Albania Bałkany 2013 Macedonia

Bałkany 2013. Część 7 – do Albanii!

-
15 czerwca 2014

17 sierpień 2013

Pomimo złowrogich prognoz dotyczących burz, poranek jest całkiem pogodny. W nocy na camping przybywa grupa czterech Polek, które słyszę, gdy rozbijają swoje obozowisko koło północy. My po wydostaniu się z namiotu zaczynamy pakowanie, Marek idzie jeszcze popływać, a później udajemy się na burki.

Tuż przed opuszczeniem campingu kupujemy w lokalnym sklepiku zapas winnych baniaczków. Później możemy już spokojnie wyruszyć w góry Galicica. Niestety widoków znów brak – wszystko jest strasznie przyćmione i z przełęczy ledwo co widać Jezioro Ohrydzkie.

Początek szlaku G6

GalicicaPorzucamy Kiankę na przełęczy i szlakiem G6 wyruszamy w stronę szczytu Magaro. Niestety mnie dopada wyjątkowo wredna migrena, więc po dotarciu do miejsca, w którym szlak się rozchodzi by stworzyć w paśmie górskim pętlę, ja stwierdzam, że zostaję. Marek idzie jeszcze nieco wyżej, by cyknąć kilka zdjęć.

Widoki z Galicicy

GalicicaPięknie opisane szlaki to standard w Galicicy

GalicicaSchodzimy do Kianki, a ja dalej walczę z gigantycznym bólem głowy. Wyruszamy do naszej ukochanej już Albanii. Po drodze mamy nawet zamiar zajechać do św. Nauma, ale kiedy okazuje się, że należy zapłacić za parking, rezygnujemy z tego pomysłu. Na granicy wszystko przebiega całkiem sprawnie, a Macedończycy nawet nie sprawdzają, czy byliśmy jakoś zameldowani w ich ojczyźnie. Albańczycy w ekspresowym tempie przeglądają nasze paszporty i po chwili jesteśmy już w kraju dwugłowego, czarnego orła.

Piękna, albańska flaga

albańska flagaJedziemy znaną nam już dobrze drogą wzdłuż Jeziora Ohrydzkiego, która od zeszłego roku praktycznie w ogóle się nie zmieniła – jest tak samo dziurawa i nadal występują tam chwilowe braki asfaltu. Jeśli dodać do tego, że trwa tam cały czas remont i panuje ogólne zamieszanie, to podróż jest w stanie dostarczyć sporej ilości drogowych wrażeń.

Fast food po albańskiej stronie Jeziora Ohrydzkiego 😉

albaniaZaczynamy oddalać się od jeziora, by udać się w stronę Elbasanu. Droga ta od zeszłego roku nic się nie zmieniła – ani nie pogorszyła, ani nie polepszyła. Tuż za samym Elbasanem dopada nas gigantyczna burza – pioruny walą gdzieś w naszym pobliżu, a huk grzmotów niesie się złowrogo wśród wzgórz. Kiankę zalewają ściany wody, a wycieraczki ledwo nadążają z oczyszczaniem szyby. Po 20km docieramy do autostrady biegnącej wzdłuż wybrzeża, gdzie podróż mija nam całkiem sprawnie. Jeśli jeszcze się nie domyślacie, gdzie podążamy, to napiszę tylko trzy słowa: „nasza dzika plaża”.

We Vlorze bezbłędnie trafiamy na Rruga Kosova, gdzie w naszej ulubionej piekarni kupujemy zapas pieczywa oraz burków, a w sklepiku po drugiej stronie ulicy robimy zakupy spożywcze (zapas składników na szopską sałatę, worek winogron oraz napoje). We Vlorze panuje całkiem spory ruch, gdyż trafiamy na godzinę powrotu Albańczyków z plaży. Na drodze wiodącej z tego portowego miasta do Orikum trafiamy na gigantyczny korek, na szczęście w przeciwną stronę niż ta, w którą zmierzamy. Dalej wjeżdżamy na górską trasę na przełęcz Llogarase. Kiedy na nią docieramy okazuje się, że panuje tam dość rześka temperatura, a przez samą przełęcz przetaczają się chmury. Z góry przyglądamy się naszej plaży i dopatrujemy się tam kilku samochodów i camperów.

Zjeżdżamy widokowymi serpentynami ciesząc się, że po roku udało nam się znów tu dotrzeć. Niestety jednak standard szutrowej drogi na plażę znacznie się pogorszył. Gdy jedziemy w dół, natrafiamy na dość intrygującą scenę. Kilka osób stoi z boku drogi, a dwa auta usiłują podjechać pod stromy odcinek drogi. Ostatecznie udaje im się ta sztuka, a my bez przeszkód możemy ich wyminąć i zjechać na sam dół. A tam… no cóż, nasza dzika plaża okazała się nie być już tak dziką. Wszędzie stały jeepy, campery, auta różnej maści i rozmiarów, namioty itd. Na plaży powstały również dwie, dość prowizoryczne, jednak działające knajpki. Są też ekipy z Polski. Obok jednej z nich rozbijamy nasze obozowisko. Niestety ponieważ mnie nadal boli głowa, dość wcześnie kładę się spać. Plażą nacieszę się jutro!

Chmura na Przełęczy Llogarase

przełęcz Llogaraseprzełęcz llogarase

TAGI
Powiązane wpisy