6.01.204 Górskie Trzech Króli
Niestety musimy już pożegnać gościnny Koniaków. Generalnie cały pobyt w tej beskidzkiej miejscowości był bardzo udany. A nasza kwatera jest godna polecenia, także jakby ktoś poszukiwał noclegu w tych okolicach, to służę pomocą.
Wstajemy dość wcześnie (jak na to, że do tej pory wstawaliśmy między 9 a 10) i pakujemy nasz cały dobytek, a trochę tego jest. Żegnamy się z naszym gospodarzem i ruszamy na ostatni podczas tego wyjazdu trekking. Pogoda jest jak marzenie, więc tym bardziej chcemy wykorzystać tych kilka godzin, jakie zostały nam w górach.
Widokowo

Zostawiamy Kiankę w okolicy Świniorki. Idziemy najpierw zielonym szlakiem, z którego odbijamy w stronę Chaty Wuja Toma. Z polany powyżej Chaty rozciąga się piękny i klimatyczny widok na Skrzczne. Wchodzimy na czerwony szlak, którym wspinamy się w stronę Klimczoka. Ścieżka nas trochę irytuje, gdyż poprowadzona jest kompletnie na wprost, co w lejącym się z nieba „ukropie” sprawia, iż pot ciurkiem płynie nam po plecach. Temperatura panująca tego dnia w górach oscylowała między 10 a 15 stopni. Zima???
Polana nad Chatą Wuja Toma

Odpoczynek

http://www.geocaching.com/geocache/GC4KJD2_klimczok

Powyżej schroniska na Szyndzielni ulokowany jest kolejny na naszej trasie kesz. Poszukiwania idą nam topornie, ale dopiero po przeczytaniu podpowiedzi, wiemy, gdzie tak naprawdę mamy szukać.
Martwa natura z keszem, wizja Marka

Opuszczamy Szyndzielnię i drogą na skróty, przez stromy, ośnieżony stok do następnego kesza. Offroad pozwala nam zaoszczędzić trochę czasu, a skrytkę znajdujemy tym razem bez najmniejszego problemu.
http://www.geocaching.com/geocache/GC4KJ88_zrodlo-bialej
Wracamy zielonym szlakiem w okolice Klimczoka. Przy schronisku kręci się tłum ludzi, a w samym budynku jest istny armagedon. Pijemy herbatkę i chwilę przyglądamy się temu, co wokół nas się dzieje.
Jesień? Wiosna?

http://www.geocaching.com/geocache/GC4214P_magura-eswu
Opuszczamy powoli góry, schodząc do Kianki zielonym szlakiem. Droga jest wyjątkowo szeroka i jeszcze bardziej błotnista. Po dotarciu do auta, ruszamy w stronę Warszawy.
Mieliśmy w planach, by jeszcze zajechać po drodze do Kozubnika, lecz robi się coraz później , a chcemy dotrzeć do domu o jakiejś ludzkiej porze.
I tak oto zakończył się nasz sylwestrowo – noworoczno – geocachingowy, wiosenny wypad. Zasadniczo, mimo iż nie pojeździliśmy na nartach, to spędziliśmy czas aktywnie, odkrywając nowe miejsca w Beskidach. Oprócz tego kompletnie wkręciliśmy się w geocaching, który stanie się naszym stałym dodatkiem do podróży i wycieczek.



