Bałkanami
Bałkany 2010 Bułgaria Czarnogóra

10 lat z Bałkanami, czyli jak to się wszystko zaczęło

on
9 sierpnia 2020

2020 to wyjątkowy rok. Nie tylko dlatego, że jest to szalenie zwariowany czas spod znaku pandemii koronawirusa. To właśnie w 2020 obchodzę swoje bałkańskie dziesięciolecie. Na początku września 2010 roku po raz pierwszy pojechałam na Bałkany. Spontanicznie. Bez większego przygotowania. I w sumie bez większego planu. Nigdy bym nie przypuszczała, że ta jedna decyzja tak bardzo pozytywnie namiesza w moim życiu i sprawi, że zamiast pracować w korpo albo prowadzić gabinet psychoterapii, jestem freelancerem, blogerką podróżniczą, autorką przewodników i książki. Ale wróćmy do początków. Czyli jak to się stało, że świętuję teraz 10 lat z Bałkanami.

Podróż w przeszłość

Żebyście mieli dokładny ogląd sytuacji, która doprowadziła do mojego pierwszego wyjazdu na Bałkany, musimy się cofnąć w czasie. Od 2006 roku studiowałam psychologię na Uniwersytecie Warszawskim. Były to moje wymarzone studia. Aczkolwiek miasto i uczelnia były mniej wymarzone. Chciałam studiować w Krakowie, na UJ, by mieć bliżej do rodzinnych Kielc i jeszcze bliżej w ukochane góry. Suma różnych zdarzeń sprawiła, że dostałam się na UW, a na UJ nie. Byłam podłamana, ale uznałam, że w razie czego po roku spróbuję się przenieść. Ostatecznie nigdy do tego nie doszło, a ja żyłam się z warszawską uczelnią. Oczywiście przez całe studia intensywnie jeździłam w góry. Najpierw, w ramach kursu przewodnickiego SKPB. Nigdy go nie ukończyłam, ale wiedza, doświadczenie, jakie tam zdobyłam oraz znajomi, jakich tam poznałam, były ważniejsze niż papier. Później, sporo jeździłam sama lub z kilkoma znajomymi. Dodatkową motywacją do górskich eskapad była również miłość. Niestety mój obiekt uczuć nigdy nie przyjechał do mnie do Warszawy, za to ja jak bumerang tułałam się co któryś weekend między Warszawą a Zakopcem. Aż nastał 2010 rok.

Większość czasu spędzałam w Tatrach.

Tatry

2010 – góry, gór, góry i Bałkany

Zawsze będę powtarzać, że 2010 był najbardziej górskim rokiem w moim życiu. Złożyło się na to kilka rzeczy. Po pierwsze, doszłam wtedy do wniosku, że psychologia zaczyna mnie kręcić coraz mniej. Głównie miał na to wpływ fakt, że nie dostałam się na wymarzoną specjalizację i w efekcie robiłam “specjalizację ogólną”. W dużym skrócie, uczyłam się o wszystkim i o niczym. Po drugie, podczas sylwestra 2009/10 spędzanego w schronisku w Pięciu Stawach, poznałam Tomasza, z którym kilka miesięcy później wyjechałam na Bałkany. Ale zanim to nastąpiło, gdy tylko oboje mieliśmy czas, środki i możliwości, to wspólnie wybywaliśmy w góry – polskie i słowackie. Szybko się okazało, że świetnie się dogadujemy. Więc zaczęliśmy snuć wakacyjne plany. Tomasz wpadł na pomysł Bułgarii. Ponieważ wcześniej zakładał realizację długodystansowego trekkingu łukiem Alp, to początkowo myśleliśmy o jakiś dwóch tygodniach w bułgarskich górach.

Podczas trekkingu na Słowacji.

Fatra

10 lat z Bałkanami… przez przypadek

W książce Bałkany. Podróż w mniej znane” piszę o tym, że nie wierzę w przypadek. Uważam, że to, co dzieje się w naszym życiu zostało gdzieś z góry zapisane, a my jesteśmy częścią jakiegoś większego planu. Pod koniec sierpnia 2010 roku prywatne plany Tomasza i moje się posypały. On nabawił się kontuzji w Alpach i musiał wcześniej wrócić do Polski. Ja natomiast, z moją ówczesną miłością miałam jechać w… Alpy. Z mojego wyjazdu oczywiście nic nie wyszło. Od słowa do słowa, podczas telefonicznej rozmowy, ustaliliśmy z Tomaszem, że jedziemy do Bułgarii. Ale nie na dwa tygodnie, a na miesiąc. Dzień później mieliśmy już bilety autobusowe do Sofii. 1 wrześnie wyruszyliśmy ku Półwyspowi Bałkańskiemu… Muszę też dodać, że przed 2010 rokiem praktycznie w ogóle nie interesowałam się Bałkanami. Oczywiście miałam świadomość ich istnienia, ale generalnie moja głowa była w dużej mierze zaprzątnięta szeroko pojętymi górami. Jednak kiedy odkryłam, że region ten to w dużej mierze same góry, to już wiedziałam, że jestem w domu!

Ten widok zapamiętam do końca życia. Poranek w Dolinie Grebaje. 

Bałkanami

Jakby to było wczoraj

Z Bałkanami jestem już tak zżyta, że wydaje mi się, jakbym tam jeździła od zarania dziejów i jeden dzień dłużej. A z drugiej strony, choć pierwszy raz wybrałam się tam 10 lat temu, to tę, konkretną podróż pamiętam z tak dużą ilością szczegółów, jak żadną inną, którą zrealizowałam później. Możliwe, że jest tak dlatego, ponieważ każdy dzień tej wyprawy mam skrupulatnie spisany. Dziennik podróży, tworzony w namiocie, przy świetle czołówki, jest teraz jedną z ważniejszych, podróżniczych pamiątek, jakie mam w domu. Ale dzięki niemu, gdy w 2013 roku postanowiłam założyć bloga, miałam gotowy materiał do tworzenia wpisów. Ta miesięczna podróż, która oprócz Bułgarii objęła również Czarnogórę, była przepełniona emocjami, niesamowitymi zbiegami okoliczności i zabawnymi sytuacjami. Ale o nich opowiem w kolejnym wpisie z serii 10 lat z Bałkanami. 

Riła. Wrzesień 2010. Ruda spisuje trekking z Rilskiego Monasteru.

Bałkanami

TAGI
POWIĄZANE POSTY