Polska

Wrocław, Festiwal Równoleżnik Zero oraz Wrocławskie Zoo

-
13 kwietnia 2016

Ten rok jest dla mnie bardzo aktywny pod kątem występowania na festiwalach podróżniczych. Za mną już dwa z nich – jeden w Opolu, a drugi we Wrocławiu, który miał miejsce w dniach 7-9 kwietnia. Tegoroczna edycja Równoleżnika Zero poświęcona była Europie, więc bez większych przeszkód mogłam wystąpić z moją prezentacją o Albanii. Motywacją do wyjazdu na festiwal było też to, że odbywał się we Wrocławiu, którego jak dotąd nie miałam okazji odwiedzić (pomijam te kilka razy, gdy czekałam na przesiadkę na dworcu). W ten sposób, 7 kwietnia, wraz z Markiem wyruszyliśmy z Mazowsza na Dolny Śląsk.

Od niepamiętnych czasów nie pojechaliśmy gdzieś Kianką, a skorzystaliśmy z transportu publicznego, a dokładniej z Polskiego Busa (kiedy wybieram się gdzieś sama, to jeżdżę autobusami, natomiast, gdy jedziemy we dwójkę, zawsze decydujemy się na Kiankę). Generalnie za bilety w dwie strony, dla dwóch osób, zapłaciliśmy 100zł, a za benzynę wyszłoby nam znacznie więcej. Więc taki a nie inny wybór podyktowany był przede wszystkim względami ekonomicznymi. Niestety mamy pecha, gdyż nasza podróż do Wrocławia trwa prawie 6 godz., a wszystko za sprawą jakiś gigantycznych korków, które witają nas w stolicy Dolnego Śląska. Dodatkowo pogoda postanowiła nas nie rozpieszczać i przez cały weekend towarzyszył nam deszcz.

Po zostawieniu rzeczy w hotelu, wyruszyliśmy na zwiedzanie miasta. W pierwszej kolejności udaliśmy się na Wzgórze Powstańców z rotundą, która niestety jest w dość kiepskim stanie. Szkoda, bo sam budynek jest ciekawy i mógłby być swoistą perełką. Następnie wzdłuż Fosy Miejskiej przechodzimy w okolice Panoramy Racławickiej. Początkowo planowaliśmy ją zobaczyć, jednak z racji małej ilości czasu oraz ze względu na cenę biletów, rezygnujemy z tego pomysłu.

Wrocław Rotunda

Spod budynku Panoramy przechodzimy nad Odrę, gdzie spacerujemy chwilę wzdłuż bulwaru Xawerego Dunikowskiego. Dochodzę do wniosku, że chyba tylko Warszawa ma problem z zagospodarowaniem terenów nadrzecznych. Gdziekolwiek nie pojedziemy, tam wzdłuż rzek znajdujemy piękne tereny rekreacyjne lub ładne alejki spacerowe. Natomiast w stolicy albo remonty nabrzeży trwają strasznie długo, albo kompletnie nic się nie dzieje.

krasnal Wrocław

Ostrów Tumski

To, co we Wrocławiu najbardziej nam się spodobało, to mosty. Jest ich naprawdę sporo, a każdy ma swój niepowtarzalny urok. Np. Most Piaskowy ma piękny, bordowy kolor, zaś na Moście Tumskim zakochani wieszają kłódki. Szczerze mówiąc nie widzę w tym zwyczaju niczego romantycznego, no ale ja to ja. Oczywiście zachwyciliśmy się Ostrowem Tumskim oraz Katedrą św. Jana Chrzciciela. Spodobała nam się również Wyspa Słodowa pełna alejek spacerowych oraz zieleni. Niewątpliwie byłoby idealnie, gdyby świeciło słońce i było niebieskie niebo. Niestety zamiast tego non stop padał deszcz, psując nieco odbiór miasta i jego atrakcji.

Most Piaskowy

Wrocław

Wrocław

Wrocław

Wrocław

Wrocław

Wrocław

Kolejnym punktem zwiedzania były odwiedziny na wrocławskim Rynku. Robi wrażenie, przede wszystkim swą wielkością oraz ilością pięknych, różnobarwnych kamienic. Mimo złej pogody kręci się tu wiele osób, słychać różne języki, ale przede wszystkim niemiecki. Oczywiście w trakcie wędrówki przez miasto towarzyszyły nam krasnale, z których słynie Wrocław. Zabawa w ich wyszukiwanie nie szła nam najlepiej, bo zazwyczaj okazywało się, że znajdują się np. po przeciwnej stronie ruchliwej ulicy. Niemniej udało nam się spotkać kilka sympatycznych krasnali. Przed prezentacją, chcemy zjeść obiad, więc udajemy się do wcześniej upatrzonej restauracji Akropol na Solnym. O miejscu tym napiszę osobny artykuł, gdyż warto poświęcić mu nieco więcej, niż tylko kilka zdań.

Wrocław

Wrocław

Wrocław

Wrocław

Wrocław

aaa

Wrocław

Po smacznym obiedzie udajemy się do Biblioteki Turystycznej, w której o godzinie 18 miałam wystąpić z prezentacją o Albanii. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że na albańskie opowieści przybędzie tak wiele osób. Miało to swój jeden, mały minus – w bibliotece było strasznie duszno i w pewnym momencie, w trakcie wystąpienia, zaczęłam się trochę gotować. Na szczęście nie przeszkodziło mi to w sprawnym i chyba sensownym (patrząc po żywych reakcjach publiczności) opowiedzeniu o Albanii. A już po samej prezentacji usłyszałam tyle miłych i pozytywnych słów, że poczułam, iż to co robię ma sens. Tworzenie bloga czy wyjeżdżanie na festiwale podróżnicze pozwala nie tylko podzielić się pasją, ale również poznać Was – czytelników, osoby podróżujące, zafascynowane Bałkanami. To jest prawdziwą nagrodą za pisanie w sieci.

Na kolejne prezentacje udaliśmy się do Mediateki, gdzie również odbywał się festiwal. Udało nam się zdążyć na wystąpienie Zdzicha Rabendy dot. jego rowerowej “przejażdżki” dookoła Polski. Niewątpliwie Zdzich jest świetnym mówcą, ma dar opowiadania i potrafi to robić w naprawdę pozytywny, a momentami zabawny sposób. Jego prezentacja zamykała cały festiwal i po niej nastąpiło rozstrzygnięcie kilku konkursów, w tym na najlepszego prelegenta. Szczerze mówiąc nawet nie próbowałam nikogo nakłaniać, by na mnie głosował, w szczególności, że nie zrobił tego nawet mój własny małżonek. Dlatego jakie było moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się, że “Albania – nie tylko bunkry, Mercedesy i dziurawe drogi” została uznana za drugą, najlepszą prezentację całego festiwalu! Dawno nic mnie tak pozytywnie nie zaskoczyło, stąd też dziękuję wszystkim, którzy na mnie zagłosowali.

ruda

Wieczór, noc i godziny poranne upływają nam generalnie na podróżniczych opowieściach, piciu piwa i wędrówkach po Wrocławiu. Hitem wieczoru była m.in. wizyta w jednej z knajp, w której za barem pracował uczestnik programu WarsawShore. Jak to ktoś skomentował: “No chyba nie udało mu się wypromować, skoro musi tu dorabiać.” Niemniej większym hitem były odwiedziny na “cmentarzysku neonów“. “Ty Szpaku, ale to co, tam się chodzi jakoś między nimi? One leżą na ziemi?” No nie, neony wiszą na kilku kamienicach, a oglądać je można z wąskiego podwórza. Problem był jednak taki, że akurat podczas naszej wizyty nie były włączone. Nie zmienia to jednak faktu, że wyglądały naprawdę świetnie. Powrót do hotelu był niestety dość długi i męczący. O 4 udało nam się do niego dotrzeć, a ja ze zdziwieniem odkryłam, że mam zakwasy w nogach. Było to o tyle zaskakujące, że pokonanie 20 km w ciągu dnia nie jest dla mnie jakimś super wyczynem. Ale Wrocław najwyraźniej nie służy moim nogom.

Wrocław neony

Niedzielę we Wrocławiu poświęcamy na wizytę w zoo. Nasi znajomi polecali nam je jako jedną z większych atrakcji miasta. I powiem szczerze nie zawiedliśmy się. Oczywiście największą popularnością cieszy się Afrykarium, w którym znajduje się 19 basenów z m.in. rafą koralową Morza Czerwonego czy ryby z jezior Tanganiki i Malawi. Największą popularnością cieszy się akrylowy tunel, w którym można się poczuć niemalże jak we wnętrzu morskiego akwenu. Problem polega jednak na tym, że sufit Afrykarium jest w takim kolorze, że zaburza głębię i perspektywę dla podziwiania pływających tam płaszczek i różnobarwnych ryb. Moimi faworytami są jednak pingwiny, które nurkują i wykonują różne podwodne ewolucje.

Afrykarium

Afrykarium

W Afrykarium znajduje się również las tropikalny, w którym latają różnokolorowe piękne ptaki, a także można tam podziwiać wspaniałe, bujne rośliny. Ogromnym plusem całego kompleksu prezentującego przyrodę Afryki jest fakt, iż panuje tam iście tropikalny klimat, który pozwala zapomnieć o paskudnej mżawce grasującej na zewnątrz.

Afrykarium

afrykarium

Afrykarium

foka

Generalnie wrocławskie zoo ma już 150 lat i wiele znajdujących się tam budynków jest naprawdę wiekowych. Problem jest jednak taki, że większość funduszy zainwestowano w okazały i super nowoczesny gmach Afrykarium, w efekcie nie starczyło na wyremontowanie naprawdę pięknych obiektów. Naszym faworytem była ptaszarnia, w której niegdyś znajdowała się wykwintna kawiarnia. Szkoda, że tak piękny architektonicznie obiekt jest w tak złym stanie. Ale może z czasem znajdą się pieniądze, by nadać blasku wiekowym budynkom wrocławskiego zoo.

zoo wrocław

krasnal zoo wrocław

Co jeszcze spodobało nam się w trakcie zwiedzania? Przede wszystkim motylarnia, terraria z wężami i niesamowitymi jaszczurkami. Naszym faworytem został kameleon, który wyjątkowo chciał nawiązać z nami kontakt, a do tego był naprawdę uroczy. Chętnie zabrałabym go ze sobą. Warto również zobaczyć Odrarium, prezentujące florę i faunę Odry.

zoo

zoo

Trzeba przyznać, że teren wrocławskiego zoo jest naprawdę ogromny, a my musieliśmy zdążyć na autobus powrotny do Warszawy. Stąd też nie byliśmy w stanie odwiedzić wszystkich zwierzaków. Dodatkowo pogoda nie zachęcała do zbyt długich spacerów. Niemniej polecamy Wam odwiedziny w zoo we Wrocławiu. Nie będziecie zawiedzeni!

I tak oto, intensywnie, upłynęły nam dwa dni we Wrocławiu. Wiele osób zachwyca się tym miastem, jednak na nas nie zrobiło jakiegoś ogromnego wrażenie. Zapewne jednym z winowajców takiego stanu rzeczy jest pogoda, która nas nie rozpieszczała i nie pozwalała odpocząć od deszczu i wszechogarniającej szarości. Jeśli jednak nadarzy się okazja, by tam wrócić, to na pewno damy temu miastu jeszcze jedną szansę. A nuż wtedy nas zachwyci.

TAGI
Powiązane wpisy