Kulinaria

Kafana u Romana – bałkańskie smaki na Ursynowie

-
23 marca 2016

Na mapie Warszawy znaleźć można całkiem sporo bałkańskich restauracji. Jedne są lepsze, drugie są gorsze, ale większość z nich daje możliwość posmakowania kuchni Półwyspu bez wyjeżdżania z Polski. Ostatnio mieliśmy okazję odwiedzić miejsce wyjątkowe, czyli Kafanę u Romana (dawniej: Bałkany od kuchni) na Ursynowie (ul. Rosoła 48A).

Lokal z zewnątrz nie zachęca, by zajrzeć do środka, ale wystarczy wejść po schodach na górę, by przekonać się, że jest się we właściwym miejscu. W kafanie rządzi Roman – właściciel oraz pomysłodawca większości dań, inspirowanych głównie kuchnią bułgarską. Sam też troszczy się o swoich gości, jak prawdziwy gospodarz.

DSC_0711

DSC_0710

Menu nie jest mocno rozbudowane, co daje nadzieję, że kucharz używa świeżych, a nie mrożonych produktów. Ja po przejrzeniu dań dochodzę do wniosku, że nie mam z czego wybierać. Na szczęście z pomocą przychodzi Roman i wypytuje się, jakich produktów nie jem.

– A lubisz fasolę oraz biały ser? Bo jeśli tak, to mam dla Ciebie pomysł na potrawę.

Generalnie nie mam pojęcia, co dostanę na talerzu, ale ufam w pomysłowość gospodarza. Chłopaki, czyli Marek oraz znany Wam z tegorocznej zimowej wyprawy na Bałkany Przemas, zdecydowali się na ćevapy: sarajewski oraz zlatiborski. Oczekiwanie na dania umila nam bałkańska muzyka lecąca z głośników. Po ok. 15 minutach Roman przynosi moje wegetariańskie danie, na które składała się fasola, siekane pomidory, ser sirene, cebula, por i oliwa. Całość była niesamowicie smaczna i aromatyczna, a do tego strasznie sycąca. Ja byłam zachwycona (co zresztą widać chyba na zdjęciu), bo czegoś takiego się nie spodziewałam. Roman wyjaśnił mi, że normalnie przygotowuje moje danie z wątróbką, jako przystawkę. Nie wiem, czy ktokolwiek po zjedzeniu fasoli z wątróbką byłby w stanie jeszcze zjeść cokolwiek innego, więc radzę traktować tę potrawę jako pełnoprawne danie obiadowe. Niemniej w wersji wege również jest się czym najeść.

kafana u romana

kafana u romana

Kiedy natomiast przyszły dania mięsne, okazało się, że panowie też nie wyjdą głodni. Obaj otrzymali po gigantycznym kawale mięsa zawiniętego w boczku, faszerowanego albo serem sirene, albo żółtym serem oraz dodatkami pod postacią, m.in. pieczarek. Do tego kilka rodzajów sałatek oraz sos tzatziki. Byłam pod wrażeniem, że praktycznie zostawili puste talerze.

ćevap zlatiborski

Kafana ma wiele zalet, wśród których niewątpliwie jest jej autentyczność. W stolicy znaleźć można dwie, mocno wydumane restauracje, które choć bałkańskie z nazwy, kompletnie nie mają bałkańskiego ducha. Bo zainwestowanie w liczne ozdoby oraz ekipę PR-owców raczej nie sprawi, że w jakimś miejscu będziemy się czuć dobrze. Natomiast w Kafanie u Romana od progu człowiek ma wrażenie, jakby był na Bałkanach. Gospodarz jest prawdziwym gospodarzem, czuwa nad gośćmi, opiekuje się nimi i doradza. Dodatkowo zaraża pozytywną energią, która natychmiast wszystkim się udziela. Nie potrzeba kipiącego bogactwem i designem lokalu, by stworzyć miejsce wyjątkowe, do którego chce się wracać i z którego nie chce się wychodzić. Jedyną wadą kafany, są ceny, które niestety są bardziej warszawskie, niż bałkańskie. Ale powiem szczerze – za wysoką jakość jesteśmy w stanie zapłacić więcej (generalnie za obiad dla trzech osób zapłaciliśmy 90zł). A według nas Kafana u Romana jest jedną z najlepszych, bałkańskich knajp, plasując się w pierwszej trójce wraz z Małym Belgradem (który jest po sąsiedzku) oraz z Karczmą Guca.

Dlatego jeśli mieszkacie w Warszawie lub będziecie w jej okolicach, to koniecznie odwiedźcie Kafanę oraz Romana. Na pewno nie pożałujecie!

TAGI
Powiązane wpisy