Bałkańskie Lektury Bałkańskie sprawy Bośnia i Hercegowina

Powtórnie narodzony – włoskie spojrzenie na oblężone Sarajewo

-
15 grudnia 2014

Nie tak dawno wspominałam Wam o filmie Powtórnie narodzony w reżyserii Sergio Castellitto, w którym wystąpiła Penelope Cruz. Oparty on został na książce o tym samym tytule, której autorką jest Włoszka urodzona w Dublinie – Margaret Mazzantini. I jak to zwykle bywa, film nie dorasta książce do pięt, bo stanowi jej dość luźną interpretację oraz jest zlepkiem wybranych przez reżysera historii. Ale zacznę od początku.

Powtórnie Narodzony

Zazwyczaj nie lubię czytać książek, na których oparte były wcześniej obejrzane przeze mnie filmy. Często boję się, że moje oczekiwania zostaną zawiedzione, że będę się nudzić w trakcie ponownego zapoznawania się ze znaną już fabułą. Z wypiekami na twarzy zabrałam się za czytanie “Powtórnie narodzonego”. Film wbił mnie w fotel, wycisnął łzy, został we mnie na długo, nie dając o sobie zapomnieć. Od książki oczekiwałam, że podobnie albo nawet silniej na mnie wpłynie. Kiedy prawie miesiąc temu skończyłam ją czytać, miałam ochotę zacząć ją od nowa. Ciężko było mi się z nią rozstać, choć nie jest to lektura łatwa, miła i przyjemna. A po drugie, skłoniła mnie do refleksji nad filmem, który niestety nie był w stanie opowiedzieć wszystkich zawartych w niej historii. W efekcie reżyser wybrał kilka wątków, które w jego odczuciu będą najmocniej wzbudzać emocje. No dobrze, a o czym opowiada książka? Jest to historia Gemmy – Włoszki, która odwiedza Sarajewo w 1984r., by zebrać informacje na temat Ivo Andrića. Miasto owładnięte jest przez Olimpiadę, wszędzie kręcą się tłumy sportowców, reporterów i zagranicznych gości. Przewodnikiem Gemmy zostaje Gojko – prostolinijny, lekko ekscentryczny, bośniacki poeta, który początkowo nie wzbudza zaufania i sympatii pięknej Włoszki. Szybko jednak zmienia do niego swe nastawienie i zostają najlepszymi przyjaciółmi. W Sarajewie Gemma poznaje również Diega – włoskiego fotografa z Genui, w którym zakochuje się od pierwszego wrażenia i to ze wzajemnością. Ich miłość ma swą kontynuację, gdy już oboje wracają do Włoch. I mimo, że Gemma wychodzi za mąż, za innego człowieka, to nie może zapomnieć o tym nieco niedojrzałym fotografie, z którym spędziła intensywny i przesycony pasją czas w Sarajewie. Ostatecznie Gemma się rozwodzi i wiąże się z Diegiem. Do tego momentu książka i film mniej więcej idą w parze. Później ich drogi się rozchodzą. Autorka książki skupia się mocno na ogromnym problemie Gemmy jakim jest niemożność zajścia w ciążę. Oboje z Diegiem bardzo chcą mieć dziecko, jednak po wielu badaniach i próbach okazuje się, że Gemma jest bezpłodna. Przez wiele kart książki poznajemy odczucia bohaterów dotyczące ich przeżyć oraz kolejnych prób mających przybliżyć ich do zostania rodzicami. Wraz z nimi podróżujemy nawet na Ukrainę, gdzie chcą wynająć surogatkę, lecz ostatecznie rezygnują z tego pomysłu. Są lata 90te, wracając z Ukrainy Diego i Gemma mają przesiadkę w Belgradzie. Zamiast wrócić do Rzymu, wracają do Sarajewa i w ten sposób trafiają na początek oblężenia. Wątek tego bałkańskiego miasta jest w książce najważniejszy, bo jeszcze Wam nie wspomniałam, że fabuła ma dwa poziomy, na które składają się wspomnienia Gemmy z przeszłości oraz jej współczesna podróż do Sarajewa, w którą zabiera swego syna (rzecz się dzieje ok. 2009r.). Oba te elementy przenikają się, tworząc pełny obraz dramatycznej i smutnej historii Gemmy, Sarajewa i innych bohaterów tej książki. Wojna, ogromna miłość, historie ludzi, którzy żyli w oblężonym Sarajewie; marzenia o dziecku; mierzenie się z przeszłością i wspomnieniami – to wszystko, a nawet jeszcze więcej, składa się na “Powtórnie narodzonego”. Nie obawiajcie się, nie będę opowiadać Wam tu całej fabuły, bo sama nie lubię, gdy ktoś mi zdradza najciekawsze szczegóły filmu lub książki. Dlatego jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na temat Gemmy, Diega, Gojka oraz tego skąd w życiu bezpłodnej kobiety wziął się syn, sięgnijcie po książkę i/lub film.

Ja natomiast chciałabym skupić się na samym Sarajewie i jego opisach w książce. “Powtórnie narodzony” rysuje nam trzy jego obrazy: teraźniejszy, z okresu oblężenia oraz sprzed oblężenia z czasu trwającej w mieście zimowej olimpiady.

SONY DSCTeraźniejszość:

Docieramy do centrum. W kwartale zabudowań z epoki cesarstwa austro – węgierskiego ruch kołowy jest spowolniony, ludzie przechodząc przez ulice, gdzie im się podoba, ocierając się o samochody poruszające się nie szybciej niż oni. Wyrosły nowe drzewa, młode pnie bez wspomnień. Patrzę na sklepy. Nowe wystawy obok starych po dawnemu ponurych, ładnie skomponowane, ale nie tak pełne jak u nas. Komercja wykorzystała konieczność odbudowy miasta i jak żrący kwas rozlała się plamami na jego obliczu zniszczonym wojną. Widzę meczet z małymi kopułami, przywodzący na myśl koszyk z brunatnymi jajkami. (Powtórnie Narodzony, Wydawnictwo Sonia Draga, s.24)

Okres oblężenia:

Pewnego ranka po przebudzeniu zobaczyłam na niebie ogromny czarny promień. To ptaki odlatywały z miasta, przegoniły je wybuchy i strzały, dym pożarów, nieznośny smród niepogrzebanych ciał. Leciały wzdłuż rzeki Miljacki, by schronić się w lasach, gdzie latem ludzie urządzali pikniki, zażywając ochłody przy małych kaskadach z wodą błyszczącą jak srebrne sploty. Wszyscy mieszkańcy Sarajewa zazdrościli ptakom, które mogły unieść się w powietrze i swobodnie odlecieć.

Obracam się i widzę go od razu – hotel Holiday Inn, żółty dysonans, solidna sześcienna bryła, która wygląda, jakby zbudowano ją z wielu mniejszych sześcianów, a każdy z nich mógł zostać przesunięty w inne miejsce. Przez całe oblężenie stanowił schronienie dla korespondentów zagranicznych. Front budynku był wystawiony na ostrzał snajperów z Grabavicy, wchodziło się więc od tyłu albo wjeżdżało po śliskiej rampie do podziemnego garażu. To miejsce stanowiło wówczas raj. W hotelu było ciepłe pożywienie i telefony satelitarne, mieszkali w nim szczęśliwcy, dziennikarze, którzy ze swoich pokojów nadawali serwisy informacyjne i w każdej chwili mogli wyjechać z Sarajewa. (Powtórnie Narodzony, Wydawnictwo Sonia Draga, s.24)

Poprzedniego dnia panował zamęt, spłonął stadion Zetra w wiosce olimpijskiej, stał się ten metalowy kapelusz tak niegdyś wszystkim drogi. Strażacy i ochotnicy pracowali przez wiele godzin przy gaszeniu pożaru. Ludzie już wiedzieli, że po nasilonym ostrzale góry uspokajają się na jakiś czas. Ogłoszono stałą godzinę policyjną, nałożono sankcje na tych z Belgradu.

Po wszystko trzeba było stać w kolejkach, po wodę, chleb, lekarstwa. Ryzykowało się życie, ludzie w grupach byli wystawieni na cel jak gołębie, ale to był dzień otuchy, kobiet plotkujących na chodniku i dzieciaków goniących między nimi. Świeciło słońce.

To się stało na ulicy Vase Miskina, tam, gdzie dzisiaj jest w asfalcie jedna z największych róż. Zostały też małe drzwi – nie sprzedaje się tam już chleba, ale drzwi zostały. Nazwiska zapisano małymi literami, obok umieszczono muzułmański półksiężyc i gwiazdę oraz werset z Koranu.

Tym kobietom, mężczyznom i dzieciom, które bawiły się na ulicy, nigdy nie przyszłoby do głowy, że ich nazwiska zostaną wygrawerowane na murze i uwieczniane w nieskończoność przez turystów na zdjęciach. Stali w kolejce po chleb, w powietrzu unosił się piękny zapach. To był dzień otuchy, kiedy zające wychylają głowy z kryjówek, koniec maja. Wróble dziobały na chodniku okruszki pieczywa podgryzanego przez tych, którym udało się już odejść z bochenkiem chleba zwykłego albo bez drożdży i soli, ludzi szybszych, może sprytniejszych od innych, którzy stanęli w kolejce jako pierwsi. Tym dopisało szczęście. Byli też inni, którzy mieli pecha. Zatrzymali się przy kolejce przez przypadek, żeby zamienić parę słów ze znajomymi. Spadły trzy pociski, dwa na ulicę, jeden na sąsiedni targ. Wszyscy, którzy tam stali, w jednym momencie odbyli podróż najdalszą z możliwych, a ulica zmieniła się w teatralną scenę z monochromatycznymi czerwonymi dekoracjami. Ten makabryczny obraz z kawałkami chleba nasiąkniętymi krwią obiegnie cały świat. (Powtórnie Narodzony, Wydawnictwo Sonia Draga, s.314-315)

Tylko ja wzdrygałam się na głos strzałów, inni wydawali się przyzwyczajeni albo po prostu ogłuchli. Widziałam rząd oczu oświetlonych świecami domowego wyrobu – kawałkami sznurków pływających w miseczkach z wodą i oliwą na wierzchu. Wszyscy palili papierosy, które przywiozłam w walizce i które były dla nich najmilszym prezentem, bo wprawdzie ciężko jest głodować, ale nie móc zapalić to coś strasznego, jak twierdzili. Palili wszystko – liście herbaty i kwiaty rumianku, słomę z krzeseł i z pól. (Powtórnie Narodzony, Wydawnictwo Sonia Draga, s.349)

Po deszczu wychodzą ślimaki, przemieszczają się, pełznąć pozbawionymi kości, pokrytymi śluzem ciałami z delikatnymi muszlami na grzbiecie. Po deszczu sarajewianie przeszukują trawniki bez drzew między stertami żelastwa i świeżymi grobami. Schylają się chyłkiem i zbierają te błyszczące stworzonka. Od miesięcy mięso jest nie do zdobycia, ale padał deszcz i teraz kobiety z uśmiechem tryumfu wysypują swoją zdobycz na stoły kuchni, w których brakuje wszystkiego. Uśmiechają się także dzieci, obserwując pełzające ślimaki. (Powtórnie Narodzony, Wydawnictwo Sonia Draga, s.368)

Czas zimowej olimpiady:

Przypominam sobie ceremonię otwarcia olimpiady, uroczystą i wystawną. Ale nawet tam, nad rozmigotanym stadionem, unosiła się metaliczna mgła smutku, której nie zdołały rozwiać wdzięczne ruchy mażoretek ani podskoki młodziutkich łyżwiarek. Panowała przygnębiająca atmosfera wojskowej musztry, podobnie jak przy wystąpieniach sportowców z europy Wschodniej, sprawiających wrażenie, jakby długoletnie treningi nie dały im ani chwili przyjemności.

(Powtórnie Narodzony, Wydawnictwo Sonia Draga, s.48)

Więcej opisów Sarajewa oraz historii z oblężenia miasta znajdziecie w “Powtórnie narodzonym”. Zachęcam Was do lektury, gdyż książka jest naprawdę dobrze napisana. Film również warto obejrzeć, ale moim zdaniem dopiero po przeczytaniu pierwowzoru. Wtedy będziecie mieć pełniejszy obraz historii głównych bohaterów: Gemmy, Gojka Diega i…Sarajewa.

Zapisz

TAGI
Powiązane wpisy