Kulinaria

Mały Belgrad w Warszawie

-
12 października 2015

O istnieniu Małego Belgradu wiedzieliśmy od bardzo, bardzo dawna, jednak ciągle było nam na Ursynów nie po drodze. Z jakiegoś powodu, większość bałkańskich restauracji znajduje się po drugiej stronie stolicy, względem tego, gdzie sami mieszkamy. Efekt jest taki, że wyjście do jakiegokolwiek bałkańskiego lokalu staje się niemalże wyprawą.

Restauracja znajduje się na ul. Belgradzkiej 4, w jednym z bloków.

Mały Belgrad

Do Małego Belgradu udaliśmy się nieco spontanicznie, stąd nie wpadliśmy na pomysł, aby zarezerwować wcześniej stolik. Restauracja, jak jej nazwa wskazuje, jest naprawdę niewielka, by nie powiedzieć, że mikroskopijna. Stolików jest raptem kilka, a kiedy wchodzimy do lokalu, wszystkie są zajęte, a na jednym znajduje się tabliczka z rezerwacją. Na szczęście dla nas okazuje się, że osoby, które jej dokonały nie przyszły, więc możemy zająć ich miejsce. Dlatego jeśli planujecie wybrać się do Małego Belgradu, zróbcie wcześniej rezerwację.

Mały Belgrad

Menu jest tak skonstruowane, że każdy, nawet weganin, znajdzie tam coś dla siebie. Duży plus za oznaczenie wege i vegan potraw, dzięki temu wiedziałam, na czym mam się w pierwszej kolejności skupić. Wybór dań jest spory, choć wiadomo, że dla wegetarian/wegan nieco mniejszy. Ja decyduję się faszerowanego bakłażana z serem sirene, a Marek na Sakiewki z piersi kurczaka. Do dań obiadowych można wybrać jeden spośród trzech dodatków: ziemniaków z pieca, ryżu oraz pieczonej na miejscu bułki. Ja decyduję się na ryż, Marek zaś na bułkę.

Mały Belgrad

Mały Belgrad

Na dania nie czekamy zbyt długo, a pobyt w restauracji umila bałkańska muzyka sącząca się z głośników. Przy okazji obserwujemy, że naprawdę sporo osób zamawia w Małym Belgradzie jedzenie na wynos. W sumie nie powinno nas dziwić, bo restauracja jest tak malutka, że ciężko o wolny stolik, więc dla mieszkańców Ursynowa i okolic pewnie wygodniej jest wziąć dania do domu i tam w spokoju je skonsumować.

Kiedy na stół wjeżdża nasz obiad, zaczynam się cieszyć, że nie zdecydowaliśmy się na żadną z przystawek. Porcje są naprawdę wielkie. Do tego kopiasta góra ryżu na moim talerzu zwiastuje wysoki poziom przejedzenia. Zostanę na chwilę przy jego temacie, gdyż był świetnie przyrządzony. Ryż był dość sypki i lekko al dente i chyba wymieszany z pomidorami lub sypką papryką (piszę chyba, ponieważ nie udało mi się dowiedzieć, w jaki sposób jest on przygotowany w Małym Belgradzie). Sam bakłażan był przepyszny, choć jego skóra nie do końca się dopiekła i wykazywała spory poziom twardości. Niemniej wszystkie smaki na talerzu idealnie się uzupełniały, jednak nie byłam w stanie wszystkiego przejeść. Marek ze swojej porcji mięsa był bardzo zadowolony, jednak bułka okazała się nie być niczym wybitnym i nie smakowała jak typowe, bałkańskie pieczywo. Jako dodatek do potraw zamówiliśmy również lutenicę, która według nas była bardziej ajvarem, ale to tylko szczegół, bo warzywna pasta była naprawdę przepyszna.

Bakłażan, ryż oraz surówka

Mały Belgrad

Sakiewka z kurczaka, bułka i surówka

Mały Belgrad

Mały Belgrad niewątpliwie jest ważnym punktem na bałkańskiej mapie Warszawy. Szkoda tylko, że sama restauracja jest tak malutka, że rzeczywiście najbardziej opłaca się wziąć jedzenie na wynos, w szczególności, jeśli planujemy udać się tam większą grupą. Cenowo Mały Belgrad niestety nie zachwyca, gdyż za obiad dla dwóch osób zapłaciliśmy 80zł. Niemniej można przyjąć, że za wysoką jakość potraw, może iść nieco wyższa cena. Choć nadal nie rozumiem, czemu danie z bakłażana, który jesienią jest tanim warzywem, kosztuje 30zł.

Czy wrócimy do Małego Belgradu? Jeśli zawitamy w tych okolicach Warszawy, to kto wie. Jednak, choć wiele osób bardzo się nim zachwycam, to dla nas okazał się być dobrą i sympatyczną restauracją, która jednak nie została naszą bałkańską faworytką. Niemniej cieszy, że takie miejsca jak Mały Belgrad są i propagują w naszym kraju kuchnię Bałkanów.

PS. A przed obiadem w Małym Belgradzie miałam okazję pobawić się w fotografa sportowego na Bartyckiej, gdzie Marek i kilku innych rowerzystów śmigało na rowerach.

Marek

TAGI
Powiązane wpisy