Geocaching Relacje Słowacja

Sylwestrowo – Noworoczne Beskidy. Część 6 – na Słowacji

on
26 stycznia 2014

2.01.2014 Kiedy spisuję tę część relacji i patrzę za okno na to białe szaleństwo, które się właśnie wyprawia na mazowieckiej ziemi, aż trudno mi uwierzyć, że na początku roku w górach było tak wiosennie. Cóż, jak już kiedyś, gdzieś wspominałam, pogoda musi być ruda, gdyż bywa wyjątkowo wredna 😉

Przejdźmy jednak do relacji. Tego drugiego dnia 2014 roku Markowi zachciało się nart. Jak to z zachciankami bywa, czasami wcale nie jest tak łatwo je zrealizować. Jednak Marek był zawzięty, za pomocą googla sprawdził, gdzie w “najbliższej” okolicy działa jakiś w miarę sensowny stok narciarski i z samego rana byliśmy w drodze do położonych na Słowacji Vrutek, a dokładniej do kompleksu narciarskiego Martinky (http://www.martinky.com/). Przezornie jednak ściągamy na Garmina trochę keszy w tamtej okolicy, głównie przez wzgląd na mnie. Generalnie podczas tego wypadu w góry miałam odświeżyć sobie moją umiejętność jazdy na nartach. A nie miałam ich na nogach od naprawdę niepamiętnych czasów, gdy w Białce Tatrzańskiej były same orczyki. Także, jak łatwo zauważyć, było to dawno. Niestety warunki, a raczej ich brak sprawiły, że nie miałam sposobności poćwiczenia narciarskiego slalomu, a nie chciałam swoich pierwszych zjazdów uskuteczniać na pełnym muld lub lodu stoku.

Kiedy wyjeżdżamy z Koniakowa pogoda jest naprawdę ładna. Świeci słońce, na niebie jest kilka pojedynczych chmur, więc zapowiada się ładny dzień. Jednak im bardziej zagłębiamy się w Słowację, tym robi się ciemniej, bardziej pochmurno i jakoś tak przygnębiająco. Ja generalnie Słowację uwielbiam przez wzgląd na ukształtowanie terenu (same góry). Jednak trzeba przyznać, że nasi południowi sąsiedzi mają wyjątkowy dar do tworzenia naprawdę przytłaczających i odpychających miasta. Piękne, górskie krajobrazy oszpecone są przez jakieś obrzydliwe fabryki, opuszczone budynki czy inne architektoniczne straszydła. Oczywiście są pewne wyjątki, jak choćby Stary i Nowy Smokowiec, ale reszta słowackich miast i miasteczek potrafi naprawde zdołować. Co więcej, jadąc ze Żiliny do Vrutek, jesteśmy osaczeni lasem bilbordów reklamowych. Jeśli narzekamy na to, że w Polsce jest ich za dużo, to polecam zajrzeć do naszych południowych sąsiadów, by przekonać się, jak to u nich wygląda. Generalnie przez ileś kilometrów widzimy tylko i wyłącznie reklamy i to ciągle te same.

Po drodze na stok narciarski zatrzymujemy się przed samymi Vrutkami, na stacji benzynowej. Naszym celem nie jest zatankowanie, a odwiedzenie stojącego po drugiej stronie szosy działa. Znajduje się w nim jeden z bardziej popularnych w tym rejonie keszy. Patrząc po ilości wpisów, można stwierdzić, że panuje tu wyjątkowy, geocachingowy ruch. Po obszukaniu i obmacaniu działa udaje nam się odnaleźć sprytnie zrobioną skrytkę, stanowiącą integralną część tankietki.  Rozumiemy dzięki temu, czemu kesz ten miały tyle pochlebnych opinii.

Działo

Vrutky działo

http://www.geocaching.com/geocache/GC1M8DQ_bitka-o-strecniansku-tiesnavu (polecam przeczytać opis, jest też wersja po angielsku)

Docieramy do Vrutek, gdzie z głównej szosy odbijamy na Stredisko Martinky. Jedziemy drogą wiodącą między domkami jednorodzinnymi. W pewnym momencie dojeżdżamy do budki i szlabanu. Przed nami stoi kolejka samochodów, z których kolejno wysiadają kierowcy i pokazują coś gościowi, stojącemu przy budce. Dopiero po paru chwilach dociera do nas, że aby dojechać do Strediska Martinky należy posiadać łańcuchy i to właśnie je pokazywali kierowcy. Co z tego, że wokół nie ma ani grama śniegu. Nie możemy nawet podjechać pod stok narciarski, żeby go chociaż zobaczyć. Marek jest wściekły. Ja usiłuję coś wymyślić, ale wzija targania na górę jego całego sprzętu narciarskiego jakoś mnie nie przekonuje.  Odpalamy zatem Garmina i patrzymy, gdzie możemy znaleźć i zobaczyć coś ciekawego.

Przejeżdżamy do miejscowości Martin. Tam kierujemy się do miejsca, gdzie znajduje się stara kolej linowa Martinky. Rejon ten był kiedyś mocno turystyczny, teraz straszą tam opuszczone hotele oraz sama lanovka, po której został budynek oraz przęsła i wycinka w lesie. Zostawiamy Kiankę pod budynkiem lanovky i udajemy sie w góry. Najpierw pełną zakrętów, szeroką drogą dochodzimy do Delo na Martinkach http://www.geocaching.com/geocache/GC3H5CE_delo-na-martinkach, gdzie znajduje się kolejne tego dnia działo. Na nasze nieszczęście kręci się w tym miejscu sporo Słowaków, którzy utrudniają nam poszukiwania ulokowanego w tym miejscu kesza. Markowi w końcu się udaje wygrzebać skrytkę i mogę szybko wpisać się do logbooka. Później znów mamy nalot turystów, akurat wtedy, gdy Marek próbuje odłożyć skrytkę na miejsce. Początkowo chcieliśmy iść dalej w góry, bo zdobyć Velką Lukę, niestety pogoda zrobiła się na tyle paskudna (silny wiatr i gruba warstwa chmur przykrywająca szczyty), że postanowiliśym zrezygnować z tego pomysłu.

W górach

delo na martinky

Kolejne działo

delo na martinkach działo

Szlaki

szlaki

Schodzimy skrótem do lanovky, przy której również miał znajdować się kesz http://www.geocaching.com/geocache/GC1YXNA_lanovka-na-martinky. Podane koordynaty nijak nie chcą nas doprowadzić do skrytki. W końcu, gramoląc się po śliskim zboczu, przez przypadek na nią trafiam. Trzeba jednak przyznać, że gdyby nie moje chwilowe szczęście, to pewnie nadal byśmy się tam kręcili.

Po wpisaniu się do logbooka, postanowiliśmy zwiedzić budynek opuszczonej kolejki. Jest to kolejna stara lanovka jaką mamy okazję zobaczyć na Słowacji. Pierwszą była dawna kolej na Łomnicę. Relację stamtąd możecie przeczytać tu -> Podhalańsko spiski długi weekend

W budynku opuszczonej lanovky

lanovka Martinky

lanovka martinky

lanovka martinky

Dzieło klasy zerowej

obraz

Tu się kiedyś wsiadało

lanovka martinky

Opuszczamy lanovkę i idziemy do ostatniego w tym rejonie kesza. Odnajduje go Marek, gdyż mnie dopada jakaś życiowa słabość i nie mam siły oraz motywacji by podejść na niezbyt stromy pagórek. http://www.geocaching.com/geocache/GC3MV2X_poklad-v-horach-1-treasure-in-the-mountains-1

Opuszczamy ten niegdyś turystyczny region i po drodze do Martina zgarniamy jeszcze jednego, leśnego kesza. http://www.geocaching.com/geocache/GC2QV95_strane-jedloviny  Mamy w planach znaleźć jeszcze jeden kesz, położony obok straży pożarnej, jednak poszukiwania idą nam dość marnie i mało efektywnie.

Wpisywanie do logbooka in progress

ruda i logbook

W Martinie robimy zakupy w supermarkecie i jedziemy do Vrutek. Po drodze podejmujemy dwie próby znalezienia keszy, jednak pomysłowość Słowaków nas przerasta. We Vrutkach lądujemy, gdy jest już ciemno. Pierwsze dwa kesze to kompletne fiasko. Zaczynam się powoli frustrować i kłócić, no bo nagle przestało nam cokolwiek wychodzić. Później trafiamy jednak na serię rowerowych keszy, a dokładniej trasę mająca ok. 100km i mnóstwo keszy, które zostały tak umiejscowione, by nie trzeba było porzucać roweru na zbyt długo. We Vrutkach znajdujemy trzy skrytki z tej trasy: http://www.geocaching.com/geocache/GC2Z162_tcpt-1-starthttp://www.geocaching.com/geocache/GC2ZBV8_tcpt-2http://www.geocaching.com/geocache/GC2ZBVD_tcpt-3

Po poszukiwaniach jemy obiad w hotelowej restauracji. Tradycyjnie raczymy się wyprażanym serem. Po posiłku porzucamy Vrutky i kierujemy się w stronę Polski. Tym razem jedziemy nieco na skróty, przez urokliwie położoną Oscadnicę, obok której na Wielkiej Raczy zlokalizowany jest kompleks narciarski. W samej miejscowości udaje nam się odnaleźć ostatniego tego dnia kesza. http://www.geocaching.com/geocache/GC2WTYD_trojicka-lurdska-jaskyna Porzucamy myśl o poszukiwaniu innych skrytek, gdyż panuje tak lodowata temperatura, iż wszystko zaczyna nam odmarzać.

Do Koniakowa docieramy późnym wieczorem. Generalnie trochę jesteśmy źli, że wypaliliśmy benzynę głównie po to, by pokręcić się po mało urokliwych Vrutkach, do których nie zajrzymy zbyt prędko w celach stricte turystycznych lub geocachingowych. Ale tak to bywa, gdy zima jest tylko w teorii, ale już nie w praktyce.

Zapisz

TAGI
POWIĄZANE POSTY