namiot dachowy
Bałkany praktycznie Sponsorowane

Namiot dachowy na aucie osobowym? Nasz test namiotu dachowego od Mini Camp na Dacii Logan

-
27 maja 2018

Zawali wam się dach, połamią relingi, będziecie mieć wgniecenie w karoserii, wasze spalanie będzie strasznie duże, okradną was – to tylko niektóre stwierdzenia, jakie pojawiły się pod wpisem na Facebooku, w którym ogłosiliśmy, że na czas naszej bałkańskiej majówki wypożyczyliśmy namiot dachowy od firmy Mini Camp z Bielska-Białej. Od naszego powrotu minęło już kilka dni i możemy jasno napisać, że żadna z tych czarnych wizji się nie spełniła. No dobrze, jedna może trochę, bo ktoś rzeczywiście chciał nas okraść, ale namiot dachowy nie miał z tym nic wspólnego, bo rzecz nie działa się na noclegu. Ponieważ połączenia auta osobowego i namiotu dachowego budzi sporo kontrowersji, zdecydowaliśmy się przygotować ten bardzo obszerny wpis, w którym wyjaśnimy, o co chodzi z nośnością dachu, jak namiot sprawuje się w podróży i jakie błędy sami popełniliśmy.

Skąd pomysł zainstalowania namiotu dachowego na Dacii Logan?

Chyba każdy, kto był na Bałkanach i zaglądał np. do Thethi albo na którąkolwiek z bardziej dzikich plaż, ten miał okazję zobaczyć wyprawy 4×4, które korzystały z najróżniejszych rozwiązań dot. nocowania na dziko, w tym właśnie z namiotów dachowych. Niejednokrotnie im zazdrościliśmy, że mogą się rozbić tam, gdzie są w stanie zaparkować swoje auta i nie interesuje ich, czy podłoże jest twarde lub nierówne. My w tym samym czasie, niczym detektywi, poszukiwaliśmy jakiegoś placyku, gdzie po postawieniu namiotu nie nabawimy się siniaków od leżenia, co niestety nie zawsze było takie proste. Więc kiedy w końcu udało nam się zmienić wysłużoną, poczciwą Kiankę na Dacię Logan, stwierdziliśmy, że zrobimy rozeznanie w temacie i sprawdzimy, czy na nasz nowy pojazd będziemy mogli zamontować namiot dachowy. I oto, jaki był tego wynik.

Namiot dachowy na aucie osobowym? No problem!

W pierwszej kolejności skontaktowaliśmy się z trzema różnymi, polskimi firmami znalezionymi w sieci. Dwie z nich produkowały namioty dachowe, trzecia była ich dystrybutorem. Do wszystkich wysłaliśmy mniej więcej takiego samego maila, w którym opisywaliśmy jakie mamy auto, gdzie chcemy jechać i na jak długo. Zależało nam na wypożyczeniu namiotu w ramach współpracy i przetestowaniu go w trakcie podróży. Wszystkie trzy firmy nam odpisały i wszystkie trzy nie miały żadnych wątpliwości, że na Dacii Logan namiot dachowy można zainstalować. Problemy pojawiły się później – jedna z firm nie miała możliwości wypożyczenia namiotu, druga była za daleko od nas, by specjalnie do niej jechać, natomiast trzecia… okazała się strzałem w dziesiątkę. Firma Mini Camp Namioty Dachowe, bo o niej mowa, nie tylko postanowiła nam namiot wypożyczyć, ale dodatkowo była na trasie naszego przejazdu do Chorwacji (swoją siedzibę ma w Bielsku-Białej). Generalnie byliśmy zdecydowani na namiot w wersji hard shell, który ma sztywną obudowę wykonaną z laminatów i rozkłada się w formie “budki”, a właśnie takimi dysponowała ta marka. Dodatkowo Marek Wójcik z Mini Camp z dużą dozą cierpliwości odpowiadał na wszystkie nasze pytania i wątpliwości związane m.in. z zakupem belek oraz innymi kwestiami technicznymi. I na tej podstawie nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że nasz Logan nie zawali się po tym, jak położymy się spać w namiocie dachowym.

namiot dachowy

Czy na każdy samochód można zamontować namiot dachowy?

MW: Każdy samochód, który posiada belki poprzeczne dachowe (nie musi posiadać relingów) może zostać wyposażony w namiot dachowy. Raczej nie ma ograniczeń. Najważniejsze aby namiot nie wystawał poza obrys pojazdu,  czyli może być problem z namiotem do bardzo małych aut, ale raczej takimi nikt się na wyprawy dalekie nie wybiera 🙂

Problematyczna nośność belek dachowych

Głównym argumentem przeciw montowaniu namiotu na Loganie, jaki pojawiał się na Facebooku, była nośność dachu, a zasadniczo nie dachu a relingów. W przypadku tego modelu wynosi ona 75 kg. ALE! Jest to wartość, która dot. auta w ruchu. A zatem, kiedy jedziemy, na jego dachu nie możemy przewozić więcej niż 75 kg. Testowany przez nas na wyjeździe model namiotu, czyli Explorer 125, sam w sobie waży niecałe 60 kg. Po wrzuceniu do środka drabinki, naszych śpiworów, ciuchów do spania i poduszek, nadal nie przekraczał masy 75 kg. A wracając do nośności – kiedy samochód stoi zaparkowany, dach powinien spokojnie udźwignąć masę, jaką ma samo auto, czyli nieco ponad tonę. Z Markiem nie jesteśmy może najlżejszymi osobami na świecie, ale wraz z namiotem nie osiągnęliśmy wagi większej niż 200 kg. Więc dla Logana nie stanowiliśmy jakiegoś ogromnego obciążenia. Przy okazji, taka ciekawostka – większość belek, jakie montuje się na relingach, ma ładowność 70-100 kg. Więc na logikę nie powinny udźwignąć nas i namiotu. Jednak w ich przypadku ciężar rozkłada się na 4 punkty podparcia, dzięki czemu bez problemu wytrzymują. Marek przed wyjazdem zrobił w belkach spory rekonesans i ostatecznie zdecydowaliśmy się na zakupy tych, od czeskiej firmy Hakr, które mają ładowność 100 kg. Względem nich również nie spełniła się czarna wizja z Facebooka – wróciły z podróży w jednym kawałku.

A oto, jak tę kwestię tłumaczy Marek Wójcik z Mini Camp:

MW: Producenci pojazdów podają przeważnie maksymalne obciążenie belek dachowych pomiędzy 60-100kg (nie dachu!). Jest to waga jaką maksymalnie możemy przewozić na bagażniku dachowym (np. w boxie dachowym lub na bagażniku rowerowym), która podczas gwałtownego hamowania lub wypadku nie spowoduje “zerwania” umieszczonego na dachu bagażu. Chodzi o to, żeby nie włożyć do boxu dachowego 200 kg, a w przypadku gwałtownego hamowania, żeby box nie zerwał się i nas nie wyprzedził 🙂

Maksymalna ładowność namiotu jest przewidziana na 250 kg i jest to łączna waga osób i rzeczy, które mogą jednocześnie przebywać w namiocie. Wbrew pozorom może się to wydawać dość sporym obciążeniem dachu, ale dach samochodu jest główną częścią jego konstrukcji i jest zaprojektowany tak, żeby wytrzymać bardzo duże obciążenia. Prostym przykładem będzie sytuacja kiedy samochód “dachuje ” i stoi na dachu. Nacisk na konstrukcje dachu jest wtedy bardzo duży (prawie cała masa pojazdu), a nie zgniata to samochodu.

Namioty dachowe nie są “wynalazkiem” sprzed kilku lat. Pierwsze konstrukcje zostały zaprezentowane już pod koniec lat pięćdziesiątych na popularnych w tych czasach garbusach, a jak wiemy konstrukcje “tamtych” pojazdów były nie tak solidne jak dzisiaj 🙂

Dlatego podsumowując, namioty dachowe nie są absolutnie żadnym zagrożeniem dla konstrukcji naszych samochodów, co zresztą sami dobrze sprawdziliście.

Parę słów o testowanym przez nas namiocie – modelu Explorer 125

W trakcie ponad dwutygodniowej podróży towarzyszył nam namiot Explorer 125. To jeden z wyższych modeli od Mini Camp, który przede wszystkim posiada siłowniki gazowe, dzięki którym otwiera się i składa bardzo szybko (w przypadku namiotów bez siłowników w ruch musi iść korbka). Po rozłożeniu posiada wymiary 125x210x95, dzięki czemu nawet mający prawie 180 cm wzrostu Marek mógł się w nim wygodnie ułożyć. Zgodnie z opisem Producenta, przeznaczony jest dla maksymalnie dwóch osób i może udźwignąć masę do 250 kg. W środku znajduje się materac, który nie jest ani za miękki, ani za twardy i naprawdę dobrze się na nim śpi. We wnętrzu zamontowane zostały także 4 organizery, które pełnią rolę półek i schowków. Pod sufitem rozciągnięta jest siatka, na której my zwykle stawialiśmy lampkę. Do namiotu wchodzi się po teleskopowej drabinie o udźwigu max. 150 kg. Materiał samego namiotu to poliester o gramaturze 280gr/m2, odporny na promieniowanie UV, o stopniu nieprzemakalności 3000 mm. Jeśli zaś chodzi o jego obudowę, to wykonana została z włókna szklanego.

namiot dachowy Mini Camp

Dwa tygodnie z namiotem dachowym – nasze wrażenia

Namiot dachowy wypożyczyliśmy w dniu wyjazdu na Bałkany, więc początkowo zastanawialiśmy się, czy podołamy jego obsłudze. Jednak po przyjeździe do Bielska-Białej i zamontowaniu go na dachu Logana, okazało się, że jego rozkładanie i składanie jest banalnie proste i zajmuje dosłownie kilka minut. Z nowym towarzyszem wyruszyliśmy przez Słowację, Austrię i Słowenię do Chorwacji.  Zgodnie z zaleceniami Marka Wójcika, na autostradach nie musieliśmy się mocno ograniczać, jeśli chodzi o prędkość i jechaliśmy dozwolone max. 130 km/h. W tym czasie odkryliśmy, jak ogromną rolę pełnią niewinnie wyglądające czarne paski, które po bokach przytrzymują pokrywę namiotu. Jeden z nich się dość znacząco poluzował i namiot zaczął nam się lekko otwierać na autostradzie. Musimy przyznać, że wrażenie było dość… nieprzyjemne. Na szczęście pozostałe paski trzymały, zapobiegając jego pełnemu otworzeniu, ale i tak się zestresowaliśmy. Pierwszy nocleg w namiocie dachowym przy plaży Mali Bok na Cresie nie wspominamy najlepiej. Wiało i cały namiot wydawał z siebie dziwne dźwięki (głównie za sprawą obijających się pasków, którymi ściąga  się go przy zamykaniu), a do tego nie udało nam się znaleźć dobrze wypoziomowanego miejsca i cały czas trochę się zsuwaliśmy w jego wnętrzu. Na szczęście wszystkie pozostałe noclegi były już udane, a w szczególności doceniliśmy namiot dachowy podczas burz, gdy świetnie chronił od deszczu, wilgoci i niskich temperatur, a do tego później szybko wysychał. Śmialiśmy się też, że mamy mobilny punkt widokowy, bo śpiąc zawsze nieco wyżej niż na poziomie ziemi, budziliśmy się z dużo bardziej rozległym widokiem na okolicę.

Zapytaliśmy się także Marka Wójcika, ile sezonów zaliczył już testowany przez nas egzemplarz:

MW: Namiot jest dość intensywnie wykorzystywany od niecałych dwóch lat i zjechał już sporo kilometrów na różnych dachach. Oprócz tego jest prezentowany na wszystkich możliwych targach.

Explorer 125 Mini Camp

Explorer 125 Mini Camp

Explorer 125 Mini Camp

namiot dachowy

Problemy techniczne z namiotem dachowym

Ale żeby nie było tak różowo, to namiot przysporzył nam też kilka kłopotów. Pierwszym były wspomniane paski, które po bokach spajają pokrywę namiotu w trakcie jazdy. Stanowią one naszym zdaniem najsłabszy element konstrukcyjny modelu Explorer 125. Są to zwykłe paski, które przeplata się przez dwa metalowe ringi, a następnie od spodu przyczepia rzepem. Niestety w wypożyczonym przez nas egzemplarzu rzepy były nieco “wyrobione” i po prostu się nie trzymały. Dopóki jechaliśmy wolno, to nie było problemu. Gorzej, gdy pędziliśmy autostradami. Wtedy w ruch musiały iść zipy, którymi wzmacnialiśmy mocowanie pasków, dzięki czemu namiot nie miał możliwości otworzyć się podczas jazdy.

Podczas wietrznych, burzowych czy deszczowych nocy we znaki dawały się nam pasy, za które pociąga się namiot w trakcie jego składania. Próbowaliśmy je mocować na różne sposoby, ale po kilku mocniejszych podmuchach uwalniały się i z impetem zaczynały się tłuc. Po jakimś czasie szło się przyzwyczaić, ponieważ odgłosy te nie są bardzo głośne ale jeśli podobnie jak ja macie czujny sen, to może Wam to przeszkadzać. Ogólnie jednak każdy kto nocuje pod namiotem raczej wie, że ten stawiany na ziemi również podczas wiatru wydaje z siebie różne odgłosy.

Naszą osobistą wpadką była… drabinka, a raczej nieodpowiedni jej montaż.  Generalnie początkowo źle ją stawialiśmy nie blokując jej odpowiednio, w efekcie pewnego pięknego dnia nad Boką Kotorską postanowiła się pod Markiem zawalić. Na szczęście udało mu się nie spaść, bo skończyłoby się to dla niego efektownym lądowaniem w kujących krzakach. Po tamtej przygodzie nauczyliśmy się jak odpowiednio ją blokować oraz montować do namiotu i wtedy nie było już żadnych problemów.

Czy planowane są zmiany konstrukcyjne w tym konkretnym modelu?

MW: W następnym sezonie namioty będą miały nieco inny kształt skorupy oraz nowe systemy zamykania (z kluczami). Chcemy również wprowadzić dodatkowe wyposażenie typu niewielki panel solarny, który zasili oświetlenie led-owe w środku oraz da możliwość naładowania telefonu lub innego niedużego urządzenia. Na chłodniejsze dni będzie jeszcze możliwość dopięcia mat termicznych.

Podsumowując

Dla części osób namiot dachowy na aucie osobowym to zbytek. No bo przecież można nocować w zwykłym namiocie. Jednak w naszym przypadku okazał się sporym udogodnieniem w trakcie ponad dwutygodniowej podróży przez Bałkany. M.in. dzięki niemu tylko dwa noclegi mieliśmy płatne, co znacząco obniżyło koszty wyjazdu. Idealnie wpasował się w nasz styl podróżowania – szybko i sprawnie pozwalał nam zmieniać miejsca noclegowe (codziennie spaliśmy bowiem gdzie indziej). Dodatkowo zaoszczędziliśmy sporo czasu na samo szukanie miejsc noclegowych, gdyż mogliśmy iść spać wszędzie tam, gdzie zaparkowaliśmy auto, bez względu na to, czy do miejsca docelowego docieraliśmy jeszcze za dnia, czy już po zmroku oraz nie przejmując się kamienistym czy nierównym podłożem. W trakcie wyjazdu dwie noce spędziliśmy także w naszym zwykłym namiocie, z którym podróżujemy od lat. I możemy powiedzieć jedno – człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego. W szczególności do miękkiego materaca. Po tych dwóch nocach spania niestety w dość nierównym terenie, tylko na karimatach, nasze plecy nie były zbyt zadowolone i z ulgą przyjęły powrót do namiotu dachowego. Jeśli chodzi o spalanie – to wzrosło ono nieznacznie, na pewno największa różnica była podczas podróży autostradami, ale dalej był to wzrost nie większy niż 1 litr/100 km przy średnim ok. 9 litrów/100 km. Z naszej perspektywy pewną wadą jest cena namiotu dachowego – ok. 8000 zł. Z drugiej jednak strony, przy dużej ilości wyjazdów i noclegów na dziko, koszt ten może się szybko zwrócić. Warto też dodać, że w porównaniu do namiotów o podobnej konstrukcji produkowanych przez inne firmy, to jest on relatywnie tani. Zresztą, zamiast decydować się na jego zakup, można w pierwszej kolejności po prostu go wypożyczyć, by tak jak my przekonać się, czy Wam odpowiada. Podsumowując – dla nas namiot dachowy był świetnym rozwiązaniem, które mamy nadzieję będzie w przyszłości stałym elementem naszych podróży. A jeśli Wy macie jeszcze jakieś pytania dot. namiotów dachowych, to piszcie w komentarzach, a postaramy się na wszystkie odpowiedzieć.

namiot dachowy

Jeśli jesteście ciekawi, jak wygląda składanie i rozkładanie namiotu, koniecznie obejrzyjcie nasz filmik 🙂

EDIT 2019

Podczas Bałkańskiej Majówki 2019 ponownie mieliśmy okazję zabrać w podróż namiot dachowy. Tym razem mogliśmy przetestować inny model. Teoretycznie, był on nieco słabszą wersją tego, którego testowaliśmy w 2018 roku. Bo zamiast siłowników gazowych był on otwierany za pomocą korbki. W praktyce okazało się, że jest dużo lepszy od swego poprzednika. Przede wszystkim nie było możliwości, by nawet przy poluzowanych zapięciach mógł się samoczynnie otworzyć. Zresztą zastosowane w nim zapięcie było dużo bardziej pancerne. Sam proces otwierania trwał niewiele dłużej niż w przypadku namiotu z siłownikami. Konstrukcja testowanego przez nas drugiego namiotu była dużo bardziej stabilna, co przydawało się podczas mocno wietrznych, burzowych czy deszczowych dni. Ponieważ nie było w nim pasków, za pomocą których ściągaliśmy wcześniej używany przez nas namiot, w nocy nie hałasował i nie doprowadzał mnie do zawału. Komfort spania był równie dobry, nawet mimo wyjątkowo niesprzyjającej, deszczowej i zimnej bałkańskiej pogody. I kolejny raz udało nam się udowodnić, że namiot dachowy na aucie osobowym sprawdza się doskonale. Nasz Logan dalej ma się dobrze, a jego dach jest w jednym kawałku!

namiot dachowy

namiot dachowy

 

TAGI
Powiązane wpisy