#turystykaktywna Słowacja Sponsorowane

Słowacki weekend z Dacia – Prirodne Kupele, Lucky i Wielki Chocz

4 czerwca 2017

Po wizycie w Liptovskim Mikulaszu, wyruszyliśmy na nasz kolejny, dziki nocleg. Dzięki znajomym wiedzieliśmy, że nieopodal podnóży Wielkiego Chocza znajdują się Prirodne Kupele, czyli darmowe, termalne źródła, obok których bez większego problemu można rozbić namioty i nocować również bez uiszczania opłaty. Lepszej rekomendacji nie potrzebowaliśmy.

Prirodne Kupele powyżej wsi Kalameny

Zasadniczo do termalnych źródeł nie trudno trafić, o ile człowiek wie, czego i gdzie szuka. Z Litpovskiego Mikulasza należy udać się do Liptovskiej Teplej, a z niej pojechać w stronę miejscowości Lucky (Lúčky). Tam również znajdują się kupele, ale takie bardziej „cywilizowane”  czyt. płatne. Dzikie termalne źródła znajdują się nieco bardziej na prawo, powyżej wsi Kalameny. Należy podążać dość dziurawą, lecz asfaltową szosą, która jakieś 600 metrów za ostatnimi zabudowaniami przechodzi tuż obok Prirodnych Kupeli. Po lewej stronie drogi znajduje się spora niecka z gorącą, mającą powyżej 32 stopni wodą, a po prawej stronie niewielka łączka, na której można rozbić namioty. Auta parkuje się bezpośrednio przy drodze lub nieco wcześniej, na polanie poniżej starego wciągu orczykowego. Kiedy docieramy tam w sobotni wieczór (koło godziny 20), zastajemy sporo kąpiących się osób i mnóstwo samochodów. Lepsze, czyt. równiejsze miejsca na namiot również były zajęte. Pozostaje nam rozbić się na niezbyt stromym zboczu i liczyć na to, że nie będziemy się całą noc zsuwać (taaa… marzenie ściętej głowy). Po tym, jak nasz namiot już stoi, udajemy się do termalnych źródeł. Woda ma dość specyficzny zapach, ale nie tak intensywny jak np. w albańskim Benje. Jej temperatura jest natomiast bardzo przyjemna, aczkolwiek próba wyjścia z wody kończy się nieprzyjemnymi dreszczami, gdyż w zalesionej dolinie, w jakiej znajdują się Prirodne Kupele, panuje spory chłód. W termalnych źródłach taplają się i młodzi, i starzy, w większości popijając trunki wszelakie, głównie mocniejsze alkohole i wino. My ograniczamy się do piwa, które po 10 minutach zaczyna mieć temperaturę średnio gorącej zupy. No cóż, taki urok kupeli.

Prirodne Kupele pod wieczór

Miejsce biwakowe

Poranek przy źródłach i Lucky

Całą noc czuliśmy się, jakbyśmy spali na zjeżdżalni. Rozbicie namiotu na niewielkim zboczu okazało się być dla naszego snu zgubne w skutkach. Co chwilę któreś z nas się budziło, bo lądowało w dolnej części namiotu, w jakiejś kompletnie niewygodnej pozycji. Dodatkowo cały namiot był mokry, a panujący w środku skisior, dość szybko wypędził mnie na zewnątrz. Rano całe Prirodne Kupele były w słońcu i już od wczesnych godzin przybywali tam turyści i mieszkańcy okolicznych wsi. Po zjedzeniu śniadania i dosuszeniu naszych campingowych gratów, jedziemy w stronę Wielkiego Chocza, będącego naszym trekkingowym celem na ten dzień.

Loganowa suszarnia

Prirodne Kupele

Prirodne Kupele łączą pokolenia

Prirodne Kupele

Prirodne Kupele

Prirodne Kupele

Zanim jednak wyruszymy na mozolną wędrówkę, zatrzymujemy się na chwilę w miejscowości Lucky (Lúčky). W jej centrum zobaczyć można całkiem okazały Lúčanský vodopád. Został on ustanowiony pomnikiem przyrody, jako jeden z pięciu wodospadów na terenie całej Słowacji (a wszystkich wodospadów w tym kraju jest 200). Ma 12 m wysokości i spływa kaskadami po skalnej ścianie, a następnie wpada do niewielkiego jeziorka (niecki) u jego podstawy. Pod wodospadem można się kąpać, ale na własną odpowiedzialność. Jeśli zaś o samą miejscowość Lucky chodzi, to jest ona uzdrowiskiem, mającym całkiem długą tradycję (istnieje od 1761 roku) w leczeniu chorób ginekologicznych  i jest jedynym uzdrowiskiem na terenie Słowacji, które skupia się na chorobach kobiecych. A wszystko dzięki występującym tu wodom mineralnym wapniowo-magnezowym, które nasycone są dwutlenkiem węgla.

Piękny Lúčanský vodopád

Lúčanský vodopád

Lúčanský vodopád

Wielki Chocz czyli na pograniczu Liptova i Oravy

Wielki Chocz (Veľký Choč) znajdujący się w paśmie Gór Choczańskich, leży na pograniczu dwóch regionów – Liptova i Oravy. Choć nie jest najwyższym szczytem na Słowacji (ma 1611 m n.p.m.), to stanowi jeden z lepszych punktów widokowych w tej części kraju. Dlaczego? Ano dlatego, że w najbliższej okolicy nie sąsiaduje z nim żadna inna, wyższa góra, dzięki czemu oferuje niesamowicie rozległą panoramę 360 stopni. Nasz trekking zaczynamy powyżej uzdrowiska Lucky, a dokładniej w Dolinie Jastrzębiej (Jastrabia Dolina), na wysokości 645 m n.p.m. To oznaczało prawie 1000 metrów podejścia w pionie.

Przed wyruszeniem na szlak

Wielki Chocz

Początkowo szlak wiedzie leśnym duktem, który wznosi się dość łagodnie. Później trasa podąża wąską ścieżką, która poprowadzona jest praktycznie pionowo do góry, po błotnistym, pełnym korzeni zboczu. Wędrówka na tym odcinku nie należy do przyjemności, a lejący się z nieba żar nie ułatwia sprawy. Po ok. godzinie marszu docieramy do niewielkiej polany, na której znajduje się miejsce wypoczynku z wiatą, ławami i stołem oraz miejscem na nocleg (na niewielkim stryszku). Łapiemy tam oddech, chwilę się posilamy i wyruszamy na najbardziej stromy odcinek szlaku. Na szczęście częściowo trawersował on zbocze, dzięki czemu człowiek nie musiał orać nosem po ziemi.

Miejsce do wypoczynku

Na szlaku

Wielki Chocz

Ostatni etap naszej wędrówki zaczyna się z przełęczy Vraca (Sedlo Vráca), skąd czeka nas bezpośrednie wejście na szczyt Wielkiego Chocza. Również jest tu stromo, ale też bardziej skaliście i w jednym miejscu jest powieszony łańcuch, który teoretycznie ma pomóc w pokonaniu niebyt dużej skały. W praktyce łańcuch ten bardziej przeszkadza, niż pomaga, ale to moje skromne zdanie. Po prawie 3 godzinach marszu stajemy na szczycie. A stamtąd możemy podziwiać Małą i Wielką Fatrę, Tatry Niżne, Tatry, Rochacze, masyw Pilska i Babiej Góry, Litpvoską Marę, Rużomberk i wiele, wiele innych miejsc. Jedynym mankamentem Wielkiego Chocza jest ogromna ilość robali, jaka lata tam w powietrzu. Na szczycie spotykamy też całkiem sporo turystów, głównie Słowaków i Polaków. Jakoś te tłumy nas nie dziwią, bo tego dnia była naprawdę dobra widoczność i rozciągająca się z Chocza panorama była rzeczywiście imponująca. Do auta schodzimy częściowo tą samą trasą, jaką wchodziliśmy, jednak dokonaliśmy pewnej małej modyfikacji, by ominąć stromy odcinek z błotem i korzeniami. Pomaga nam w tym Garmin i wgrana na niego, bardzo szczegółowa mapa, mająca wszystkie szlaki i lokalne drogi oraz dukty. Cały trekking zajął nam nieco ponad 5 godzin.

Wielki Chocz i rozciągające się stamtąd widoki

Wielki Chocz

Wielki Chocz

Wielki Chocz

Wielki Chocz

Wielki Chocz

Nasza trasa

Pożegnanie ze Słowacją i widok prawie jak w Toskani

Po trekkingu na Wielkiego Chocza wracamy na chwilę do Prirodnych Kupeli, gdzie Marek zażywa kąpieli, a ja czekając na niego zostaję pogryziona przez komary. Na obiad jedziemy do Liptovskiego Mikulasza, gdzie jednak nie zabawiamy zbyt długo, gdyż jeszcze tego samego dnia musimy wrócić na Mazowsze. Lecz zanim całkiem opuścimy Słowację, trafiamy na wyjątkowo piękny punkt widokowy, który znajdujemy dzięki startującym z niego paralotniarzom. Znajduje się on na wzgórzu powyżej miejscowości Liptovský Trnovec. Wiedzie na nie polna droga, wyjeżdżona głównie przez auta paralotniarzy. Kiedy docieramy na grzbiet wzniesienia, otwiera się przed nami niesamowity, soczyście zielony widok na okoliczne łąki i pagórki oraz na Liptovską Marę i wyższe pasma górskie wokół. Wpadamy w fotograficzny szał, gdyż złota godzina sprawiła, iż lokalne pejzaże dość mocno przypominały nam te, które uwieczniają na zdjęciach osoby odwiedzające Toskanię. Powiedzieć, że byliśmy zachwyceni, to za mało. Byliśmy wprost oczarowani. Na chwilę czas się zatrzymał i po prostu chłonęliśmy piękno przyrody, ale i dzieła człowieka. Zdjęcia oczywiście oddają tylko część tej magicznej chwili. Niemniej jeśli będziecie w tamtych okolicach, to na zachód słońca koniecznie zajrzyjcie na wzgórze powyżej Litpovskiego Trnovca. Nie pożałujecie!

Wzgórze paralotniarzy

Liptovský Trnovec

Z Liptovską Marą

Liptovský Trnovec

Liptovský Trnovec

Prawie jak Toskania

Liptovský Trnovec

Liptovský Trnovec

Liptovský Trnovec

Słoneczna droga

Liptovský Trnovec

Liptovský Trnovec

Loganowe spojrzenie na słowackie krajobrazy

Dacia logan

W tym miejscu kończy się nasz słowacki weekend, który bez wątpienia był bardzo intensywny i ciekawy. Na pewno będziemy na Słowację wracać, gdyż nasi południowi sąsiedzi mają naprawdę piękny, różnorodny i idealny dla osób aktywnych kraj.

Pożegnalne zdjęcie z Loganem

Dacia Logan

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

TAG
POWIĄZANE WPISY