Chorwacja

Nieperfekcyjnie perfekcyjna Pula

-
20 sierpnia 2017

Kiedy wysiadłam na dworcu autobusowym w Puli i udałam się do hostelu, w mojej głowie kołatała jedna myśl: “Matko jedyna, co ja tutaj robię i dlaczego zarezerwowałam nocleg na aż dwa dni?” Moja reakcja była podyktowana głównie tym, że szłam jakimiś wyjątkowo nieurodziwymi ulicami miasta, na dodatek trochę naokoło, w efekcie miałam prawo się trochę zniechęcić. Ale jeszcze tego samego dnia wystarczyło 7 km i 2 godziny spaceru, by przekonać się, że Pula to “moje miasto”. Głównie dlatego, że jest na wskroś nie-chorwacka.

Pula i jej brak perfekcji

Chorwackie miasta, tu przepraszam za wyrażenia, bywają do zrzygania urocze, piękne i cukierkowe. Od tego wszystkiego naprawdę potrafi człowieka zemdlić. Ta ich swoista nierealność sprawia, że ciężko zatopić się w ich atmosferę i jest się trochę z boku. Oczywiście zachwytom nie ma końca, ale generalnie człowiek czuje, że w tym wszystkim jest coś nie tak, jakaś forma przesady. Na tym tle Pula niesamowicie się wyróżnia. Nie jest tak wymuskana jak jej sąsiedzi – Rovinj, czy położony nieco dalej Poreć. Starówka jest pełna kontrastów, a samo miasto na pierwszy rzut oka można uznać, że jest dość brzydkie. Ale w tym jest jakaś forma prawdy. Dla mnie Pula jest dużo bardziej “ludzka” i na swój sposób mi bliższa, właśnie przez ten brak chorwackiego perfekcjonizmu.

Spacer wszystko wyjaśni

Wystarczy naprawdę krótki spacer po mieście, by zatopić się w niepowtarzalnym klimacie Puli. Gdyby nie wysokie ceny i spore ilości turystów, mogłabym pomyśleć, że jestem gdzieś w Bośni i Hercegowinie (no dobra, trzeba by jeszcze parę meczetów dorzucić). Niemniej, pomimo początkowego sceptycznego nastawienia, szybko przekonałam się, że Pula jest wyjątkiem na chorwackiej mapie. Bo choć Zadar, Rovinj czy Trogir są cudowne, to Pula twardo stąpa po ziemi i pokazuje, że miasto może mieć wady, ubytki, niedoróbki i przy tym wszystkim być piękne. Większość chorwackich miast jest mało kontrastowa, a na Bałkanach (jak ktoś zaraz napisze, że Chorwacja to nie Bałkany, to osiwieję, a nie chcę zmieniać nazwy bloga na Bałkany według Siwej) właśnie ta kontrastowość jest czymś, co stanowi o sile tego regionu. Pula jest przykładem na to, że nawet w Chorwacji, duże, turystyczne miasto, może być tak pełne sprzeczności. Tu niesamowite, wiekowe zabytki, tam rozwalająca się kamienica, tu dźwig, bo właśnie się coś buduje lub usiłuje remontować, tam portowe/stoczniowe żurawie na horyzoncie. Do tego wszystkiego widać, że mieszkają tu zwykli ludzie, a turyści stanowią tylko pewien dodatek do miejskiej rzeczywistości. Mój odbiór Puli podyktowany był również tym, że pierwszego dnia pobytu trafiłam tu na wyjątkowo brzydką, jak na Chorwację, pogodę – było pochmurno, praktycznie bez słońca i burzowo. Kilka razy złapała mnie ulewa, ale zbytnio się tym nie przejęłam, bo deszcz nadał miastu niepowtarzalnej aury.

Nadal nie jesteście przekonani?

Słowa to słowa, dlatego przygotowałam Wam moje, rude spojrzenie na Pulę – na jej piękną i mniej piękną, acz nadal interesującą stronę. Myślę, że fotografie te przekonają Was, by odwiedzić to chorwackie nie-chorwackie miasto!

A przy lepszej pogodzie można wybrać się nieco dalej od centrum, np. na plażę Fižela oraz okolice campingu Stoja, gdzie czeka na Was trekking po klifach, ruiny dawnego campingu, fort (niestety nie zdecydowałam się go samej eksplorować) i cudne wprost widoki.

Pula

Pula

Fižela

Fižela

Fižela

 

TAGI
Powiązane wpisy