Kiedy zaplanowaliśmy listopadową wizytę w Beracie nie spodziewaliśmy się, że przy okazji zaliczymy pierwszy, bożonarodzeniowy jarmark A.D. 2025. Okazuje się bowiem, że to albańskie miasto zaczyna przygotowania do świąt już z początkiem listopada. Świąteczne dekoracje i jarmark były dla nas sporym zaskoczeniem. I choć pogoda nie do końca nam dopisywała, to w Beracie spędziliśmy półtora dnia. Co zatem tam porabialiśmy?
Świąteczny Berat
Do Beratu przyjechaliśmy późnym popołudniem. Całą drogę z Permetu towarzyszyły nam potężne burze. Po dotarciu na miejsce i zameldowaniu w hotelu Demaj (tuż obok dzielnicy Goricy, spacerem do centrum jakieś 5 min; znajdziecie go na Booking.com -> link afiliacyjny), musieliśmy chwilę odczekać, bo potężna ulewa zalewała dolinę rzeki Osumi i okoliczne wzgórza.
Deszczowo-świąteczny spacer po Beracie
Po 30 min zdecydowaliśmy się opuścić przytulne wnętrze hotelowego pokoju i udaliśmy się na spacer. W pierwszej kolejności skierowaliśmy się do dzielnicy Goricy, do której mieliśmy najbliżej. Przechadzając się tamtejszymi uliczkami, Marek zauważył, że na dziedzińcu jednego z tamtejszych hoteli stoi… udekorowana choinka. Nieco nas to zdziwiło, ale większe zaskoczenie dopadło nas, gdy dotarliśmy do pieszego mostu Ura e Varur.




Przy nim, od strony dzielnicy Mangalem, stał wielki miś (o tej porze jeszcze nie oświetlony), a naprzeciwko niego kolejne ozdoby. Uznaliśmy, że pewnie Berat ze sporym wyprzedzeniem zaczyna przygotowania do grudniowego świętowania. Jednak po jakiś 30 min okazało się, że wszystkie te dekoracje zostały rozświetlone. A gdy wspinaliśmy się po wzgórzu Mangalem dostrzegliśmy, że przy końcu Bulwaru Republiki stoi okazała choinka. W międzyczasie, gdy akurat dotarliśmy do cerkwi św. Michała Archanioła, przyszła potężna ulewa, z którą niemal spłynęliśmy do znajdującej się przy głównej ulicy biegnącej wzdłuż rzeki restauracji Zonja Gjene (notabene całkiem niezłej).


Berat i jego świąteczny jarmark
Po wyśmienitym obiedzie postanowiliśmy pomaszerować ku wielkiej choince. Jednak w międzyczasie złapała nas kolejna ulewa, po której wpadliśmy na szybkie zakupy spożywcze, z którymi pomaszerowaliśmy do hotelu. Po jakiś 20 min deszcz odpuścił, a my podjęliśmy drugą próbę dotarcia do choinki.



Jak się okazała, na placu, oprócz niej, znajdował się cały jarmark bożonarodzeniowy, z licznymi budkami serwującymi grzane wino czy inne frykasy. Tego dnia większość była zamknięta z powodu kiepskiej pogody. Jednak dwie albo trzy działały mimo deszczu. Na jarmarku czekało też koło młyńskie, karuzela oraz scena, na której w wybrane dni odbywają się koncerty czy inne występy. Początkowo nie chcieliśmy zostawać tam na dłużej, ale ostatecznie właściciel jednej z budek zachęcił nas, żeby zasiąść obok jego przybytku. I był to strzał w dziesiątkę. Oprócz nas siedziało tam jeszcze kilka osób, paliło się ognisko, z głośników płynęły świąteczne hity. Gospodarz stwierdził, że zaserwuje nam swój specjał, którym… okazała się płonąca rakija. Nie wiemy, ile miała %, ale była wyśmienita. Powiedz nam, dlaczego jarmark świąteczny macie już w listopadzie? – zapytaliśmy tego sympatycznego Albańczyka. A wiecie, Berat to takie imprezowe miasto. My lubimy się długo bawić. I lubimy świąteczny klimat. Dlatego zaczynamy go celebrować od początku listopada. Można? Można!







Berat i jego punkty widokowe
Plan na ten dzień był nieco inny. Chcieliśmy się bowiem wybrać w pasmo gór Tomorr. Niestety prognozy były nieubłagane – miało padać i być burzowo. I faktycznie, od rana nad Beratem krążyły chmury, z których co chwilę spływały kaskady deszczu.
Zamek
Po śniadaniu i spakowaniu wszystkich rzeczy do auta, podjechaliśmy powyżej dzielnicy Mangalem, na parking obok zamku (Kalaja e Beratit). Zanim udaliśmy się na spacer musieliśmy odczekać jakieś 15 min, aby przeszła ulewa, która ponownie nawiedziła Berat. Kiedy nieco się przejaśniło, skierowaliśmy się ku głównej bramie. Wzdłuż wschodnich murów przeszliśmy do cerkwi Trójcy Świętej. Po drodze wyglądaliśmy na widoki, by podziwiać góry i dolinę rzeki Osumi. Przy cerkwi tradycyjnie musiałam znaleźć dla siebie kociego towarzysza, który później przez chwilę z nami spacerował. Stamtąd wyruszyliśmy na najabrdziej popularny punkt widokowy w obrębie zamku, znajdujący się przy jego południowym krańcu. Tam trafiliśmy na spore tłumy. W jednym czasie spotkało się tam kilka wycieczek zorganizowanych, jakieś szkolne wycieczki i indywidualni turyści. I choć aura była pochmurna, to widoki i tak zachwycały. Z punktu widokowego, błądząc nieco po wąskich uliczkach, wróciliśmy z powrotem do auta.









Trekking do zamku Gorica
Dzielnicę Goricę znają chyba wszyscy. Ale czy wiedzieliście, że powyżej niej, na szczycie wzgórza, znajdują się ruiny warowni? Z miasta wiedzie tam przyjemny, widokowy szlak. Zanim jednak zaczęliśmy naszą wędrówkę, musieliśmy… schronić się przed deszczem. Zasiedliśmy więc w jednej z kawiarni w obrębie Goricy i czekaliśmy, aż kolejna ulewa przejdzie nad Beratem. Po 20 min mogliśmy udać się na szlak. Ten wychodzi ponad linię domów mniej więcej na wysokości hotelu GrandView. Później trawersuje zalesione zbocze, by po pokonaniu kilkuset metrów doprowadzić do pierwszego punktu widokowego. Z niego podziwialiśmy pierwszą panoramę miasta i górującego nad nim zamku.


Dalej ścieżka pnie się do góry – najpierw na południe, a później kieruje się ku grzbietowi wzniesienia. Maszerując wśród drzew mogliśmy dostrzec pozostałości dawnej warowni, a po chwili znaleźliśmy się na kolejnym punkcie widokowym. Z niego panorama była jeszcze bardziej rozległa. Jednak my chcieliśmy się udać jeszcze wyżej. Dlatego kontynuowaliśmy wycieczkę – najpierw do miejsca, gdzie wznoszą się charakterystyczne anteny. Stąd również rozpościera się niezły widok. A następnie wzdłuż pasma udaliśmy się na południe. Dotarliśmy do kolejnego wzniesienia, obok którego znajduje się stanowisko dla paralotniarzy. Z tego miejsca widać było meandry i rozlewiska Osumi na wschód od Beratu. Niestety, gdy tam byliśmy, chmura, która do tej pory wisiała hen na horyzoncie, postanowiła nas dogodnić. W ulewie zaczęliśmy w szybkim tempie wracać do Beratu. Musieliśmy podążać tą samą trasą, którą podchodziliśmy. Alternatywna opcja była za długa i obejmowała wędrówkę po asfalcie, więc ją odpuściliśmy.


Berat w listopadzie – czy warto?
Berat zawsze warto wpleść do Waszych albańskich planów. Czy to latem, czy to o każdej porze roku. Bez względu na pogodę jest tu co robić, a panująca tam atmosfera sprzyja spacerom, delektowaniu się albańską kuchnią, zwiedzaniu i chłonięciu lokalnej kultury czy tradycji. Nie dziwi fakt, że Berat znajduje się liście UNESCO. Zabytków jest tu pod dostatkiem, a klasyczna zabudowa dzielnicy Goricy i Mangalem zachwyca tak za dnia, jak i w nocy. Wpadając do miasta w listopadzie lub grudniu możecie też zakosztować w świątecznych klimatach. Jasne – jest to kicz. Ale i on ma sporo uroku. Dlatego według nas to dobry czas na wizytę w Beracie. Nam podobało się bardzo!

Berat w listopadzie – praktykalia
- Wybierając się do Beratu w niskim sezonie możecie przebierać w ofertach naprawdę świetnych miejsc noclegowych. W zakresie cen między 100 a 140 zł znajdziecie wiele opcji pobytu z wliczonym w cenę śniadaniem. My z czystym sumieniem możemy polecić Hotel Demaj (w listopadzie zapłaciliśmy 125 zł za nas dwoje). To rodzinny biznes, w który zaangażowane są dzieciaki właścicieli (notabene wszyscy tam świetnie mówią po angielsku). Dostaliśmy upgrade pokoju, a o poranku mogliśmy zjeść naprawdę pyszne śniadanie. Hotel ma dogodną lokalizację oraz parking.
- Na obiad polecamy wpaść do Zonja Gjene. Może nie jest tam najtaniej, ale za to wybór dań jest spory ale nie przesadnie. Te, których próbowaliśmy, były doskonałe.
- Jeśli chcielibyście odwiedzić Berat podczas jarmarku, musicie wybrać się tam między początkiem listopada a 6 stycznia.
Jeśli uważacie ten artykuł za pomocny i ciekawy, a chcielibyście wesprzeć działanie bloga, to będzie nam bardzo miło, gdy postawicie nam wirtualną kawę. Mała rzecz, a cieszy!



