. Najpierw na Węgrzech most zwodzony okazuje się być płatnym promem. My niestety nie posiadamy forintów, więc obsługa promu oskubuje nas z euro. Później spokojna droga przez Słowację i dalej już prosto przez południową Polskę do Kielc.
Na węgierskim promie


Byliśmy tak zmęczeni po całym dniu w podróży, że nie byliśmy w stanie zbytnio podzielić się wrażeniami. Bo na podsumowania przyjdzie jeszcze czas…
…a ciąg dalszy na pewno nastąpi!
[googlemaps https://maps.google.pl/maps?f=d&source=s_d&saddr=DN59%2FE70&daddr=Oradea,+Okr%C4%99g+Bihor,+Rumunia+to:Nieznana+droga+to:49.4365436,20.7121447+to:Kielce&hl=pl&geocode=FTWBuAIdDxxDAQ%3BFd5DzgIdV31OASlTI3Zo40dGRzFEU13WhqRVGw%3BFc0k1gIdi99AAQ%3BFX9X8gId0Ao8ASlxELMGSAo-RzGatf0_vV8Qqw%3BFZ0nCAMdWMQ6ASkFEYmvGIgXRzHzzc3AuNglUA&aq=0&oq=Hortobagy&sll=49.456074,20.832138&sspn=0.244595,0.441513&dirflg=h&mra=dpe&mrsp=3&sz=11&via=3&ie=UTF8&ll=49.456074,20.832138&spn=0.244595,0.441513&t=m&output=embed&w=425&h=350]





4 Responses
Az takiej kotwicy potrzeba? Wow. 😀
nie wiem czy potrzeba, ale najwyraźniej miała robić dobre wrażenie 😀
Nie zostaliście choć na chwilę w Aradzie albo w Timiszoarze? Zwłaszcza pominięcie tej ostatniej to BŁĄD. Piękne miasto, najładniejsze z tych dużych w Rumunii (bo Sighisoara jest jednak lepsza, ale za to malutka).
Rumunii w ogóle nie mieliśmy w planach, więc nie interesowaliśmy się tym, co możemy zwiedzać na miejscu. Może gdybyśmy mieli ze sobą chociaż przewodnik, to byśmy się gdzieś zatrzymali. Ale po zeszłym roku i przejażdżce po Trasie Transfogarskiej, wiemy, że do Rumunii będziemy wracać. W końcu z Kielc można dojechać tam w 15h 😉