Po pobycie w Livigno zdecydowaliśmy się na jednodniowy road trip obejmujący kilka, włoskich klasyków w obrębie Parku Narodowego Stelvio. A wśród nich Lago di Cancano, dzikie, termalne źródła obok Bormio oraz przejazd na słynną Passo Stelvio. Zapraszamy więc na wspólną, mocno górską i widokową przejażdżkę, którą warto wpleść w plan włoskich wakacji. Rozsiądźcie się więc wygodnie i przygotujcie na moc wrażeń.
Lago di Cancano
Naszym pierwszym celem było Lago di Cancano – sztuczne jezioro położone na wysokości 1900 m n.p.m. Z Livigno można do niego dotrzeć na piechotę lub rowerem szlakiem zaczynającym się np. nad Lago di Livigno. Nam nie starczyło na to czasu, więc postanowiliśmy do niego dojechać od innej strony.
Droga do Lago di Cancano
Po udaniu się w kierunku Bormio musieliśmy odbić na wieś Pedenosso. Nieco powyżej niej zaczyna się pełna serpentyn droga do jeziora. Bywa ona określana mianem „małego Stelvio”. Przejazd nią jest płatny (5 €). Opłata pobierana jest w punkcie przed pierwszymi serpentynami. Trasa od samego początku pozwala cieszyć się widokami. Nic więc dziwnego, że latem już od rana panuje na niej spory ruch. Dominują jednak rowerzyści i motocykliści. Po pokonaniu wszystkich serpentyn dociera się do przełęczy (Passo Torri di Fraele, 1930 m n.p.m.). Wznoszą się tam dwie wieże – Fraele. Jednak do nich postanowiliśmy zajrzeć w drodze powrotnej. Naszym pierwszym celem było jezioro.


Spacer nad Lago di Cancano
Za przełęczą droga prowadzi po płaskowyżu, którzy przeciska się pomiędzy szczytami mającymi ponad 2900 m n.p.m. Naszą uwagę przykuwa Pizzo della Croce Di Monte Scale (2500 m n.p.m.), który o poranku skrywał się częściowo za chmurami. Niestety rozsądek nakazuje odpuścić trekking, bo przed nami było jeszcze sporo innych atrakcji. Po przejechaniu wzdłuż mniejszego Lago delle Scale dotarliśmy do pierwszych parkingów oraz działających tu knajpek czy wypożyczalni rowerów. My jednak udaliśmy się na parking położony nieco bliżej samego Lago di Cancano. Stamtąd zeszliśmy nad jego brzeg, by następnie przejść się koroną tamy. Roztacza się z niej piękna panorama zbiornika, jak i doliny rzeki Adda. W poszukiwaniu jeszcze lepszych widoków udaliśmy się do Chiesa di San Erasmo, by powyżej niego znaleźć punkt do podziwiania jeziora. Niestety okazało się, że na tej wysokości zbocze jest dość mocno porośnięte i skończyło się na tym, że po krótkiej przechadzce zeszliśmy z powrotem nad brzeg jeziora. Pokręciliśmy się jeszcze chwilę w okolicach tamy i wróciliśmy do auta.






Torri di Fraele
Przed opuszczeniem tej malowniczej okolicy zajrzeliśmy jeszcze do Torri di Fraele, czyli dwóch wież, które zbudowano na wspomnianej wcześniej przełęczy w XIV wieku. Powstały jako element zbrojnych umocnień na kluczowym przed wiekami szlaku handlowym między Bormio a doliną Engadyny w Szwajcarii. Dzięki pracom konserwatorskim nadal mogą cieszyć oko przybywających w te strony turystów. Co ważne, stanowią one doskonały punkt widokowy na wijącą się poniżej nich szosę, okolice Bormio i oczywiście góry. Do wyższej z nich można zajrzeć, jest tam mała wystawa dot. Parku Narodowego Stelvio.

Po wizycie na przełęczy ruszyliśmy w drogę na dół. Ponownie do pokonania mieliśmy liczne serpentyny, na których ruch zrobił się jeszcze większy. Dlatego jeśli planujecie wizytę, to rozważcie wycieczkę jak najwcześniej. Co ważne, zdarza się, że trasa ta ma czasowe ograniczenia związane z poruszaniem się po niej. Informacje te można na bieżąco weryfikować na oficjalnej stronie regionu. Po pokonaniu serpentyn skierowaliśmy się nie ku Pedenosso, lecz już bezpośrednio w stronę Bormio.
Dzikie, termalne źródła obok Bormio
Tuż przed Bormio, przy jednym z zakrętów głównej szosy, obok miejsca gdzie przepływa rzeka Adda, znajduje się niewielki placyk, na którym można zaparkować auto. Stamtąd ścieżka pnie się niezbyt stromo przez las. Po chwili się z niego wynurza, by przeprowadzić po wąskim, betonowym murku. Za nim znajdują się darmowe, termalne źródła, które znane są pod nazwą: Pozza „Leonardo da Vinci”. Na spragnionych ciepłych kąpieli czeka tu spora niecka zbudowana tuż obok rwącego, zimnego potoku. W pakiecie z malowniczym otoczeniem otrzymujecie wprost wymarzone miejsce na relaks. W sierpniu trafiliśmy tam na kilka osób. Ale o tłumach nie było mowy. Woda jest ciepła, ale nie bardzo gorąca. Marek był tam kilka lat temu w nieco chłodniejszy dzień i nie nie zmarzł siedząc w termalnym basenie. Tak czy inaczej źródła Wam polecamy, w szczególności jako np. przystanek podczas dłuższej trasy. Dodatkowo, kawałek za niecką znajduje się przyjemny wodospad, spływający po skalnym zboczu (aczkolwiek podczas bardziej suchych okresów może on zanikać).






Najbardziej słynna włoska, widokowa droga? Passo Stelvio
Jak Czarnogóra ma swoją szosę P1, Albania SH20, a Chorwacja drogę na Sveti Jure, tak Włochy mają trasę przez Passo Stelvio. Nie da się ukryć, że to jeden z bardziej znanych i popularnych roadtripowych celów w tym kraju. Wysokogórska droga SS38 wspina się na przełęcz Stelvio, na wysokość 2758 m n.p.m. Liczne serpentyny, niesamowite widoki, liczne szlaki piesze i rowerowe, kolej linowa na lodowiec – to tylko kilka powodów, dla których turyści tak chętnie tu zaglądają. Postanowiliśmy na własne oczy przekonać się, czy droga na Passo Stelvio faktycznie warta jest zachodu.
Kilka słów o samej drodze
Zanim zabierzemy Was na drogę SS38 kilka słów o jej historii. Została ona zbudowana 1825 roku (a zatem w 2025 roku świętowała ona 200 lat istnienia) i pozwoliła na pokonanie przełęczy Stelvio znajdującej się na wysokości 2757 m n.p.m. Ma długość 46,5 km, obejmuje 88 ostrych zakrętów, 7 tuneli. To wszystko sprawia, że jest nie tylko jedną z wyżej położonych dróg w Europie, ale też jedną z popularniejszych i bardziej rozpoznawalnych.

Bormio – granica ze Szwajcarią
Naszą przygodę z drogą SS38 na Passo Stelvio zaczynamy w Bormio. Oczywiście na jego obrzeżach, do których trasa ta schodzi. Po wjechaniu na drogę SS38 od razu rzuca się w oczy jedna rzecz – ogromny ruch. Suną nią zarówno auta osobowe, jak i kampery, motocykliści i rowerzyści. Niestety posiadacze motocykli robili na trasie największe zamieszanie. Zajeżdżali drogę innym uczestnikom ruchu, wpychali się, albo próbowali wyprzedzać na trzeciego. W efekcie, początkowo zamiast skupiać się na widokach, to patrzyliśmy z lekkim zdegustowaniem na to, co dzieje się wokół nas.

Pierwszy przystanek zrobiliśmy ponad serpentynami przy wodospadzie Cascata del Braulio. Tam wyszliśmy na punkt widokowy, z którego doskonale widać wijącą się poniżej szosę. Dalej szosa wyjeżdża na rozległy płaskowyż. Ogromna, zielona przestrzeń i góry wokół. Analizując mapę postanowiliśmy zatrzymać się nieopodal granicy ze Szwajcarią, by udać się na trekking do pomnika Madonna Della Neve oraz znajdujących się wokół niego wojskowych umocnień.





Trekking do Madonna Della Neve
Generalnie początkowo nasz plan zakładał, że zrobimy większą wycieczkę w formie pętli, w trakcie której zdobędziemy też szczyt Monte Scorluzzo (3094 m n.p.m.). Jednak analiza trasy oraz skonfrontowanie się z porą dnia ostudziły nasze zapędy. Dlatego ograniczyliśmy się do przyjemnej, niezbyt wymagającej wycieczki na wzniesienie, na którym stoi charakterystyczny pomnik Madonna Della Neve, a także podziwiać można pozostałości wojskowych umocnień. Szlak malowniczo trawersuje zbocza Monte Scorluzzo, oferując rozległą panoramę drogi SS38 oraz gór. Na trasie znajduje się też niewielkie jeziorko Laghetto Alto. Po dotarciu do pomnika zrobiliśmy krótką przerwę, później obeszliśmy znajdujące się tam umocnienia i zawróciliśmy do auta. Całość zajęła nam nieco ponad godzinę, a w trakcie pokonaliśmy całe 4 km.




Passo Stelvio
Przełęcz Stelvio to najważniejszy punkt drogi SS38. To właśnie tu szosa osiąga największą wysokość, oferując spektakularne wprost widoki. Niestety sama przełęcz… nie prezentuje się zbyt pięknie. Stare, straszące swym wyglądem hotele, knajpki i sklepiki o jarmarcznym klimacie. Do tego spore zamieszanie i harmider. Dlatego warto udać się powyżej przełęczy.


My udaliśmy się do Rifugio Garibaldi, a następnie przeszliśmy się grzbietem ciągnącym się wzdłuż granicy ze Szwajcarią. Nie dość, że można stamtąd podziwiać serpentyny drogi SS38 schodzące ku Trafoi, to jeszcze ma się wspaniały widok na lodowce oraz szczyty osiągające ponad 3000 m n.p.m. Żałowaliśmy, że tu tu po prostu nie wpadliśmy na trekking, zamiast odrobinę marnować czas na wędrówkę nieco niżej.




Po zejściu z powrotem na Passo Stelvio przeszliśmy jeszcze do charakterystycznego Rifugio Alpino Tibet Hütte. Szybka kawa z widokiem i mogliśmy ruszać w dalszą drogę.

Zjazd z Passo Stelvio
Ponieważ tego samego dnia musieliśmy dojechać do Sölden, to z przełęczy kierowaliśmy się w stronę Austrii. Czekały nas więc serpentyny wijące się ku Trafoi. Późnym popołudniem w tę część gór przyszedł już cień, ale na szczęście dalej doskonale widać było imponujące szczyty ponad nami. Co ważne, o tej porze na trasie panował zdecydowanie mniejszy ruch. Naszą przygodę z drogą SS38 na Passo Stelvio skończyliśmy w Spondignie, gdzie odbiliśmy ku włosko-austriackiej granicy.


Droga na Passo Stelvio – nasze wrażenia
Musimy przyznać, że nasze oczekiwania względem trasy SS38 były bardzo wysokie. Nasłuchaliśmy się i naczytaliśmy się o tym, jaka jest niesamowita i widokowa. I owszem, poniekąd taka jest. Jednak poza może jednym momentem nie wywołała ona u nas efektu WOW. Nie wiemy, czy to kwestia tego, że przez tyle lat podróżowania widzieliśmy wiele, widokowych szos i po prostu mamy wyśrubowane oczekiwania. Generalnie jest to ładna trasa. Ale czy byśmy na nią wrócili? Może. Natomiast niekoniecznie, by znów pokonać ją w całości, ale np. by z jej okolic zrealizować nieco dłuższy trekking. Czy polecamy drogę na Passo Stelvio? Tak, ale jako element większej całości. Np. takiej trasy, jaką my zrealizowaliśmy.
Podobał Wam się ten artykuł? Uważacie go za pomocny? Jeśli tak, to zachęcamy do postawienia nam wirtualnej kawy. Mała rzecz, a cieszy i wspiera działanie bloga!



