Bałkany 2015/16 Bośnia i Hercegowina

Travnik, Jajce, Banja Luka i Podmilačje, czyli bardzo zimowe zwiedzanie

-
17 lutego 2016

Gdybym miała jednym zdaniem podsumować nasze zwiedzanie Travnika, Jajce i Banja Luki, to brzmiałoby ono tak: “Odwiedzając Bośnię zimą warto mieć ze sobą łopatę do odśnieżania, by móc w spokoju obejrzeć co ciekawsze atrakcje turystyczne.” Oczywiście to zdanie ma sens, gdy trafi się na naprawdę duże opady śniegu w tym kraju. Tak właśnie było na początku stycznia 2016. W drodze powrotnej do Polski, po pożegnaniu się z Sarajewem, zdecydowaliśmy się na odwiedziny w trzech, popularnych wśród turystów miastach Bośni i Hercegowiny. Pierwszy na liście był Travnik.

Travnik znajduje się jakieś 80 km od Sarajewa, w dolinie rzeki Lasvy, otoczony przez masyw Vlasic oraz masyw Vilenica. Najbardziej znanym i rozpoznawalnym miejscem w mieście jest forteca, która góruje nad okolicą. Podjeżdżamy do niej stromą, wąską i mocno zasypaną przez śnieg uliczką. Kiankę zostawiamy pod jednym z domów i pieszo docieramy do głównej bramy. Na nasze szczęście jest ona otwarta. Jednak kiedy przychodzi do płacenia za bilety, okazuje się, że my mamy jedynie duże nominały, a opiekun twierdzy nie ma nam jak wydać reszty. Ostatecznie dajemy mu wszystkie drobne, jakie udaje nam się wygrzebać z portfela i kieszeni, dzięki czemu możemy wejść na teren warowni. Powstała ona między XIV a XV wiekiem i najprawdopodobniej zaprojektowana została przez króla Tvrtko II Kotromanića. Za czasów tureckiego panowania, na terenie twierdzy wybudowany został meczet. Zwiedzanie utrudnia nam nieco fakt, że na całym terenie zalega spora warstwa śniegu, która sięga mi do połowy łydki. Mimo niesprzyjających warunków udaje nam się wejść na mury i zdobyć jedną z wież. Zaglądamy również do baszty, w której zorganizowane jest małe, lecz ciekawe muzeum etnograficzne. Kiedy kończymy zwiedzanie, nad Travnik nadciąga śnieżyca, która zniechęca nas do dalszego eksplorowania miasta. Choć mamy świadomość, że do zobaczenia jest jeszcze całkiem sporo, to wyruszamy do Jajce.

Travnik

Travnik

Travnik

Travnik

Jajce to chyba jedno z najbardziej rozpoznawalnych (po Sarajewie oczywiście) miast w Bośni i Hercegowinie. A wszystko za sprawą wodospadu na rzece Plivie, który spada z wysokości 21 metrów do rzeki Vrbas. Podobno wodospad ten został uznany za jeden z 12 najpiękniejszych na świecie. Podobno, gdyż nigdy nie został wskazany ten, kto rzeczywiście tak stwierdził. Niemniej przyznać trzeba, że Jajce są położone wyjątkowo urokliwe i jest to miasto dostarczające mnóstwa fotograficznych inspiracji. Nasze zwiedzanie rozpoczynamy oczywiście od samego wodospadu. W nasilającej się coraz bardziej śnieżycy zostawiamy auto obok stacji benzynowej, znajdującej się powyżej dwóch rzek – Plivy i Vrbas. Następnie alejką schodzącą przez niewielki park docieramy do samego wodospadu. Cały teren wokół niego jest mocno oblodzony, a po chwili na naszych ubraniach i aparatach tworzy się cienka warstwa lodu, powstałego z rozpryskiwanej przez rzekę wody. Ja szybko uciekam spod tego lodowego prysznica, Marek natomiast postanawia wejść jeszcze na platformę widokową umiejscowioną na skarpie nieopodal wodospadu. Generalnie naliczyliśmy kilka punktów, skąd można podziwiać piękną panoramę miasta i wodospadu. Niestety nie udajemy się do wszystkich, gdyż śnieżyca nie ma ochoty choć na chwilę nam odpuścić.

Jajce

Jajce

Jajce

Jajce

Po zrobieniu zdjęć z różnej perspektywy, opuszczamy okolice wodospadu i udajemy się na zwiedzanie miasta. Oczywiście kierujemy się na starówkę, otoczoną murami. Naszym głównym celem jest twierdza usytuowana na szczycie wzniesienia górującego nad całym miastem. Po drodze zaglądamy do Kościoła św. Marii. Jego powstanie datuje się na XV wiek. Za czasów panowania osmańskiego przekształcony został na meczet. Tuż obok znajduje się charakterystyczna, późnogotycka dzwonnica św. Łukasza. Nieopodal zwiedzić można katakumby, a dokładniej kościół-mauzoleum, posiadający kryptę i kaplicę. Okazuje się, że poza sezonem należy zgłosić się do Muzeum Etnograficznego, by móc obejrzeć jakiekolwiek biletowane atrakcje miasta. To samo tyczy się twierdzy, do której wspinamy się wąskimi i ośnieżonymi uliczkami. Ponieważ czeka nas jeszcze jazda do Banja Luki dochodzimy do wniosku, że nie będziemy fatygować pracowników Muzeum. Schodzimy wzdłuż murów do centrum Jajce, gdzie jemy szybki obiad w jednej z tamtejszych restauracji.

Jajce

Jajce

Jajce

Jajce

Mamy dla Was również filmowe podsumowanie naszego pobytu w Travniku i Jajce:

Jedziemy do Banja Luki. Droga łącząca to miasto z Jajce generalnie jest bardzo widokowa, jeśli jedzie się za dnia i nie ma śnieżycy. Wiedzie bowiem wzdłuż kanionu rzeki Vrbas i skalistych zboczy. My na chwilę zatrzymujemy się w miejscowości Podmilačje, gdyż w spore osłupienie wprawia nas znajdujący się tam kościół, a raczej jego betonowa, nieukończona jeszcze bryła. Tuż obok znajduje się drugi, całkiem ładny i skromny kościółek z jedną wieżą, przypominający swą architekturą nieco te, spotykane w austriackich Alpach. Niemniej nasza uwaga skupiona jest na betonowym straszydle, usytuowanym poniżej sporej skały. Podobno w okresie średniowiecza znajdowała się  na niej wieża, z której żołnierze Hrvoja Vukčić Hrvatinića bronili z niej dróg wiodących do Jajce. Sama miejscowość, jak i znajdujący się tam kościół pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela po raz pierwszy wymieniane były w 1461 roku. Świątynia zbudowana została przez kamieniarzy z Dubrownika, przetrwała panowanie Turków na tych ziemiach, niemniej nie przetrwała wojny na Bałkanach, gdyż została zniszczona 1 marca 1993 roku. W 2000 roku średniowieczny kościół został odbudowany, niemniej nie mamy zielonego pojęcia dlaczego zdecydowano się na budowę betonowego straszydła, które mocno psuje tamtejszy krajobraz. Żeby było mało, pod drogą łączącą Jajce z Banja Luką, zbudowano gigantyczne przejście, w którym znajdują się toalety, a także w styczniu stała tam szopka, pilnowana przez samotnego, trochę zmarzniętego psiaka. Sanktuarium w Podmilačje jest najstarszym pielgrzymkowym celem w Bośni i Hercegowinie. Podobno ma też świadczyć o tym fakt, że kościół nigdy nie został przekształcony na meczet. Najwięcej pielgrzymów przybywa tu z 23 na 24 czerwca, gdy obchodzone jest święto Jana Chrzciciela. Ludzie wierzą, że sanktuarium ma uzdrawiającą moc w szczególności wobec tych, którzy cierpią na choroby psychiczne lub jakiekolwiek inne choroby ciała i duszy. Część z nich, w ramach pokuty, obchodzi kościół na klęczkach (jak rozumiem ten mały, a nie to monstrum). Jeśli zaś chodzi o betonowe straszydło, to udało mi się znaleźć na jego temat następujące informacje. Otóż jego architektem jest Marko Mušič. Bryła budowli składa się z czterech kolumn przypominających drzewa, które symbolizują czterech ewangelistów. Główna nawa skierowana jest w stronę starego kościoła, znajdującego się bliżej drogi. Dach, znajdujący się nad betonowymi dźwigarami ma przypominać dłonie, które metaforycznie tworzą iluzję nieba. Brzmi jak bełkot? No właśnie, jestem podobnego zdania, bo jak dla mnie bryła kościoła nijak nie wpisuje się w tamtejszy, jednak dość ładny krajobraz.

Podmilačje

Podmiljace

Opuszczamy Podmilačje i mkniemy do Banja Luki. Mkniemy to jednak dość optymistyczne słowo na wyjątkowo wolne tempo jazdy, jakie wtedy osiągnęliśmy. Śnieżyca, do tego wąska droga wzdłuż kanionu i towarzystwo tirów. Efekt jest taki, że poruszamy się z prędkością 30-40km/h, a droga dłuży nam się niemiłosiernie. Po dotarciu do Banja Luki szybko meldujemy się w hostelu usytuowanym w centrum miasta i idziemy spać, zmęczeni mozolnym dojazdem. Z samego rana wyruszamy na zwiedzanie miasta, by wyrobić się przed 12, kiedy to musimy się wymeldować. Pierwsze kroki kierujemy do pekary, by zjeść pożywne śniadanie. W porannym menu oczywiście zjelenica, a w przypadku Marka pizza. Naszym następnym celem jest forteca, znajdująca się na lewym brzegu Vrbasu. W styczniu 2016 była w częściowym remoncie, który podobno ma skończyć się w marcu 2016. Niemniej kolejny raz musimy sobie torować drogę w śniegu, by np. wejść na tamtejsze mury. Sama twierdza nie robi na nas zbyt dużego wrażenia. Owszem, jest całkiem spora, a widok na rzekę jest przyjemny, ale to tyle. Ogólnie oboje z Markiem zastanawiamy się, czym w Banja Luce zachwycają się przybywający tu turyści. Miasto według nas jest dość przeciętne i…nudne. Zapewne można je uznać za dobrą bazę wypadową do okolicznych atrakcji, jak choćby Krupa na Vrbasu. Oczywiście, jest to też istotne miasto, gdyż stanowi administracyjną stolicę Republiki Serbskiej. Nie da się o tym zapomnieć, gdyż w wielu miejscach znajdziecie np. graffiti z mapą republiki lub napisy mówiące, że znajdujecie się na ziemi Serbów.

Banja Luka

Banja Luka

Banja Luka

Banja Luka

Banja Luka

Przed 12 żegnamy się z Banja Luką i wyruszamy w drogę powrotną do Polski. Wpisem tym kończymy naszą relację z sylwestrowego wypadu na Bałkany 2015/16. Czy był to wyjazd udany? W 100% TAK! Udało nam się zrealizować bardzo dużo z wcześniej założonego planu. Spędziliśmy czas ze świetnymi ludźmi, odwiedziliśmy ciekawe i niesamowite miejsca. Przy okazji doszliśmy do wniosku, że Bośnia i Hercegowina jest krajem, do którego będziemy jeszcze wiele razy wracać.

TAGI
Powiązane wpisy