Bałkany 2015 Turcja

Balkan Orient Trip – Bursa i droga do Kusadasi

-
11 grudnia 2015

Stambuł opuszczamy w niedzielę rano. Przed całkowitym pożegnaniem się z tym cudownym miastem, musimy przejechać mostem przewieszonym nad Bosforem, po którym poprowadzona jest autostrada. W tym przypadku przejazd z Europy do Azji podlega opłacie, którą uiścić można jedynie za pomocą jednego z dwóch systemów HGS i OGS. Wszelkie informacje dotyczące, jak tego dokonać, znajdziecie we wpisie Turcja samochodem praktycznie. O poranku na autostradzie panuje umiarkowany ruch, a sam most robi spore wrażenie, głównie ze względu na swoje pokaźne rozmiary. Podobne odczucia mamy oczywiście w stosunku do samego Stambułu, który jest po prostu gigantem.

Nie decydujemy się na prom, który skróciłby nam nieco czas przejazdu, więc jedziemy dookoła przez Izmit do Bursy – pierwszej stolicy Imperium Osmańskiego. W niej postanawiamy zatrzymać się na chwilę, by zobaczyć tamtejszą cytadelę oraz wieżę zegarową, która dominuje nad tym jednym z większych miast Turcji. Po niewielkim zabłądzeniu docieramy do zabytkowej części Bursy. Bez trudu znajdujemy miejsce parkingowe, fakt faktem płatne, lecz blisko naszego celu. Wieża zegarowa znajduje się nieopodal grobowców Osmana i Orhana Gazi. Jej budowa została ukończona w 1906 roku. Ma sześć kondygnacji i 25 metrów wysokości.

Wieża zegarowa w Bursie

Bursa

Tuż poniżej niej znajduje się rozległy taras widokowy, z którego podziwiać można gęstą zabudowę Bursy. O ile zabytkowa część miasta jest całkiem przyjemna, o tyle reszta dzielnic to typowe, mniej lub bardziej betonowe budynki. Stojąc na tarasie widokowym przyglądamy się całkiem sporym górom, dominującym nad miastem. Choć widoczność jest bardzo słaba, to dostrzegamy kolej gondolową, będącą częścią kompleksu Uludag, które zimą cieszy się całkiem dużą popularnością. Gdyby warunki pogodowe były nieco lepsze, a my mielibyśmy nieco więcej czasu, to zapewne zdecydowalibyśmy się wjechać na górę. Niestety mamy zarezerwowany nocleg w Kusadasi i musimy dotrzeć tam jeszcze tego samego dnia.

Pejzaże Bursy z tarasu widokowego

Bursa

Bursa

Bursa

Bursa

Opuszczamy Bursę i wyruszamy w dalszą, mozolną i długą drogę. W trakcje jazdy możemy przyglądać się mniejszym i większym miastom Turcji. Przede wszystkim jednak podziwiamy tureckie drogi, które są po prostu wspaniałe – szerokie i równe, pozwalające jechać naprawdę bardzo szybko. Kiedy tak sobie spokojnie jedziemy, nagle z naszych gardeł wydobywa się równocześnie przeciągłe “O ku**aaaaaa!!!”. A wszystko za sprawą głowy. I to nie byle jakiej głowy, bo wykutej w całkiem sporej skale, powyżej drogi. Jesteśmy tym faktem tak zaskoczeni, że zjeżdżamy z trasy, by móc ją na spokojnie sfotografować. Na głowę natknęliśmy się wyjeżdżając z Izmiru. Trzeba też przyznać, że samo miasto ma bardzo ciekawe położenie – wśród licznych mniejszych i większych pagórków. Znów musimy sobie odpuścić zwiedzanie, bo hotel pod Kusadasi czeka.

Spotkanie z wielką głową. Nasi znajomi orzekli, że to…Karol Wojtyła.

Izmir

Izmir

Kusadasi jest niewątpliwie jednym z ważniejszych i większych kurortów zachodniego wybrzeża Turcji. My przez AirBnb znajdujemy nocleg w Davutlar, w hotelu o enigmatycznej nazwie Shadow. Bez większych problemów udaje nam się go zlokalizować, dzięki zdjęciom, umieszczonym na profilu AirBnb. Z zewnątrz prezentował się całkiem zacnie. Ciekawostką jest basen, nad którym, przez łukowaty mostek przechodzi się do budynku hotelu. W recepcji próbujemy dogadać się z pracownikami, co okazuje się być jedną, wielką farsą. Ani pracownica, ani pracownik nie rozumieją w żadnym języku, oprócz tureckiego i francuskiego. Mimo mówienia mojego nazwiska w połączeniu ze słowem “reservation” nie są w stanie znaleźć informacji o zarezerwowanym przez nas pokoju. Ostatecznie dzwonią do kogoś, kto, jak się okazuje, mówi po angielsku. “Powiedziałaś im swoje nazwisko i słowo reservation? I oni nadal nie rozumieją i nie wiedzą, co mają zrobić? Daj mi ich kur**a do telefonu!” Dziwnym trafem bardzo szybko odnajduje się nasza rezerwacja. Następnie pracownik pomaga nam zanieść nasze bagaże na trzecie piętro, do pokoju, którego wolałabym nigdy nie wiedzieć na oczy. Ok, była tam działająca klimatyzacja i znośne łóżko, ale na moskitierze leżały pety i popiół, wokół żarówki ganiały się komary i ogólnie było dość brudno. Jednak hitem okazuje się łazienka. Nie działa tam światło, a deska klozetowa nie trzyma się w żaden sposób kibla, więc można ją sobie zabrać na pamiątkę. Zastanawiamy się, jak wytłumaczyć pracownikom, że nie mamy światła, ale problem rozwiązuje się sam, bo przychodzi do nas gość z recepcji, żeby podać nam hasło do wifi. Wszystko super, ale internet nie działa na naszym piętrze. Na szczęście na migi pokazujemy mu, że w łazience panuje mrok i po chwili mamy wymienioną żarówkę.

Z dużą ulgą opuszczamy nasz urokliwy pokoik i idziemy na spacer. Przy okazji zatrzymujemy się w pobliskiej knajpce na bardzo późny obiad. Tam trafiamy na sympatycznego, lecz wyjątkowo nieogarniętego kelnera. Zamiast zamówionej herbaty jabłkowej, dostaję zimną wodę. Sama herbata ostatecznie pojawia się, ale po naprawdę dłuższym czasie. Nie zamówiliśmy porcji sałatki, a ją dostaliśmy. Same dania obiadowe są znośne, a rachunek nie doprowadza nas do łez. Po posiłku idziemy na miejską plażę, która nie wygląda zbyt pięknie ani imponująco. Ot wąski pasek brudnego piasku, wzdłuż którego poprowadzona jest ścieżka pieszo-rowerowa, obok której ulokowane są rozliczne bary i małe, sezonowe restauracje. Choć nie mamy ochoty, musimy udać się na odpoczynek do naszego cudownego, hotelowego pokoju.

Na koniec mała refleksja. Otóż mam wrażenie, że jakoś pokoju jest efektem mojego targowania się z Turkami przez AirBnb. Udało mi się o kilkanaście euro obniżyć cenę za nocleg, ale odbiło się to chyba na jakości usług hotelowych.

TAGI
Powiązane wpisy