Na przestrzeni lat Belgrad dość mocno się zmienił. Przede wszystkim zmiany te dostrzec można spacerując wzdłuż brzegu Sawy. To tam, między mostami Gazela a Savskim, wyrosły smukłe apartamentowce, szklane budowle, wielka galeria handlowa czy imponujący, czterdziestopiętrowy drapacz chmur. To właśnie Belgrade Waterfront (srb. Beograd na vodi), czyli nowa dzielnica powstała m.in na terenach niegdyś należących do kolei. Z racji tego, że przez przypadek wynajęliśmy tam nocleg i spędziliśmy kilka dni w tej okolicy, postanowiliśmy odrobinę zgłębić historię tej inwestycji i kontrowersji, jakie wokół niej się pojawiły.

Szukacie noclegów w Belgradzie? Zajrzyjcie na Booking.com! (link afiliacyjny)
Jak, gdzie i kiedy zaczyna się historia Belgrade Waterfront?
Cofnijmy się do roku 2012. Bo to właśnie wtedy swoją kampanię wyborczą prowadził Aleksandar Vučić – przyszły premier Serbii, a od 2017 roku jej prezydent. W jej trakcie ogłosił plan zagospodarowania zaniedbanych terenów ciągnących się wzdłuż Sawy, będących częścią dzielnicy Savamala oraz tych, należących niegdyś do kolei. Dwa lata później, podczas kolejnej kampanii okazało się, że nieco utopijny plan ma sporą szansę na realizację. Bowiem pojawił się inwestor. A dokładniej pochodzących ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich Mohamed Alabbar, członek zarządu firmy Eagle Hills Company. Również w 2014 roku zaprezentowano światu projekt nowej dzielnicy. Co ciekawe firma Eagle Hills Company prawdopodobnie nie przeprowadziła żadnego konkursu na zaprojektowanie Belgrade Waterfront. A nawet jeśli, to do serbskich architektów taka informacja nie dotarła. I tu pojawiła się pierwsza kontrowersja, związana z tym, że Belgrade Waterfront został zaplanowany w oderwaniu od szeroko pojętej, serbskiej rzeczywistości. Bez konsultacji z lokalnymi działaczami, mieszkańcami oraz… niezgodnie z Ogólnym Planem Urbanistycznym (GUP). Odnośnie tego ostatniego, to po prostu zmieniono go w trakcie rozprawy sądowej, dzięki czemu uchylono np. Studium Wysokości Budynków. A to sprawiło, że docelowo nad Sawą powstała Kula Belgrade, czyli 168-metrowy wieżowiec.


Ogromna inwestycja wymaga ogromnych pieniędzy
Druga kontrowersja związana z Belgrade Waterfront dotyczy tego, na jakich zasadach Serbia dogadała się z Eagle Hills Company. Projekt przedstawiany jest jako partnerstwo publiczno-prywatne. Jak to rozumieć? W dużym skrócie: Belgrad daje ziemię, a ekipa z Emiratów inwestuje w budowę. Według plotek krążących na mieście Eagle Hills Company miało dostać tereny nad Sawą do swojej dyspozycji na okres… 100 lat. Tu warto dodać, że w ramach zawartej umowy firma ma zrealizować wszystkie inwestycje w ciągu 30 lat (początkowo zakładano tylko 4). Co więcej, Eagle Hills Company ma/miało zainwestować 150 mln euro i w 68% być właścicielem Belgrade Waterfront, natomiast Serbia ma/miała zainwestować 280 mln euro (głównie pożyczonych) i zostać właścicielem w 32%.
Po ruinach budynków do celu
I choć jak na bałkańskie standardy dość szybko (przynajmniej na papierze) zaczęto działać w temacie tej inwestycji, to chyba mało kto wierzył, że cokolwiek wydarzy się na przestrzeni kolejnych 10 czy 15 lat. Ku zdziwieniu mieszkańców pierwsze kroki poczyniono dość szybko. Zaczęto od przesiedlenia mieszkających tam osób (np. pracowników kolei żyjących w znajdujących się tam barakach). Kolejnym etapem była rozbiórka budynków czy starych torów kolejowych. Belgradczyków zastanowiło jednak to, że prace te… prowadzono pod osłoną nocy. Trzecią kontrowersją były działania wokół ul. Hercegovačkiej. Nagle, z dnia na dzień wjechały tam buldożery z zamaskowanymi operatorami i zaczęto rozbiórkę kolejnych obiektów, których status prawny nie został uregulowany z ich ówczesnymi właścicielami. Mieszkańcy zaczęli zgłaszać tę kwestię na policji, ale ta podobno odmawiała jakiejkolwiek reakcji. Władze miejskie, jak i krajowe odcięły się od tej sytuacji, twierdząc, że nie mają z nią nic wspólnego. Po czasie jednak okazało się, że obiekty przy ul. Hercegovačkiej tak czy inaczej miały zostać usunięte w ramach nowego planu zagospodarowania i tworzenia Belgrade Waterfront. A że terminy goniły, to podjęto decyzję o szybszym działaniu. Później dziennikarze odkryli, że w całym procederze brały udział również spółki państwowe.

Protesty
Belgrade Waterfront, a raczej kolejne kontrowersje narastające wokół niego, doprowadził do protestów. W ich trakcie utworzyła się grupa początkowo znana jako Ne da( vi)mo Beograd (co można przetłumaczyć jako „Nie pozwólmy utonąć Belgradowi”; jej symbolem była żółta kaczka), która później przekształciła się w Ne davimo Beograd aktualnie funkcjonujące jako ugrupowanie polityczne. Od początku byli mocno zaangażowaniu w działania przeciwko planom zagospodarowania nabrzeża Sawy w takim kształcie, w jakim przedstawił to Vučić i Eagle Hills. Zorganizowali oni 8 manifestacji po tym, jak w nocy z 24 na 25 kwietnia 2016 r. doszło do rozbiórki budynków przy ul. Hercegovačkiej.

Na jakim etapie jest Belgrade Waterfront (stan na 2024 rok)?
Budowa Belgrade Waterfront trwa już od paru lat i podzielona jest na kilka etapów. W pierwszej fazie powstały budynki bezpośrednio nad brzegiem Sawy. M.in. ogromne centrum handlowe oraz Kula Beograd (wieżowiec wykończony jest z zewnątrz, jednak w środku wciąż trwają prace). W drugiej fazie rozpoczęto stawianie apartamentowców. Wiele z nich jest już oddanych do użytku, część wciąż się buduje. Trzeci etap obejmuje budowę części centralnej w stronę ul. Sawskiej oraz zaplecza mieszkaniowo-biznesowego. W ostatniej, czwartej fazie plan zakłada budowę mieszkań oraz obiektów rozrywkowych i kulturalnych.

Utopijna wizja metra?
Co ciekawe, w Belgradzie trwają (bardzo powoli) też prace nad budową metra. Docelowo planowane są jego trzy linie. Trzy stacje mają znajdować się na terenie Belgrade Waterfront. Warto dodać, że metro w Belgradzie to pierwszy tego typu projekt metra na Bałkanach Zachodnich. Według władz Serbii cały system będzie liczył 60 km i 60 stacji. Pierwsza linia ma zostać oddana do użytku w 2028 r., a druga w 2030 r. Niestety Belgrade Waterfront spowodował opóźnienia w realizacji budowy metra. Bo zamiast inwestować środki w tworzenie podziemnej kolei, zaczęto stawiać obiekty nad Sawą. Jak łatwo się domyślić, w zakorkowanym Belgradzie, gdzie transport publiczny jest mocno obciążony, inwestycja developerska nie została ciepło przyjęta. Niektórzy politycy zaczęli sarkastycznie mówić, że prędzej nad serbską stolicą zaczną latać autonomiczne samochody, niż pojedzie jakikolwiek skład metra. W kwestii budowy podziemnej kolei widać powoli światełko w tunelu. Jednak czy serbski rząd faktycznie wywiąże się z obietnicy i terminu oddania metra? Czas pokaże.

Belgrade Waterfront – nasze wrażenia
Kiedy w październiku 2023 roku kupowaliśmy wraz z Markowymi Rodzicami bilety na belgradzki koncert zespołu Rammstein, od razu zarezerwowaliśmy nocleg. Na airbnb znalazłam apartament dla 4 osób, na 21. piętrze wieżowca, jakieś 2,5 km od parku, w którym niemiecki zespół miał zagrać. Jakoś nie przywiązałam wagi do tego, gdzie dokładnie ten wieżowiec stoi. Nawet po zdjęciach nie skojarzyłam, że znajduje się on właśnie na terenie Belgrade Waterfront. Odkryliśmy to wspólnie po dojechaniu na miejsce. To wtedy okazało się, że będziemy przez kilka dni mieszkać w nowej dzielnicy serbskiej stolicy.


Nowocześnie i dla ludzi
Generalnie cała dzielnica zrobiła na nas dobre, pierwsze wrażenie. Przede wszystkim są tam ogromne przestrzenie między stojącymi lub dopiero stawianymi obiektami. Dodatkowo zadbano o miejsca spacerowe i wypoczynkowe. Jest dużo alejek, terenów zielonych, placów zabaw. Dzięki temu, że wszystkie apartamentowce mają podziemne parkingi, dzielnica nie jest zastawiona pozostawionymi bez ładu i składu samochodami. Na terenie Belgrade Waterfront znaleźć też można wszystkie możliwe rodzaje sklepów czy punktów usługowych. Oczywiście ceny w nich są wyższe niż w innych dzielnicach Belgradu. Niemniej, bez trudu da się tam namierzyć piekarnie, sklepy spożywcze czy te z karmą dla zwierząt, kawiarnie, restauracje, fryzjerów itd., itd. Nam najbardziej przypadła do gustu promenada wzdłuż Sawy. Można nią sprawnie i szybko dojść do Kalemegdanu, a stamtąd ruszyć do centrum Belgradu.



Nie do końca idealnie
Jednak im dłużej przebywaliśmy w Belgrade Waterfront, tym więcej drobnych rys czy niedociągnięć widzieliśmy. A największą z nich wszystkich, w szczególności dla części mieszkańców tej dzielnicy, jest… Savski Most. Na wielu wizualizacjach Belgrade Waterfront przedstawiany jest z nową wersją tego mostu. Problem polega jednak na tym, że akurat jego jeszcze nie przebudowano. Jeśli kiedykolwiek nim szliście, albo po prostu koło niego staliście, to zapewne wiecie, że jeżdżące po nim tramwaje robią taki hałas, że nie słychać własnych myśli. A co ciekawe, kilka apartamentowców stoi tuż obok mostu. Obstawiamy, że nawet dźwiękoszczelne okna nie pomagają na to, co dzieje się tam za każdym razem, gdy przejeżdża tramwaj. Drugim problemem jest znajdujący się tuż za zjazdem z mostu… dworzec autobusowy. Przylega on do Belgrade Waterfront i generuje… korki. Oczywiście dworzec będzie przeniesiony, ale raczej jeszcze zajmie to chwilę. Rysą na wizerunku Belgrade Waterfront jest oczywiście fakt, że Serbów raczej się tam nie spotyka. W szczególności wśród mieszkańców apartamentowców. Wśród nich dominują obcokrajowcy, głównie rosyjskojęzyczni. Zdecydowana większość to turyści wynajmujący tam mieszkania podczas pobytów w Belgradzie. Serbów spotkać można wśród obsługi budynków czy pracowników sklepów. To tylko pokazuje, że Belgrade Waterfront jest enklawą dla bogatych lub osób spoza Serbii.


Czy to ma sens?
I o ile z perspektywy mieszkańców Belgrad Waterfront może wydawać się sztucznym tworem, o tyle z perspektywy turystów uważamy, że to przyjemne miejsce do mieszkania podczas city break’u w stolicy Serbii. Stanowi super bazę wypadową do eksplorowania miasta, pozwalając też na odpoczynek od miejskiego zgiełku. Naprawdę dobrze nam się tam mieszkało i czuliśmy się tam bardzo komfortowo. Najważniejszym aspektem był jednak fakt, że nie musieliśmy się martwić o nasz samochód, bo stał na podziemnym parkingu, za który nie ponosiliśmy dodatkowych kosztów. I jeśli wybieracie się do Belgradu własnym środkiem transportu, to koniecznie szukajcie noclegu oferującego miejsce postojowe. Bo parkowanie w serbskiej stolicy do prostych nie należy + centrum objęte jest płatną strefa.
Jesteśmy też ciekawi Waszych przemyśleń na temat Belgrade Waterfront, dlatego zachęcamy do dyskusji w komentarzach pod artykułem.
Podczas pisania bazowaliśmy na artykułach w języku angielskim i serbskim. Jeśli chcielibyście temat zgłębić, to poniżej znajdziecie ich listę:



2 Responses
Podróżując po Balkanach, właśnie trafiliśmy do Belgradu. Hotel Srbija, bardzo korzystnie położony,, blisko Centrum, z parkingiem podziemnym, jest naszą bazą wypadową. Ale nie chciałem o tym. Waterfront: juz w hotelu wskazano nam Waterfront jako mijece, do którego musimy pójść. Obsługa recepcji była (i chyba jest) bardzo dumna z tej inwestycji, wiec musieliśmy tam pójść. I poszliśmy. Nasze wrazenia: blokowisko z placem budowy. Budowy, ktora trwa cała noc, chociaz dla turysty to nie problem. Cała „imprezownia” to restauracje Galerii Handlowej, ale przyjemne, nad brzegiem Savy, wieczorem wypicie czegoś zimnego na promenadzie jest fajnym zwiedzeniem, zwykle bardzo upalnego dnia. Moja ocena- nowe, przestronne, nowoczesne blokowisko z tłumem ludzi wzdłuż rzeki Savy – w głębi osiedla raczej jest pusto. Czy to ładne? Kwestia gustu, na pewno jest to charaktersytyczna część miasta, być moze akcent nowoczesności, ale osobiście wolę deptak Knaza Mihaila. Co kto lubi. I komunikacja miejska jest za darmo, wiec samochod moze spokojnie srac na parkingu, gdy bedziemy zwiedzać Belgrad autobusami lub tramwajami.
Waterfront to inwestycja dyskusyjna. Z jednej strony ma ona pewne zalety, jak chociażby fakt zagospodarowania nabrzeża Sawy, które przed laty odstraszało. Z drugiej strony, jest to dzielnica dla wybranych, bo tamtejsze ceny nieruchomości, ale też ceny w tamtejszych sklepach czy lokalach usługowych są odpowiednio wyższe niż w innych częściach miasta czy w ogóle całej Serbii.