Bałkany praktycznie Sponsorowane

Alergik w podróży, czyli chyba mam uczulenie na Bałkany!

-
6 września 2017

Nie, ten tytuł wcale nie jest przewrotny, bo jest szalenie prawdziwy. Od dziecka jestem alergikiem. W swoim życiu przeżyłam z tego powodu całkiem sporo – od szpitali, po intensywne odczulania sterydami. I choć obecnie alergia nie męczy mnie aż tak, jak w dzieciństwie, to jej objawy bardzo mocno nasilają się u mnie, gdy tylko wyruszamy latem i wiosną na Bałkany. Jak zatem radzi sobie rudy alergik w podróży?

Uczulona na wszystko

W mojej rodzinie nie było zbyt mocno rozbudowanej historii związanej z alergiami. Stąd, kiedy jako dzieciak zaczęłam non stop chorować na płuca i oskrzela, nikt nie miał pojęcia, co jest tego przyczyną. Dopiero pewna lekarka doznała olśnienia i zaproponowała zrobienie testów alergicznych. Okazało się, że uczulona jestem praktycznie na wszystko – od pyłków traw i drzew, po roztocza i sierść zwierząt. Na szczęście nie miałam alergii pokarmowych, choć w późniejszym czasie i one mi się zdarzały. Po pobycie w szpitalu na oddziale płucnym, przeszłam pod opiekę alergologa. Dostałam leki sterydowe oraz inhalacje, dzięki którym udało się zapobiec stanom astmatycznym, natomiast cała spuchłam i swym wyglądem zaczynałam przypominać pączka w maśle.

Nie będę brać leków!

Jakie są objawy alergii większość z nas wie. Lejący się z nosa katar, zaczerwienione i podrażnione, łzawiące oczy, zatykanie się uszu, duszność, kaszel i wiele innych. Przeszłam przez większość z nich. Gdy byłam starsza i uczęszczałam do gimnazjum, a później liceum, w okresie pylenia roślin zażywałam doraźnie leki antyhistaminowe. Niestety większość z nich działała na mnie fatalnie – potrafiłam z ich powodu zasnąć na lekcji (a uwierzcie mi nie jestem typem śpiocha, żeby musieć spać w ciągu dnia), kręciło mi się w głowie, miałam nudności i ogólnie czułam się gorzej niż przy objawach typowych dla alergii. Dlatego będąc na studiach postanowiłam całkowicie zrezygnować ze wszystkich leków odczulających. Mogłam się na to zdecydować, bo po odczulaniu w dzieciństwie moje obecne objawy alergii nie determinowały aż tak całego, mojego życia. Jednak są pewne wyjątki.

Mam uczulenie na Bałkany!

Mieszkamy z Markiem na wsi. Nie jest to może „wieś spokojna i wesoła”, bo to swoiste przedmieścia Warszawy, ale nasza miejscowość ma status wsi. Wokół domu jest ogródek z milionem roślin, w łóżku śpią z nami koty, a dwa psy skutecznie umilają każdy dzień. I w tym otoczeniu alergia dopada mnie sporadycznie. Zazwyczaj na wiosnę trochę dokucza mi katar, ewentualnie zatka mi się ucho, ale poza tym jest ok. Natomiast od paru lat, gdy tylko wyjeżdżamy na Bałkany, mój organizm przestawia się w tryb: mam alergię! Od momentu opuszczenia granic Polski, przez cały czas trwania wyjazdu aż do powrotu walczę z tragicznym katarem, notorycznym bólem zatok oraz łzawiącymi oczami. Kiedy później przeglądam zdjęcia/filmy, to na wielu albo właśnie wycieram nos, albo jestem w trakcie wyciągania kolejnej chusteczki lub też trę oczy (niestety nie umiem się tego oduczyć). I gdyby zdarzyło się to raz, uznałabym to za przypadek. Ale tak dzieje się na każdym wyjeździe. Może to kwestia spania pod namiotem, bliżej potencjalnych alergenów (trawa, inne rośliny). Może kwestia większej ilości kurzu – plątanie się po szutrowych drogach Kianką sprawia, że później w jej wnętrzu wozimy kilogramy pyłu. A może na Bałkanach są jakieś alergeny, na które mój organizm jakoś mocniej reaguje? Zatem jak sobie radzę?

Typowy widok – rudy alergik w podróży, w tym przypadku podczas trekkingu na Maglić.

alergik w podróży

Alergik w podróży – moje patenty

Jak już wiecie, leków na alergię nie biorę. Więc co robię, by jakoś przetrwać podczas bałkańskich wyjazdów? Jako alergik w podróży mam zawsze ze sobą potężny zapas chusteczek. Nie jest to nic odkrywczego, ale bez nich po prostu ani rusz. Doraźnie zażywam też wapno, które choć zaczęto udowadniać, że nie ma żadnego wpływu na zmniejszanie objawów alergicznych, to u mnie działa chyba trochę na zasadzie efektu placebo. Po zażyciu czuję się lub staram się czuć lepiej. Na ból zatok pomaga mi tylko Ibuprom Zatoki (przetestowałam wiele innych preparatów, ale przechodzi mi tylko po tym środku przeciwbólowym) i kiedy raz nie miałam go ze sobą, to po tygodniu z bólem zatok byłam gotowa spakować się i wrócić do Polski. Ostatecznie jakoś przetrwałam, ale nie wspominam tego zbyt dobrze. Jeśli zaś chodzi o oczy, to podstawą są u mnie krople nawilżające, a mój ostatni wybór to krople Hyabak. Kiedy np. oczy mi łzawią lub po prostu je zatrę, krople te szybko przynoszą ulgę, dzięki swej hypotonicznej formule, która reguluje filtr łzowy i szybko przynosi pożądaną ulgę. Co więcej krople nie zawierają konserwantów, przez co są bardzo bezpieczne w działaniu, a także zawierają filtr UV, który dodatkowo chroni przed szkodliwym promieniowaniem słonecznym. Podczas jazdy na rowerze czy w trakcie trekkingu, gdy wiatr i słońce potrafią nieźle oczy wysuszyć, krople są naprawdę przydatne. A jeśli dodatkowo dochodzi do tego alergia, to uwierzcie mi, są absolutnie niezbędne. Dlatego dla mnie krople Hyabak stały się swoistym must have w plecaku, podczas trekkingowych i rowerowych wycieczek. Ale mogą się przydać również wtedy, gdy nie jesteście alergikami, ale np. podróżujecie w klimatyzowanym autokarze (jak ja w Chorwacji, gdzie kierowcy chcieli zamrozić pasażerów) lub gdy wpadnie Wam coś do oka i je podrażni.

Kadr z jednego z naszych filmów. Co robię? Oczywiście walczę z alergią w górach Baba.

alergik w podróży

Każdy alergik w podróży jest inny

Oczywiście nie będę namawiać nikogo, kto ma dużo większą alergię ode mnie do rzucania leków. To była moja świadoma decyzja, której konsekwencje co jakiś czas ponoszę. Oczywiście mogłabym zażyć środki antyhistaminowe i nie mieć kataru, łzawiących oczu czy innych objawów, za to generalnie byłabym śnięta i czułabym się tak czy inaczej źle. Każdy z nas jest inny i każdy z alergią ma inne doświadczenia. Ja doszłam do wniosku, że świadomie nie chcę brać niczego na odczulanie i radzić sobie za pomocą doraźnych środków opisanych powyżej. Może nie zawsze jest idealnie i Marek musi w trakcie bałkańskich wyjazdów znosić moje marudzenie na alergię. I choć na Bałkany chyba mam uczulenie, to i tak z przyjemnością tam jeżdżę. Nawet jeśli na większości zdjęć paraduję z chusteczką przy nosie.

Prolog

Ta historia i ten wpis mają swój prolog. Bowiem dzień po tym, jak go skończyłam pisać odkryłam, że w ciągu 48 godzin od powrotu z sierpniowej Chorwacji, jestem cała w wyjątkowo swędzących bąblach. Myślałam początkowo, że coś mnie pogryzło, ale po szybkiej konsultacji z moją Rudą Mamą, która jest pielęgniarką, natychmiast udałam się do lekarza. Okazało się, że dostałam bardzo silnej reakcji alergicznej (albo na jedzenie, albo na coś w moim otoczeniu), która objawiła się wyjątkowo wredną pokrzywką. Wyglądałam, jakbym dostała ospy albo innej, zakaźnej choroby. Skończyło się na tym, że lekarz musiał mi przepisać lek antyhistaminowy, a ja dodatkowo dokupiłam sobie maść odczulającą, bo inaczej zadrapałabym się na śmierć i dodatkowo ratowałam łzawiące oczy kroplami Hyabak. W takiej sytuacji moje podejście do leków alergicznych musiało pójść w kąt, bo gdyby nie szybka kuracja, mogłoby się to dla mnie skończyć, np. obrzękiem krtani. Jak widać alergik w podróży musi sobie też czasem radzić z alergią także po powrocie do domu.

Zapisz

Zapisz

TAGI
Powiązane wpisy