Polska Relacje Rowerowo Świętokrzyskie takie cudne!

Wiosenne, świętokrzyskie rowerowanie

on
24 marca 2014

Świętokrzyskie bez wątpienia jest idealne na rower. Zróżnicowany teren, piękne widoki, różne typy dróg do wyboru, coraz liczniejsze trasy tworzone z myślą o fanach dwóch kółek.

Wcześniej, na moje rodzinne strony nie patrzyłam pod kątem jazdy na rowerze. Jednak odkąd jestem związana z „dzieckiem dwóch pedałów” (tak o Marku mówią sami jego rodzice), musiałam zaakceptować fakt, że rower będzie istotnym elementem naszej relacji. Początki były trudne, gdyż od jazdy na dwóch kółkach miałam ogromną przerwę i wspólne wycieczki były dla nas obojga katorgą. Na szczęście teraz jest już lepiej, choć nie powiem, by rower był moją życiową pasją. Częściej staje się moim źródłem frustracji, niż radości, ale pozwolił mi odkryć inną formę zwiedzania, która daje możliwość zobaczenia więcej w krótkim czasie. Również poznawanie mojego rodzinnego, świętokrzyskiego regionu z perspektywy rowerowego siodełka jest zupełnie innym, nowym doświadczeniem.

W ostatnią sobotę, czyli 23 marca, pogoda w całej Polsce dopisywała. Czas ten spędzaliśmy w Kielcach, zaopatrzeni w nasze dwa kółka (no w sumie to cztery). Plan na wycieczkę rowerową był prosty – aby tylko były widoki. Szybki rzut oka na mapę i już wiem, gdzie powinno być ciekawie.

Jedziemy do Wilkowa, gdzie na parkingu obok zbiornika wodnego zostawiamy Kiankę i wypakowujemy rowery. Najpierw robimy rundkę honorową wokół zalewu, który istnieje w tym miejscu dopiero od kilku lat. Okala go chodnik/ścieżka rowerowa. Jest stąd też piękny widok na Łysicę, czyli najwyższy szczyt Gór Świętokrzyski, zaliczany również do Korony Gór Polski.

 Łysica widziana z Wilkowa

ŁysicaZalew w Wilkowie

WilkówOpuszczamy Wilków kierując się w stronę Świętej Katarzyny, która skupia sporą część ruchu turystycznego w regionie. W końcu można stąd „atakować” szczyt Łysicy. Nie dołączamy jednak do sporej grupy turystów, jaka tego dnia kręci się w miejscowości, lecz jedziemy w stronę Bodzentyna. Początkowo chcemy ominąć główne drogi i dojechać do Psar przez Grabową, lecz drogi zaznaczone na mapie i gpsie nie istnieją w terenie. Niestety offroad nie wchodził w grę, gdyż okoliczne łąki były zalane, a nasze rowery nie mają w nazwie „wodne”.

Wracamy zatem na główną drogę i jedziemy prosto do Bodzentyna. Pierwszy większy podjazd, który jednak okazuje się być całkiem przyjemny. Oprócz nas po okolicy kręci się sporo rowerzystów, co nie powinno dziwić, skoro warunki pogodowe są tak urokliwe.

Świętokrzyski pejzaż widziany z okolic Bodzentyna

bodzentynW Bodzentynie kierujemy się w stronę Psar, które znane są z Centrum Usług Satelitarnych (aby być precyzyjną dodam, że CUS ulokowane jest w Psarach Kątach). Było to jedyne tego typu centrum w Polsce, należące do TP SA. Przez wiele lat, świętokrzyski krajobraz był ozdobiony talerzami anten. Jednak rozwój technologiczny, a przede wszystkim wykorzystanie światłowodów sprawił, że znacząco spadło zapotrzebowanie na przesyłanie połączeń głosowych za pomocą satelitów. Dlatego też w 2010 roku zapadła decyzja o zezłomowaniu anten. Co ciekawe, część z nich została wykupiona przez osoby prywatne lub organizacje, m.in. przez Obserwatorium Astronomiczne Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz jurajski park nauki.

Psary Kąty

Psary KątyPofalowane pole

Psary KątyKolorowa chatka

PsaryPsaryMy jednak nie odwiedzamy CUS a mozolnie pniemy się do góry. Ja momentami zsiadam z roweru i podprowadzam go. Niestety nadal mam problem z wydatkowaniem energii podczas rowerowych przejażdżek. O ile chodząc, jestem w stanie rozłożyć siły tak, aby móc wędrować cały dzień, o tyle na rowerze ta sztuka nadal mi się nie udaje. Stąd też muszę częściej odpoczywać lub po prostu zsiadać z roweru w trudniejszym terenie.

Docieramy prawie na szczyt pasma, czyli Bukową. Prawie, gdyż nasza asfaltowa droga omijała go. Nam nie bardzo chciało się podchodzić jeszcze wyżej, w szczególności, że w perspektywie mieliśmy kawał pięknego zjazdu. Czysta przyjemność i wiatr we włosach!

W dół…

świętokrzyskiePo paru kilometrach odbijamy na Klonów i Barczę. W pierwszej z miejscowości zatrzymujemy się na krótki posiłek. Rozsiadamy się na niewielkiej polance, połozonej obok kilku domów. Po chwili dołącza do nas przeuroczy, kudłaty psiak, który początkowo jest dość nieufny, lecz szybko się do nas przekonuje i z radości usiłuje wejść mi na głowę.

Odpoczynek

świętokrzyskiePan Pies

psiakPo chwili odpoczynku żegnamy się z pieskiem i zjeżdżamy odrobinę niżej, do charakterystycznego skrzyżowania ze sklepem, skąd jest piękny widok na Łysicę. Marek koniecznie chce zjeść loda, więc zasiadamy na przysklepowej ławeczce. Lodów w sklepie nie ma, lecz Marek i tak zakupuje batonika i słodki napój. Kiedy wraca, lokalny degustator trunków wszelakich stwierdza, że Marek powinien być bardzo szczęśliwy, bo ma przy sobie „żyłę złota/złoto” (tak, to o mnie) i że razem wyglądamy jak dwa aniołki (hmm nigdy nie pomyślałam o nas, jak o dwóch aniołkach, raczej jak o dwóch furiatach z rogami). Hmm jak to się mówi, podróże kształcą, więc i teraz czegoś się o nas/sobie dowiedziałam.

Łysica z Klonowa

Łysicaruda z widokiem

świętokrzyskieMarek ze/za sklepem

łośOpuszczamy Klonów i zjeżdżamy do Barczy. Tam skręcamy w stronę Brzezinek, a później jedziemy przez Ciekoty do Wilkowa.

Droga powrotna

świętokrzyskieSpokojny zalew w Wilkowie

Zalew w WilkowieNasza trasa liczyła 42km. Nie jest to zbyt imponująca odległość, jednak dodając do tego podjazdy i zjazdy, narzekać nie mogę, bo w tym sezonie to moja najbardziej ambitna trasa.

trasa rowerowa 22.03.14

TAGI
POWIĄZANE POSTY