Bałkany praktycznie Sponsorowane

Małe auto=mało miejsca? Nasze patenty na pakowanie+test plecaka CabinZero

-
29 października 2017

Wiele osób z niedowierzaniem przygląda się temu, ile rzeczy jesteśmy w stanie zmieścić do naszej Kianki. No cóż, poniekąd staliśmy się mistrzami pakowania i upychania sporej ilości bagaży i sprzętu outdoorowego do wnętrza naszego auta. Jakie są więc nasze patenty na pakowanie oraz dlaczego postanowiliśmy przetestować plecak CabinZero, który reklamowany jest jako doskonały towarzysz każdej podróży… samolotowej? Na te pytania odpowiedź znajdziecie w poniższym wpisie.

Kianka bez dna?

W sierpniu wrzuciliśmy na facebooka zdjęcie z drona ukazujące Kiankę i ułożone wokół niej wszystkie rzeczy, jakie udało nam się do niej spakować. Rowery, dwie torby z ciuchami, dwa plecaki, dwa śpiwory, dwie karimaty, namiot, torba od drona, buty i parę innych drobiazgów. Reakcje były różne. Że powinniśmy trafić do księgi rekordów Guinnessa; padło pytanie, gdzie jest bagażnik na rowery, bo nie widać go na zdjęciu (i nie miało prawa go być widać, bo rowery jechały we wnętrzu samochodu…); ktoś nawet przyczepił się do ilości zabranego obuwia (a po co wam tego tyle?).

Kia Picanto

Oczywiście moglibyśmy brać pewnie 1/3 tego, co ostatecznie wyrusza z nami w podróż. Ale nie jesteśmy backpackersami i nie musimy się jakoś mocno ograniczać. Wyznajemy zasadę:  lepiej nosić (w tym przypadku wozić) niż się prosić. Daje nam to poczucie swoistej niezależności. Fakt faktem Marek mógłby się nieco ograniczyć w kwestii ilości zabieranych ubrań, bo choć to ja jestem babą, to zawsze mam znacznie mniej ciuchów od niego. Niemniej na przestrzeni lat nauczyliśmy się tego, co jest nam w podróży niezbędne, a bez czego możemy się obyć oraz jak załadować Kiankę, żebyśmy się jeszcze sami w niej zmieścili.

Pakowanie małego auta

Przed załadunkiem wymontowujemy tylną kanapę. Choć tak naprawdę chyba od roku nawet na moment jej nie zamontowaliśmy, bo co chwilę gdzieś jeździmy, jak nie na Bałkany, to gdzieś w Polskę lub na Słowację, do tego zazwyczaj z rowerami i nie chce nam się ciągle bawić z jej wyciąganiem. Dzięki temu manewrowi zyskujemy naprawdę sporo przestrzeni. W pierwszej kolejności w środku lądują rowery. Osobno wstawiamy ramy, osobno koła. Tu oczywiście pojawią się głosy, że niebezpiecznie jest jeździć z rowerami we wnętrzu auta, że przy jakimkolwiek wypadku zostaniemy przez nie zabici itd. itd. Zasadniczo poruszanie się samochodem jest cholernie niebezpieczne, bo wypadki z nimi w roli głównej są na porządku dziennym. Jeździliśmy swego czasu z bagażnikiem rowerowym zakładanym na tylną klapę, ale przede wszystkim wzrastało nam spalanie, a sama konstrukcja też nie była najbardziej stabilna. Najlepsze są oczywiście bagażnik na hak, jeśli takowy się posiada, no i swoje też kosztuje. Może w niego zainwestujemy, jak kupimy inne auto. Póki co rowery jeżdżą w środku. A wracając do meritum – po wsadzeniu ram i kół czeka nas swoisty Tetris, czyli upychanie mniejszych i większych rzeczy między rowery. Za każdym razem Marek nerwowo patrzy mi się na ręce, czy przypadkiem nie położyłam niczego na klamkach od hamulców. Kiedyś braliśmy jedną, wielką torbę z ubraniami. Obecnie wolimy zapakować się w dwie mniejsze, gdyż łatwiej je upchnąć. Wykorzystujemy też przestrzeń za i pod siedzeniami. Tam zazwyczaj lądują buty, jakieś mniejsze gadżety, a podczas powrotu słoiki z ajwarem i flaszki z winem czy innymi alkoholami. Kiedy nie zabieramy rowerów, sprawa jest dużo prostsza, gdyż mamy sporo przestrzeni do wykorzystania i bagażowe puzzle są znacznie łatwiejsze. Niemniej pamiętamy jak dziś, gdy w 2012 r. jechaliśmy na Bałkany, załadowani po dach, a nie mieliśmy rowerów. 3 lata później jechaliśmy również na miesiąc, ale tym razem do Turcji i mieliśmy połowę tego, co podczas pierwszej, wspólnej, bałkańskiej wyprawy. Jednak doświadczenia każdej, kolejnej podróży przekładały się na nasz styl pakowania oraz decydowania o tym, co jest nam potrzebne.

Kianka pakowanie

Bez czego nie wyjeżdżamy, a czego już nie zabieramy?

Generalnie latem zabieramy nieco więcej rzeczy niż zimą, ponieważ musimy być zaopatrzeni w cały sprzęt biwakowy, czyli namiot, śpiwory, karimaty i poduszki. Na szczęście są to takie rzeczy, które łatwo się kompresują i choć są dość liczne, to nie zajmują zbyt wiele przestrzeni. Kiedyś zabieraliśmy jeszcze materac dmuchany, np. po to, by na nim pływać lub mieć wygodne legowisko na plaży, ale odkąd się przedziurawił, to już z nami nie podróżuje. Wcześniej zaopatrywaliśmy się przed podróżą w bardzo dużą ilość jedzenia. Obecnie zabieramy go znacznie mniej, gdyż na Bałkanach produkty spożywcze są często tańsze niż w Polsce, więc bez sensu wozić je tyle kilometrów. Niemniej zawsze mamy pewien zapas jedzenia, na tzw. czarną godzinę, gdybyśmy nie mieli dostępu do sklepów albo przyjechali gdzieś o takiego godzinie, o której byłyby już zamknięte. Swego czasu woziliśmy też lodówkę turystyczną na wkłady, ale zrezygnowaliśmy z tego pomysłu, gdyż zazwyczaj nie mieliśmy gdzie mrozić wkładów i plastikowy, zajmujący miejsce i nieporęczny pojemnik kompletnie nie spełniał swojej roli. Z racji naszych częstych przygód z przedziurawiającą się oponą, wozimy ze sobą koło zapasowe. Na szczęście w Kiance jest na nie wydzielone miejsce pod podłogą bagażnika, więc nie zabiera przestrzeni w środku auta.

CabinZero a road trip

CabinZero to torbo-plecaki, które reklamowane są głównie jako idealne rozwiązanie dla osób podróżujących samolotami. Ich wielkość dopasowana jest do wymiarów, jakie musi spełniać bagaż podręczny. Dodatkowo są bardzo lekkie i wykonane z wytrzymałych materiałów. Tak się stało, że w październiku staliśmy się właścicielami jednego z plecaków CabinZero, a dokładniej uroczego modelu Classic 44l Flags Ultra Light Cabin Bag w kolorze navy (czyli mocnym granacie). Kiedy po raz pierwszy wzięłam go do ręki, zadziwiłam się, jak mało waży mimo dość masywnego wyglądu. Motyw flag spodobał mi się od pierwszego wejrzenia, ale od razu uznałam, że będę musiała do tego zestawu dodać kilka flag bałkańskich (znalazłam je na allegro, ale jeszcze nie zdążyłam ich zamówić). Plecak posiada ściągacze, dzięki którym można go skompresować, gdy zabieramy mniej rzeczy. Wygodne uchwyty na boku oraz na górze pozwalają nosić go jak torbę, natomiast jego szelki łatwo się regulują. Jeśli chodzi o jego noszenie, to jest naprawdę wygodny, niezależnie czy dźwiga się go na plecach czy trzyma w ręce.

CabinZero

CabinZero

CabinZero

CabinZero

Jednak to, co w naszym przypadku jest najbardziej istotne, to jego pakowność. Jadąc na weekend na Słowację, bez większego problemu spakowaliśmy się do niego oboje (uwierzcie mi, że to wyczyn, jeśli weźmie się pod uwagę ile rzeczy zawsze zabiera ze sobą Marek) i nie stanowiło to wielkiego problemu. Ciemny kolor był dla nas również ważny, gdyż niestety wożąc w Kiance rowery, często nasze bagaże się brudzą (o koła lub łańcuchy). Dodatkowo, z racji tego, że plecak jest miękki i nie posiada stelaża, doskonale się upycha, między inne rzeczy we wnętrzu auta.

CabinZero

Nasz CabinZero ma:

  • 44 l pojemności
  • wymiary: 55x40x20
  • wodoodporny materiał, który na pewno dobrze czyści się z wszelkich zabrudzeń
  • 760 g wagi
  • wbudowany tracker obsługiwany przez firmę Okoban, dzięki czemu jeśli się zgubi, to można go namierzyć

TAGI
Powiązane wpisy