Na Gubałówkę przez Ząb na rowerach. Widokowe Podhale

Nasz kwietniowy pobyt na południu Polski nie ograniczyliśmy jedynie do pokonania trasy Velo Czorsztyn. Postanowiliśmy zabawić w tej okolicy nieco dłużej i pojeździć na rowerach w jeszcze jednym miejscu. Generalnie zależało nam na przybliżeniu się do Tatr i wycieczce w okolicach Chochołowa. W ten sposób Marek trafił na trasę wycieczki o wiele mówiącej nazwie „Na Gubałówkę przez Ząb z zaciśniętymi zębami„. Uznaliśmy, że to jest to!


Ale zanim wyruszyliśmy na trasę…

…musieliśmy gdzieś przenocować. Ze względu na obowiązujące w kwietniu obostrzenia, miejsca noclegowe były w większości przypadków nieczynne. Oczywiście pewnie znaleźlibyśmy kogoś, kto ogłosiłby się naszą daleką krewną lub znajomym. Jednak nie chciało nam się kombinować i z góry założyliśmy, że będziemy nocować na dziko. Odpowiednie miejsce namierzyliśmy wcześniej. Sprawdziliśmy je również podczas przejazdu Velo Czorsztyn. Postanowiliśmy przenocować na punkcie widokowym ponad zamkiem w Niedzicy. Nie jest to teren Pienińskiego Parku Narodowego, więc uznaliśmy, że będzie ok. I było. Pomijamy ekipę dzieciaków, która przyjechała tam koło godziny 21. Szybko jednak uznałam, że zmarzną im tyłki i zaraz odjadą. Miałam rację. Po komentarzach w stylu: „Ej stary, ta miejscówka to jest dobra na lato!”, dość szybko się zwinęli. Fakt, noc była lodowata. Ale za to poranne widoki rekompensowały wszystko. Poranek był niesamowicie pogodny, a słońce szybko wyjrzało do nas zza Pienin.

punkt widokowy niedzica

punkt widokowy niedzica

punkt widokowy niedzica

punkt widokowy niedzica

Na Gubałówkę przez Ząb

Z okolic Niedzicy udaliśmy się do Nowego Targu i stamtąd bezpośrednio do miejscowości Ciche Dolne. Samochód zostawiamy na sporym parkingu obok kościoła. Wypakowujemy rowery i ruszamy w stronę Zębu. Tego dnia dość mocno wieje. Na szczęście czekający nas na początku długi podjazd jest w miarę osłonięty. Szosą pniemy się dość łagodnie przez Ratułów i Nowe Bystre. Za tym ostatnim czeka na nas dużo bardziej stromy odcinek. Na szczęście oferuje nam cudowne, krokusowe łąki, na których dwukrotnie się zatrzymujemy. Do Zębu docieramy z pięknym, choć już nieco pochmurnym widokiem na Tatry. Przejazd przez jedną z najwyżej położonych wsi w Polsce mija nam dość szybko i po chwili jesteśmy na Gubałówce. Początkowo wydaje nam się, że nie ma tu za wielu turystów. Kiedy jednak docieramy w okolicę górnej stacji kolejki, odkrywamy, że byliśmy w błędzie. Jest tłoczno, gra muzyka, wszyscy siedzą przy stolikach lub kłębią się wokół straganów z pamiątkami. Szybko się posilamy i ruszamy dalej.

na gubałówkę

na gubałówkę

na gubałówkę

na gubałówkę

na gubałówkę

na gubałówkę

Z Gubałówki do Chochołowa

Gubałówka nas z lekka przeraziła. Mnie w szczególności, bo bywałam na niej wielokrotnie jako dziecko. Zawsze było tam dużo ludzi, ale sama okolica była wtedy mniej zabudowana w tak obrzydliwie chaotyczny sposób. Z okolic Butorowego Wierchu zjeżdżamy do Kościeliska. Na tym odcinku wiatr daje się we znaki. Momentami odnoszę wrażenie, że przednie koło zachowuje się jak żagiel i rower dziwnie się zachowuje. To zwalniam, to przyspieszam, mając nadzieję, że mnie nie zdmuchnie. Na szczęście niżej jest odrobinę lepiej. Docieramy do doliny Czarnego Dunajca. Tu kończy się asfalt i zaczyna krótki kamienisto-błotny odcinek. Spotykamy tam jedynych na trasie rowerzystów. Informują nas, że czeka nas teraz podjazd po błocie. Na szczęście nie za długi. Momentami pchamy rowery, momentami jedziemy częściowo przez las. Po ok. 15 min jesteśmy we wsi Płazówka, skąd rozpościerają się przyjemne widoki na Tatry. Stąd. boczną drogą. zjeżdżamy do mostu nad Dunajcem i trzymając się wytyczonej pętli, ale jednocześnie nie chcąc znów brodzić w błocie, wjeżdżamy na chwilę na główną szosę. W Witowie odbijamy jednak znów w przyjemnie wijącą się drogę lokalną, a w miejscowości Dzianisz natrafiamy na kolejne rozległe pole pełne krokusów. Nawet pochmurne niebo, wiatr i pojedyncze krople deszczu nie są nas w stanie powstrzymać od krótkiej przerwy. Następnie czeka nas już prosty i szybki zjazd do Chochołowa.

na gubałówkę

na gubałówkę

podhale rowerem

podhale rowerem

na gubałówkę

podhale rowerem

na gubałówkę

Droga powrotna

Z Chochołowa mieliśmy przysłowiowy rzutu beretem do Cichego Dolnego. Postanowiliśmy jednak udać się tam odrobinę okrężną drogą, o której pierwotnie myśleliśmy w kontekście widokowej trasy na rower. Wiedzie ona przez wzgórza, które nie są bardzo wysokie ani strome, ale oferują całkiem rozległą panoramę Tatr oraz Gubałówki. Fakt, już o tej porze zrobiło się bardzo pochmurno. Na szczęście ośnieżone, tatrzańskie szczyty były jeszcze widoczne. Zgodnie stwierdzamy, że przy pogodnej, letniej aurze ta szutrowa trasa idąca łagodnymi grzbietami musi być świetną opcją na przejażdżkę. Do auta zjeżdżamy szybciej, niż zakładaliśmy, bo mylimy szutrowe drogi. Chwilę po doczyszczeniu rowerów z błota i wrzuceniu ich do samochodu, zaczyna padać.

podhale rowerem

podhale rowerem

podhale rowerem

podhale rowerem

podhale rowerem

Wrażenia

Musimy przyznać, że sama trasa przypadła nam do gustu. Było widokowo i różnorodnie. Natomiast nasze wrażenia skupią się na czymś innym. Otóż będą one dotyczyć samego Podhala. Ja akurat odwiedzałam te strony odkąd tylko sięgam pamięcią. Z rodzicami praktycznie co roku spędzaliśmy tam wakacje. To, co na przestrzeni lat stało się z podhalańskimi miejscowościami, woła o pomstę do nieba. Nieład architektoniczny, gigantyczne budowle, które nijak się mają to stylu góralskiego, bałagan wokół posesji itd. Przerost formy nad treścią. Brak wolnych przestrzeni. Sytuacji nie poprawiają sami górale, którzy np. przy obowiązującym zakazie wjazdu na drogę przez Gubałówkę, sami zachęcają żeby kierowcy jednak jechali dalej i zaparkowali właśnie u nich. Wykorzystywany jest każdy skrawek terenu, ale jednak nie ma komu zadbać o ogólny porządek. Porównując Podhale ze Spiszem, zyskuje oczywiście to drugie. Prawda jest taka, że im dalej byliśmy od Zakopanego, tym mocniej oddychaliśmy z ulgą. Natomiast widoki na Tatry, Babią Górę czy Pilsko były naprawdę piękne. I one rekompensowały inne, niezbyt cudowne doznania wizualne. Planując trasę przez Gubałówkę, zdecydowanie odradzamy wybieranie się tam w sezonie. Nawet obecnie, przy kiepskiej pogodzie kręciło się tam sporo osób, natomiast w wakacje, nawet fenomenalne widoki na Tatry mogą nie wystarczyć, aby uniknąć frustracji z lawirowania między tłumem ludzi spragnionych gofrów, oscypka z grilla czy innych „góralskich przysmaków”.

Na Gubałówkę przez Ząb z zaciśniętymi zębami – informacje praktyczne

  • Nasz wariant trasy miał prawie 42 km długości, w tym 725 m w pionie.
  • Oprócz dwóch odcinków (w okolicach Płazówki oraz na północ od Cichego Dolnego) trasa była w całości asfaltowa.
  • Raczej polecamy ją poza szczytem sezonu, ponieważ wtedy przejazd przez Ząb i Gubałówkę nie będzie tak uciążliwy przez wzgląd na tłumy ludzi i aut, jak latem.
  • Nasz kierunek jazdy, czyli wjazd na Gubałówkę od strony Zębu był odrobinę mniej stromy, niż, gdybyśmy chcieli podjechać na nią od strony Kościeliska.
  • Ta konkretna trasa nie jest oznaczona w żaden sposób w terenie, choć miejscami pokrywa się z innymi trasami rowerowymi w regionie. My znaleźliśmy nią w aplikacji Mapy.cz.
  • Na trasie nie napotkamy typowej oddzielnej ścieżki rowerowej, ale w zdecydowanej większości pętla ta prowadzi po bardziej lokalnych drogach, o stosunkowo niewielkim natężeniu ruchu.

 
podhale rowerem
podhale rowerem

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.