Yachtic Trip. Część 2 – Telašćica, Murter i Tribunj

Poprzednią część naszej relacji z YACHTIC Trip 2018 zakończyliśmy na Kornatach, gdzie doświadczyliśmy najpiękniejszego zachodu słońca podczas całego rejsu. Dziś zabieramy Was do kolejnych, cudownych miejsc, do których udało nam się dotrzeć podczas wrześniowego rejsu. Przed Wami zachwycająca Telašćica, relaks przy Murterze oraz nocleg w uroczym Tribunj.

Dzień 4: Pożegnanie z Kornatami

Poranek na Kornatach zaczynamy dość niespiesznie. Bo i podstawą jachtingu jest brak pośpiechu. I tego musieliśmy się w trakcie rejsu nauczyć. W trakcie większości naszych podróży mamy zwykle strasznie napięty grafik. A tu nic nie musieliśmy. Mogliśmy. I to było cudowne. Przed wyruszeniem w dalszą drogę zostaję przez Grzesia przeszkolona w kwestii pływania pontonem. Niestety efekt jest tego taki, że przez pierwszych kilka minut pływam w kółko zamiast do wyznaczonego celu. Ale po dłuższej chwili udaje mi się opanować sterowanie. Jednak wilkiem morskim pontonowym chyba prędko nie zostanę. Tego dnia opuszczamy Park Narodowy Kornati. Mam m.in. szansę zobaczyć wyspę Mana, na której byłam rok wcześniej podczas rejsu wycieczkowego z Zadaru. Możemy podziwiać nie tylko jej cudowne klify, ale również ekipę, która pracuje nad ujęciami do jakiejś kolejnej, filmowej produkcji.

Kornati

Kornati

Kornati

Kornati

Kornati

Kornati

Telašćica

 Jednym z najpiękniejszych miejsc, jakie odwiedziliśmy podczas rejsu, był bez wątpienia Park Przyrody Telašćica. Zawitaliśmy na wyspie Dugi Otok, która słynie z zachwycających klifów oraz słonego Jeziora Mir. Musimy przyznać, że to absolutnie magiczne miejsce. Pod kątem widoków jest to jedna z piękniejszych wysp, jakie widzieliśmy w Chorwacji. Naszym głównym celem były znajdujące się tam klify. Po zacumowaniu w jednej z zatoczek udaliśmy się pontonem na Dugi Otok. Następnie czekał nas przyjemny, widokowy spacer wzdłuż klifów, aczkolwiek prawdę powiedziawszy, najlepiej prezentują się z perspektywy drona lub morza. Wtedy w pełni zachwycić się można ich ogromem. Po spacerze i wspólnej pizzy w jednej z lokalnych restauracji wracamy na łódź, którą następnie udajemy się do jednej z mniej obleganych zatoczek przy Dugim Otoku.

Wieczór w Sali 

Późnym popołudniem znów schodzimy na wsypę. Tym razem czeka nas przyjemny spacer do Sali – niewielkiego miasteczka znajdującego się w południowo-wschodniej części wyspy. Z zatoczki, w której przycumowany jest nasz jacht wiedzie tam przyjemna trasa spacerowa. Po ok. 50 min marszu docieramy do Sali. To niesamowicie malownicze, wyspiarskie miasto, z uroczymi, kamiennymi budynkami. Życie Sali koncentruje się na nabrzeżu, gdzie też działa kilka knajpek. Spędzamy tam dłuższą chwilę rozkoszując się klimatem miasta. To, co najbardziej podobało nam się w tych chwilach, to absolutna beztroska, cudowne towarzystwo oraz brak jakiegokolwiek napięcia czy spięcia. Chyba bardzo nam był potrzebny taki czas, aby móc w pełni odpocząć i się zrelaksować. Oczywiście wszystkie nasze podróże na to pozwalają, ale pływanie jachtem wyniosło relaks na jeszcze wyższy poziom.

Sali

Sali

Sali

Dzeń 5: Relaks z widokiem na Murter

 Kolejny dzień i kolejne cudowne miejsca przed nami. Po wypłynięciu z Sali naszym pierwszym celem była zatoczka przy wyspie Murter. Tam większość ekipy pływa w morzu, natomiast Marek zostaje pierwszym testerem specjalnej deski, której trzymając się jest się ciągniętym za jachtem. I choć była na niej przyklejona instrukcja, to oczywiście nikt jej nie przeczytał. W efekcie za pierwszym razem, gdy Marek był za jej pomocą ciągnięty, prawie zgubił kąpielówki. Okazało się bowiem, że przekroczona została zalecana prędkość. Później, gdy już komisyjnie zostało ustalone, jaka prędkość jest właściwa, Marek, Karolina, Michał i Kapitan Marek bardzo chwalili sobie pływanie za jachtem.

Murter

Murter