Bałkany Występy gościnne

Bałkany oczami podróżników

-
28 grudnia 2015

Do tej pory przedstawialiśmy Wam Bałkany głównie z naszej perspektywy lub naszych rodzin/znajomych. Chcielibyśmy Wam jednak pokazać, jak ten region Europy postrzegają osoby, które podróżują po całym świecie. Poprosiłam blogerów podróżniczych, by odpowiedzieli na jedno, proste pytanie: Mój pobyt na Bałkanach kojarzy mi się z….? W ten sposób powstał poniższy bałkański zbiór skojarzeń i wspomnień.

Zacznijmy od Kuby z bloga Sądecki Włóczykij, który postawił na albańskie wspomnienia. Ten kraj Półwyspu Bałkańskiego łączy przede wszystkim z ludźmi, których miał okazję tam spotkać.

Bałkany najbardziej mi się kojarzą z ludźmi, których jest wszędzie pełno. Przez miesiąc, który mieszkałem w Albanii, bardzo trudno było od nich uciec, znaleźć ciszę, chwilę dla siebie. Na ulicy, w sklepach, na uczelni, w busach. Wszędzie tłumy, który mogą przerastać nie tylko samotnika. Jednak jest w tym jakaś magia, ponieważ, że po pewnym czasie, siłą rzeczy, musisz się do ich obecności przyzwyczaić, przyjąć ich mentalność za powszechnie obowiązującą, nauczyć się ich języka (w tym wypadku nauka albańskiego szła opornie, bo język trudny). Kiedy poczułem się częścią albańskiej społeczności, te tłumy i kontrasty pomiędzy ludźmi przestały tak razić w oko. Stały się normalne. Po prostu wtedy zacząłem żyć jak Albańczyk, wśród innych swoich.

fot. Sądecki Włóczykij

fot. Sądecki Włóczykij

Historyczne spojrzenie Igora z vloga Librarian on the road na Bałkany, a przede wszystkim na Serbię, pozwala przyjąć nieco szerszą perspektywę pojmowania tego kraju.

To był pierwszy dzień. Stałem na ruinach belgradzkiej twierdzy i patrzyłem w stronę mostu na Sawie. Zmęczony lotem, zły że nic tu z egzotyki wschodu, że jedynie cyrylica, cerkwie, tłuste jedzenie i ludzie szarzy jak u nas. Patrzyłem na te światła, jak w jakimś Krakowie, Paryżu czy innym Mediolanie. Byłem zły bo nie tego tu szukałem. Odwróciłem głowę, spojrzałem na południe i oniemiałem. To była nicość. Pradawne, absolutne nic w miejscu, gdzie Sawa wpadała do Dunaju. Pustka. Wtedy po raz pierwszy zacząłem naprawdę rozumieć Serbów. Siedzieli tu setki lat, patrzyli na północ, na światła Habsuburgów, na pieprzony Wiedeń, cały ten lukurwany szyk i styl. A za nimi była czarna dziura. Turcy, krzywe szable, turbany, islam, wielożeństwo. I to wszystko lazło z butami w ich cerkwie, w ich święte ikony, dymy kadzideł, w ich prawosławne chramy. Oni zaś żyli ściśnięci przez dzicz i przez nadludzi. Stąd ta nienawiść. Stąd to wspaniałe, niczym niezmącone, pierwotne uczucie nienawiści do wszystkiego, co nie jest choć odrobinę serbskie.

Wyobrażałem sobie, że tutaj właśnie stał Jan Hunyady, opuszczony przez wszystkich, spisany na straty przez wyrachowany Zachód, przez swoich Węgrów, papieża, dożę i resztę cywilizowanego świata. Stał i patrzył jak pada zewnętrzny mur Belgradu. Do ataku szli janczarzy – fanatyczna gwardia sułtana zmiotła nadzieje obrońców, po czym długim  wężem wlała się w belgradzką dolinę. Hunyady nawet się nie poruszył. On i jego żołnierze doskonale wiedzieli, co będzie dalej. I ów Węgier, wraz z garstką Serbów, swoich, Polaków i krzyżowców, w jednej chwili posłał do diabła najbardziej elitarną jednostkę wojskową jaką kiedykolwiek miał Islam. Tak po prostu. Dla nich zupełnie normalnym było wyłożyć doliny smołą i olejem. A potem to zwyczajnie podpalić. Musieli nienawidzić. Inaczej nie umiem tego wytłumaczyć.

U ujścia Sawy płonęły pojedyncze światła. A dalej niebo łączyło się z ziemią wielką smugą ciemności…

Natomiast Paulinie z bloga Atlas Perspektyw Bałkany kojarzą się z…

….jednym z najcudowniejszych wieczorów jakie spędziłam w podróży, czyli z nocnymi opowieściami na drewnianym mostku pod wodospadami Kravica. A także z jednym z najgorszych noclegów jakie przeżyłam, czyli w Grecji pod Meteorami, gdy obudziła mnie armia mrówek przegryzających mój namiot i pełzających po śpiworze. Brr!

fot. Paulina z Atlas Perspektyw

fot. Paulina z Atlas Perspektyw

Jak się okazuje, Bałkany mogą być świetną destynacją na pierwszy, wspólny, dłuższy wyjazd z drugą połówką. Tak było w moim i Marka przypadku, ale również w przypadku Eweliny i Marco z bloga One Way 2 Freedom.

Jeśli zapytasz nas o Europę, to nie będziemy Ci polecać ani Londynu, ani Paryża, a Sarajewo albo Belgrad. Nasz pobyt na Bałkanach kojarzy się nam z naszym pierwszym wspólnym dłuższym tripem. Prawie miesiąc spędzony w najpiękniejszej części Europy. Byliśmy zdani na siebie 24h/7, sierpniowy upał, kulturowa mieszanka (również w naszym wydaniu) i letnia edycja plecaków (uff, na szczęście). Najzabawniejsze było to, że Marco był pełny podziwu moich umiejętności językowych, aż w którymś momencie załapał, że język polski ma wiele wspólnego z wieloma językami tamtejszych terenów i to ja byłam speakerem podczas naszej wyprawy. Belgrad pokochaliśmy – jak dla nas to miasto nigdy nie śpi. Ale nie zapomnimy wczesnoporannych pobudek o 4-5 rano, kiedy to odbywały się modły w pobliskich meczetach, te najgłośniejsze towarzyszyły nam w Sarajewie. Ja
pokochałam kulturę tych krajów i ich gościnność, a Marco zafascynował się wygodnymi pociągami (np. na trasie Sarajewo-Mostar) z dużymi miękkimi siedzeniami i bardzo starymi dworcami, na których zatrzymał się czas. Bałkany pokochaliśmy i będziemy zawsze do nich wracać, nie tylko przeglądając albumy zdjęć 🙂

One Way 2 Freedom

fot. One Way 2 Freedom

Z Dominiką z bloga Hamak Life łączy nas zauroczenie Macedonią. Ten często niedoceniany, bałkański kraj, choć niewielki, ma naprawdę wiele do zaoferowania i potrafi mocno zaskoczyć.

Bałkany dla mnie są miejscem kosmicznie czarującym. Jeśli miałabym wskazać kraj w Europie najmniej europejski, to powiedziałabym bez wahania: Macedonia!

Najmniej europejski w moim prywatnym rankingu oznacza najbardziej egzotyczny, a co za tym idzie ciekawy! Kiedyś byłam nałogowo uzależniona od wypadów w tamte rejony. Stosunkowo blisko, jeszcze bardziej tanio i zawsze ciepło, żeby nie powiedzieć gorąco! Nie mam tutaj na myśli tylko klimatu, ale atmosferę, kulturę, ludzi, kuchnię.

Macedonia urzekła mnie w sposób szczególny. Puste drogi, górskie serpentyny, nieziemskie widoki i szokująco ekstrawagancka architektura Skopje, aż prosząca się, żeby stać się plenerem jakiegoś filmu SF!, i w tym wszystkim jakaś niesamowita dzika wolność. …wyrazu i pustki. Brak cywilizacji w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Moje pierwsze wyprawy – wyjazdy studenckie – były spontaniczne, nieplanowane. Wrzucaliśmy do samochodu namiot i jechaliśmy przed siebie. Dość ryzykownie, bo jednym ciągiem z Warszawy, zmieniając się za kółkiem we dwójkę. Wszak chodziło o to, żeby jak najszybciej przekroczyć granicę węgiersko-serbską i znaleźć się na Bałkanach…i móc zacząć normalnie dogadywać się z ludźmi (bo spróbujcie na węgierskiej prowincji porozumieć się nie po węgiersku ;).

Za to też kocham Bałkany – nie istnieje tam praktycznie bariera językowa dla Polaka. (No dobra, ja miałam starocerkiwno-słowiański i gramatykę historyczną języków słowiańskich na studiach polonistycznych, więc może jest mi łatwiej, ale podróżowałam z przyjacielem, który na dziennikarstwie nie miał tych przedmiotów, a jednak dawał radę ;).

Każdą podróż – poza językiem (w tym kultury), krajobrazami czy często zaskakującą i przykuwającą uwagę architekturą miast – tworzą jednak ludzie. To oni nadają sens poznawaniu świata, oddając jego koloryt emocjonalny. Ci, których spotkałam na Bałkanach mają stałe miejsce w moim sercu i gdzieś na dnie wspomnień, będę zawsze pamiętać o gościnności, bezpretensjonalności i serdeczności mieszkańców tamtych rejonów. Wszystko jedno z której byłej republiki.

Dość przekornie zilustruję te refleksje obrazkami z Odysei Kosmicznej.

fot. Dominika Sidorowicz

fot. sidorowicz.blogspot.com

Hania i Michał z bloga Mała i Duży w Podróży przemierzali Bałkany na motocyklu. Z jego perspektywy przyglądali się toczącemu tam życiu, a wspomnienia zapisywali w pamięci za pomocą konkretnych obrazów.

Nasz pobyt na Bałkanach kojarzy nam się z … Nie no, pewnie każdy tak zacznie. Opowiadając o Bałkanach mamy w głowie kilka obrazów i to je chcemy tutaj opisać. Mamy nadzieję, że pokażą ten niesamowity kawałek Europy widziany naszymi oczami. Pierwszy z nich to zachodzące słońce rozlewające pomarańczowy kolor na serbskie pola i łąki. Przechadzające się po ulicy krowy. Boczne drogi przecinające małe wioseczki, a to wszystko oglądane z kanapy naszego motocykla… Drugi obrazek to malutki domek znajdujący się w rezerwacie Uvac. Drewniany, bez prądu i wody. Wraz z nami na poddaszu spały pszczoły, które budowały tam swoje małe gniazda. Jak trafiliśmy w takie miejsce? Kamienista górka pod którą trzeba było podjechać żeby dostać się na camping, mała wywrotka na motocyklu i ludzie zjeżdżający z góry. Zatrzymali się, pomogli i dali klucze do swojego domku znajdującego się nad rzeką. Tak po prostu. Nawet nie znamy ich imion. Kazali zostawić klucze pod wycieraczką i przepraszali, że nie zostało nic do jedzenia… Trzeci to zderzenie dwóch rzeczywistości. Piękny Mostar. Wąskie kamienne uliczki, małe restauracyjki i cudownie podświetlony nocą most. Jednak naprzeciw temu staje film, który oglądnęliśmy w muzeum tego niesamowitego miasta. Przedstawiał Mostar podczas wojny. Te same uliczki po których chodziliśmy wcześniej i biegający po nich żołnierze, wysadzenie mostu, regularna wojna. I data, która wbija ci do głowy, że to przecież wcale nie tak dawno temu… Trzy obrazy i trzy rzeczy, które urzekły nas na Bałkanach. Krajobrazy, ludzie i historia.

fot. Mała i Duży w Podróży

fot. Mała i Duży w Podróży

Bałkany rodzinnie w wykonaniu Ani, Dawida i Gabrysia z bloga Odkrywać Świat, okazały się strzałem w dziesiątkę. Każdy, nawet najmłodszy, znajdzie w tym regionie coś, co mu się spodoba.

Bałkanów po raz pierwszy “posmakowaliśmy” w zeszłym roku, w trakcie naszych miesięcznych samochodowych wojaży po Chorwacji, Bośni i Hercegowinie, Czarnogórze i Albanii. Pojechaliśmy z naszym 4-letnim wówczas synem i wszyscy wróciliśmy zachwyceni, choć każde z nas innym aspektem tego regionu. Mało tego, w tym roku wróciliśmy na Bałkany, tym razem wybierając jako cel naszej podróży Rumunię i Bułgarię. Chyba podskórnie czuliśmy, że Bałkany spełnią nasze oczekiwania, ponieważ mają do zaoferowania to, czego nie znajdziemy w Europie Zachodniej. Po 12 latach odkrywania krajów naszych zachodnich, północnych i południowych sąsiadów (tych bliższych jak i dalszych) czuliśmy przesyt europejskim uporządkowaniem i przewidywalnością, jeśli wiecie, co mamy na myśli. Szukaliśmy natury, odmienności, zaskoczenia. I to wszystko znaleźliśmy na Bałkanach. Z czym dokładnie kojarzy nam się nasza bałkańska podróż? Przede wszystkim z różnorodnością. Chodzi zarówno o mieszankę kulturowo-religijną, jak i pejzaże czy smaki. Najmniej zaskoczyła nas Chorwacja, która wydała nam się bardzo “turystyczna”. Im bardziej jednak kierowaliśmy się na wschód, w stronę Albanii, tym bardziej czuliśmy, że odbiegamy od tego, co europejskie, poukładane i dopieszczone a dotykamy czegoś “nowego”, nieznanego nam wcześniej i przez to zaskakującego. Wymieniając niemalże jednym tchem, Bałkany kojarzą nam się z: wodospadami i zielenią chorwackiego Parku Krajobrazowgo Jezior Plitwickich, szmaragdowo-turkusowym Morzem Adriatyckim, nawoływaniem do modlitwy dobiegającym z minaretów, stykiem religii (islamu, judaizmu, prawosławia, katolicyzmu), przepyszną kawą po bośniacku, burkiem i baklawą, wąskimi chorwackimi i czarnogórskimi uliczkami, śladami wojny w Bośni i Hercegowinie, natłokiem aut i wywołującym zawrót głowy albańskim ruchem ulicznym. No i oczywiście z kotami, które spotykaliśmy w każdym z tych 4 krajów.

12398780_10208142335666231_1574227223_o

fot. Odkrywać Świat

Z jeszcze młodszą pociechą na Bałkany wybrali się Asia i Łukasz z bloga Gdzie są Kasperki. Sześciomiesięczna wtedy Maja zaliczyła swój pierwszy Couchsurfing udowadniając, że w trakcie podróżowania wiek nie gra roli.

Mój bałkański miesięczny pobyt to wspomnienie pierwszej rodzinnej dalszej podróży z 6-cio miesięczną córką – czasem na wyłączność dla najmłodszego członka wyprawy i okazją do jeszcze lepszego poznania się. Bałkany okazały się idealnym miejscem na podobną wyprawę – gdziekolwiek się pojawialiśmy otaczani byliśmy niezwykłą życzliwością i uczynnością miejscowych.

Zaczęliśmy od couchsurfingu w Słowenii będącym jednocześnie pierwszym couchsurfingiem Mai. Pomimo bariery językowej z gospodarzami dzięki Mai błyskawicznie udało nam się przełamać pierwsze lody. Maja okazała się bezproblemowym gościem, a w domu zupełnie obcych ludzi czuła się jak u siebie.

Kolejne punkty na naszej bałkańskiej mapie podróży stanowiły Chorwacja (od Rovinj po Split i Zagrzeb w drodze powrotnej) oraz Bośnia i Hercegowina. Szczególnie z tym ostatnim krajem wiążą się jedne z naszych najlepszych wspomnień z bałkańskiej przygody. Maja przyciągała miejscowych jak magnez, otwierała wiele rozmów a nawet dostawała upominki i … pierwsze pieniądze. Jajce – mało popularne turystycznie, zwiedzaliśmy w deszczu. Wieczorami zaś grzaliśmy się przy kominki, do którego drwa dostarczał właściciel mieszkania w kamienicy mającej jeszcze wiele powojennych blizn.

Na pobyt w Czarnogórze przypadł okres ząbkowania Mai a ciężkie deszczowe chmury przywlokły gwałtowne burze. Do tego nasze wyobrażenie o Czarnogórze będącej spokojnym i skromnym zakątku Europy zderzyły się z zupełnie odmienną rzeczywistością. Choć natura i krajobraz zachwycały to bezmyślna zabudowa, hotele zabierające darmowy dostęp do plaży i panoszenie się wykupujących grunty inwestorów ze wschodu budziły w nas niesmak. Na szczęście rodowici mieszkańcy Czarnogóry są wyjątkowo przyjaźni, gościnni i wyjątkowo skorzy do rozmów.

Pierwszy dalszy wyjazd z Mają na Bałkany był strzałem w dziesiątkę, obudził w nas apetyt na dalsze podróże we trójkę. Umocnił nas również w przekonaniu, że w podróżowaniu z dzieckiem (nawet najmniejszym) najwięcej barier jest w głowach rodziców a problemy, z jakimi możemy się zetknąć niczym nie różnią się od tych „domowych”.

fot. Gdzie jest Kasperki

fot. Gdzie są Kasperki

Bałkanom nie mogła się również oprzeć Kinga z bloga Floating my Boat, głównie dlatego, że dają ogromną wolność, okraszoną pięknymi widokami i niesamowitymi miejscami.

Mój pobyt na Bałkanach kojarzy mi się z wolnością. Jakkolwiek patetycznie to nie brzmi, to ilekroć wspominam moje wyjazdy na Bałkany, przypominają mi się beztroskie dni kiedy byłam już po sesjach na studiach lub na urlopie od pracy. Za pierwszym razem, ładnych parę lat temu, z chłopakiem spontanicznie pojechaliśmy do Chorwacji autostopem. Nie mieliśmy wtedy absolutnie żadnego planu, jechaliśmy bez przygotowania i trafiliśmy do jednego z piękniejszych miejsc na ziemi. To była wyspa Brać, a dokładnie malutka miejscowość na jej drugim końcu, Bol. Takich zachodów słońca długo potem nie widziałam! Rok później pojechaliśmy na cały miesiąc do samej Czarnogóry. Byłam wtedy świeżo po studiach, jeszcze przed pierwszą poważną pracą. To był taki wyjazd żeby odpocząć po trudach pisania magisterki i naładować baterie przed rekrutacją. Czarnogóra niby taka malutka, a tyle ciekawych miejsc. Pamiętam jak szliśmy piechotą przez piękny szlak w parku narodowym Lovcen i jak ślizgały mi się buty. W jednym momencie, niedługo przed Kotorem zobaczyliśmy cmentarzysko samochodów. Roczniki od początku lat 2000, do całkiem świeżych. Przygnębiający był to widok, tak kończyli szarżujący kierowcy. Za to potem, zachód słońca nad zatoką Kotorską i noc na szczycie góry – niezapomniany. Nie tylko ze względu na piękne widoki, ale też przez okropny wiatr, który tak targał naszym namiotem przez całą noc, że oka nie zmrużyliśmy. Kiedy myślę o Bałkanach to muszę wspomnieć też Albanię, kraj który kompletnie mnie zauroczył. To miejsce, do którego pierwszy raz pojechałam na dłużej SAMA. Jechałam przestraszona, że nie ogarnę logistyki i będę wracać z podkulonym ogonem, a tu się okazało, że mam świetną orientację w terenie i niebywałe umiejętności komunikacji bez znajomości lokalnego języka. Do tej pory się śmieję, kiedy przypomina mi się jak zawzięcie targowałam się z bursiarzami i taksówkarzami, którzy myśleli, że złapali głupią. A potem schodzili z ceny aż miło było patrzeć. Tak, Bałkany to dla mnie wolność.

fot. Floating my Boat

fot. Floating my Boat

Oczywiście Bałkany to ludzie oraz przepiękne widoki. Ale region ten nie mógłby istnieć bez…muzyki, co trafnie zauważa Ania z bloga Świat według Tatami.

Moje pierwsze skojarzenie z Bałkanami to muzyka. Dlaczego? Ponieważ w bałkańskiej kulturze zajmuje bardzo ważne miejsce i wyjątkowo silnie działa na mnie. Jest żywiołowa i skoczna, to muzyka do tańca, wywołująca radość, porywająca i wzruszająca. Prym wiodą zespoły brassbandowe, ale bardzo ważne miejsce zajmują również rytmy cygańskie i tradycyjne, rdzenne melodie często w nowoczesnej oprawie lub łączone z innymi stylami, Bałkany to w końcu wieloetniczny kocioł.
W Serbii muzyka towarzyszy każdym ważniejszym wydarzeniom, zespoły dęte grają na imprezach z okazji narodzin, chrzcin, na weselach, pogrzebach, uroczystościach państwowych i kościelnych.
Zafascynowani bałkańskimi rytmami kilka lat temu wybraliśmy się do Serbii, na największy na świecie festiwal orkiestr dętych, Guca Festival, na który nie bez powodu mówi się Guca Madness. Istotnie jest to szaleństwo, na które corocznie od 55 lat zjeżdża się ponad kilkadziesiąt, a od kilku lat nawet kilkaset tysięcy ludzi! Przez 5 dni goście z całego świata świętują przy dźwiękach wszechobecnych trąbek, kakofonia jest niesamowita. Alkohol leje się hektolitrami, a mimo tego jest spokojnie i przyjaźnie, muzyka jednoczy ludzi. Nikt nie może oprzeć się tym melodiom i stać w miejscu, osobiste preferencje muzyczne tutaj nie są istotne. W serbskiej Guczy odnalazłam swoją bałkańską duszę. Razem z młodymi Serbami śmiejąc się tańczyliśmy tradycyjne “kolo” w deszczu lejącego się piwa. Zachwyt pozostał do dzisiaj, zamierzamy powrócić do Guczy, a na razie, od 3 lat z ogromną radością jeździmy na nasz rodzimy, bałkański festiwal Pannonica 🙂
fot. Świat według Tatami

fot. Świat według Tatami

Dla Moniki z bloga Wroclot, Bałkany są krainą kontrastów i ogromnej różnorodności. Podobnie, jak i nas, zafascynowały ją tamtejsze góry, których jest tam pod dostatkiem.

Z Bałkanami jest jak z kobietą, nigdy nie wiesz co Cię spotka. Niby jest pięknie i spokojnie, a okazuje się, że dostaniesz po mordzie tuż za rogiem. Z drugiej strony – tam gdzie wyboiście i niebezpiecznie, spotykasz najmilszych ludzi pod Słońcem.

Na nasz bałkański trip pojechałyśmy z jako takim planem, jednakże , został on porzucony tuż po przekroczeniu pierwszej granicy. Podróż była jednym wielkim zlepkiem przypadkowych spotkań, które definiowały nasze kolejne kroki. Mglista wizja jazdy od punktu A do B, była naznaczona tylko i wyłącznie najwyższymi szczytami w mało znanych górach, wręcz niedocenianych , można by napisać.

W Czarnogórze, podczas pieszej wędrówki, napotkany 60latek ze Słowacji (chyba), powiedział, że przyjeżdża tu od 20 lat i jeszcze nie ma dosyć, o górach opowiadał z błyskiem w oku, dzieląc się informacjami na temat tras, szczytów wartych wejścia, noclegów i cen. Na odchodne powiedział, że nie spotkał w tych górach jeszcze tak małego wędrowca jak Sara.

Bułgaria z kolei, to zupełnie inna bajka, tam na szczyt wybierały się całe rodziny. Nic dziwienego w sumie, do miejsca dotarłyśmy bowiem podczas weekendu. I choć ludzi było niczym mrówek, to obcokrajowców można by zliczyć na palcach jednej ręki. Tłum rozrzedzał się w 99% po dotarciu do schroniska pod szczytem, niewiele osób wdrapywało się wyżej.

Góry, górki i pagórki, które odwiedziłyśmy podczas wakacji, te niższe i wyższe, po raz kolejny potwierdziły jeden z naszych ulubionych cytatów – „w górach jest wszystko co kocham”.

fot. Wroclot

Skoro o górach mowa, to nie można pominąć morza. Dla Natalii z bloga The Faraway Wilderness Bałkany kojarzą się przede wszystkim z wolnością, jakie daje żeglowanie. Dla nas wodna perspektywa patrzenia na ten region jest prawie nieznana, więc może warto to zmienić?

Dla mnie Bałkany bez żeglowania nie istnieją. Nie pojadę tam w innym celu niż na żagle i już, jestem uparta. Kiedy myślę ‘Bałkany’, to myślę ‘marina’. Na jachcie zwiedziłam sporą część wybrzeża Słowenii, Chorwacji i Czarnogóry. Uwielbiam te wszystkie miasteczka z ich południowym klimatem, do których przybijamy, fajne wieczory w lokalnych knajpach, ale jeszcze bardziej cenię sobie kompletną sielankę z dala od lądu. Całymi dniami na świeżym powietrzu, zapach morza i piękne krajobrazy. Kąpiel na środku morza i w rajskich zatokach, nurkowanie w krystalicznie czystych wodach między, zdaje się, bezludnymi wyspami. Czasem nie zostajemy na noc w marinach, tylko na kotwicy w takich zatokach. W nocy jest dookoła po prostu czarno, jedyne światła to Księżyc i światła masztowe innych jachtów, jeśli są w pobliżu. I głos milionów chyba cykad. To jest absolutnie niepowtarzalne. Gdy szczęście dopisze, w pobliżu jachtu skaczą delfiny. Są takie doświadczenia, których się słowami nie opisze i sądzę, że przyjemność żeglowania plasuje się wysoko, bardzo wysoko. Ciężko też opisać to dwoma obrazami, gdy na dysku mam ich grube tysiące. Pozostaje mi się tylko powtórzyć, że na Bałkany jeszcze pojadę nie raz nie dwa – ale tylko na żagle.
fot. The Faraway Wilderness

fot. The Faraway Wilderness

A jakie są Wasz bałkańskie wspomnienia? Jakie doświadczenia przywieźliście stamtąd do tej pory?

TAGI
Powiązane wpisy