Różne

Bałkany vs Azja

on
19 grudnia 2013

Ostatnio, w przypływie natchnienia, zaczęłam przeglądać różne blogi podróżnicze, zarówno te mniej i bardziej popularne, pod kątem tego, czy znajdę na nich coś o Bałkanach. Chciałam przekonać się, jaki kierunek wojaży jest wśród polskich blogerów najbardziej popularny. Okazuje się, że większość, jak jeden mąż, podróżuje do Azji. I zasadniczo mogłabym na tym zakończyć wpis, podsumowując jedynie, że najwięcej Polaków można spotkać w Laosie, Chinach, Japonii czy Tajlandii, lecz z racji sporego zaludnienia azjatyckich krajów, nie wybijają się oni zbytnio na tle lokalnej ludności.

źródło:http://www.mnn.com/earth-matters/wilderness-resources/stories/worlds-big-cities-to-become-more-crowded

Jednak nie postawię jeszcze końcowej kropki. Postanowiłam sprawdzić, czemu Azja wygrywa z Bałkanami, bo o tych drugich nie znalazłam zbyt wielu wpisów. W dużym skrócie z tego sprawdzania wyszło tyle, że Polacy łakną egzotyki w pełni tego słowa znaczenia, a Azja im to w 100% oferuje. Dodam tylko, że sama nigdy nie byłam w tym rejonie świata, więc mój wpis jest formą wyrażenia swoistego zdziwienia, a bazuję na informacji, które znalazłam na innych blogach lub kiedyś zasłyszałam. Więc jak to jest z tą Azją?

Po pierwsze sam wyjazd do Azji do najtańszych nie należy. Skąd więc Polacy mają kasę na to, by akurat tam się wybierać? Nie, nie mam zamiaru zaglądać ludziom do portfeli czy na konta oszczędnościowe, cieszę się ich szczęściem i gratuluję możliwości. Jednak sam zakup biletów dla dwóch osób, np. do Japonii może wynieść tyle, co koszt mojego i Marka miesięcznego pobytu na Bałkanach. Oczywiście można kierować się słowami Wojciecha Cejrowskiego, który powtarza dość często, że tam gdzie lata się drogo, żyje się tanio. Niestety mnie to jakoś nie przekonuje, w szczególności, że nie wszystkie azjatyckie kraje są dla polskiego portfela tanie. Ale ponieważ o pieniądzach się nie dyskutuje, to pozostawię ten temat nierozwinięty, aby nie narazić się tym czy owym. Po drugie, zauważyłam tendencję, że jeśli ktoś podróżuje bardzo daleko, m.in. do Azji, ten bardzo często uważa, że wszystko co tam zobaczy, zwiedzi itd., będzie ciekawsze od tego, co ma na miejscu w Polsce. Wychodzę z założenia, że aby móc się zachwycać tym, co jest w innych krajach, na innych kontynentach czy półkulach, należy mieć porównanie do tego, co np. ma się we własnym kraju. Niestety w polskiej blogosferze więcej przeczytać można właśnie o Azji, a mniej o Polsce. Ok, ktoś może mi zarzucić, że ja również o Polsce nie piszę, ale wtedy mogę odnieść się do „czytania ze zrozumieniem”, bo sam tytuł mojego bloga nie wskazuje na to, że będzie w nim coś na temat naszej ojczyzny.

To samo tyczy się sfery gazetowo – książkowej. Jeśli przemierzało się (najlepiej samotnie) na piechotę lub rowerze, z maczetą w zębach, jedząc skórę węży i pająki w sosie własnym jakiś azjatycki lub afrykański kraj, to jest się kimś i wydawcy sami do nas przybiegną z ofertami współpracy. Sama ostatnio zgłosiłam się do paru gazet podróżniczych z propozycją artykułu o Bałkanach. Po przejrzeniu, jakie artykuły o Bałkanach pojawiał się na ich łamach w przeciągu ostatnich paru lat, wyszło mi, że nie było ich za wiele. Byłam oczywiście gotowa nawet nie brać za mój tekst jakiegokolwiek wynagrodzenia, bo nie było one dla mnie kluczowe. Okazało się, że Bałkany nie są dla wydawców ciekawe, bo przecież każdy może tam pojechać. Jednak patrząc po blogach, to nie każdy, natomiast do Azji jeżdżą tłumy, a o tamtejszych krajach artykuły pojawiają się z wyjątkowo dużą częstotliwością. Podobne doświadczenia ma Tomasz, z którym przemierzałam Bałkany w 2010 roku. Tomasz samotnie przeszedł łuk Karpat i w kolejnych latach również samotnie przemierzał europejskie góry. Od wydawców dowiedział się tyle, że łuk Karpat może przejść każdy i że o europejskich górach nikt nie będzie czytał. Zatem powinien udać się np. do Azji, wspiąć się samotnie w jednym bucie na jakiś ośmiotysięcznik i wtedy może zostałby doceniony. Czy nie doszliśmy do swego rodzaju paranoi?

Osobiście Azja mnie do siebie nie przyciąga, choć zachwyca mnie swoimi barwami, różnorodnością i oczywiście jednymi z piękniejszych na świecie gór.  (Tylko Himalaje są magnesem, który przyciąga mnie w  kierunku Azji. Są moim marzeniem, które raczej jest nierealne do spełnienia, ale kto wie?)

Himalajskie, górskie marzenie

http://i715.photobucket.com/albums/ww156/k2rulez/Himalaya.png

źródło: http://i715.photobucket.com/albums/ww156/k2rulez/Himalaya.png

Natomiast nie dziwię się, że ludzie tam podróżują, bo jednak ten rejon świata oferuje bardzo dużo. Jakbym się uparła, to może uzbierałabym kwotę, która pozwoliłaby mi spędzić tam jakiś tydzień, ale cóż ja bym mogła zobaczyć przez ten czas? Wychodzę z założenia, że jeśli już obieram sobie jakąś destynację, to chcę ją poznać jak najlepiej. Tyczy się to zarówno Bałkanów, jak i Polski oraz krajów ościennych. Dla mnie same Bałkany są na tyle różnorodne, a teren na tyle rozległy, że po trzech pobytach tam nadal nie widziałam wielu miejsc, nadal mam głód wiedzy i zwiedzania i nadal wiem za mało. Jak myślę sobie, że z Azją miałabym podobnie, to zaczyna boleć mnie głowa od nadmiaru wrażeń i informacji. Od Azji odstraszają mnie też trochę choroby i syf, na który również często narzekają blogerzy. Mając na co dzień problemy z żołądkiem, z pewnością na dzień dobry bym się jakoś w Azji zatruła i to byłby koniec mej azjatyckiej przygody. Jechać gdzieś i mieć perspektywę zachorowania? Nie, to jednak nie dla mnie. Dużo bardziej przyciąga mnie do siebie Nowa Zelandia (góry i Tolkien), Australia, Gruzja i Armenia, Hiszpania ze swoim Szlakiem Jakubowym czy Ameryka Południowa.

Niestety aby poczytać coś ciekawego na temat wyżej wymienionych krajów/kontynentów, czasami trzeba się trochę naszukać. Kiedy widzę bloga, w którym 80% wpisów jest na temat Azji, po prostu go nie czytam. Jedynym wyjątkiem jest btth.pl, ale tylko przez wzgląd na to, że prowadzi go moja „prawie, że siostra Aśka” ze swoim „prawie, że moim szwagrem Konradem” (czy jakoś tak 😛 ) i teksty tam zamieszczone po prostu świetnie się przyswaja. Oboje są pasjonatami azjatyckiego tematu, w przeciwieństwie do autorów niektórych, podróżniczych blogów, którzy chyba obrali sobie taki kierunek, żeby być modnymi. Cóż, każda motywacja jest dobra. Problem w tym, że nagle nasza podróżnicza blogosfera jest trochę mało różnorodna, a ciekawe, wartościowe blogi o Polsce czy Europie, giną w azjatyckim gąszczu.

Pewnie ktoś mi zarzuci, że piszę tak dlatego, że jestem sfrustrowana tym, iż mój blog jest mało popularny, a sama nie chcę jechać do Azji i w ogóle świat jest zły i niedobry. To nie tak. Mam świadomość, że moje podróże nie są wyjątkowe, sporo ludzi podróżuje podobnie do mnie. Z drugiej strony, tematyka Bałkanów jest rzadko podejmowana, więc staram się wypełniać lukę informacyjną. Niech każdy ma swoją działkę, swój obszar, który go interesuje i niech na nim działa. O Azji, jak i o Bałkanach pisać można dużo, bo oba rejony stanowią rewelacyjne źródło inspiracji. Różni ludzie, różne spojrzenia i to jest super. Jednak w różnorodności siła, a nie samą Azją żyje człowiek. Doszło nawet do tego, że zaczęłam czuć się w jakiś sposób gorsza, że nie byłam choć raz w Indiach czy Chinach. Znajomy kiedyś zapytał się mnie, po co jeżdżę „ciągle” na Bałkany, że przecież nie ma tam nic wybitnie ciekawego. „No ale w takich Indiach… A wiesz, w Ameryce Południowej…” Odpowiedź była prosta: bo jest tam tanio, bo zakochałam się w tym regionie Europy i nadal mam w sobie bałkański głód poznawania i … jeszcze wiele innych argumentów padło z moich ust. Znajomy niestety uznał mnie za biedną ignorantkę, której nie stać na rozwijanie horyzontów w innych rejonach świata. Wtedy jednak stwierdziłam, że nie jestem gorsza od innych podróżników, bo przynajmniej realizuję swoją pasję na tyle, na ile mogę i cieszę się z tego, że było mi dane już trzykrotnie eksplorować dość intensywnie Bałkany. Na zwiedzanie innych krajów, kontynentów i półkul przyjdzie jeszcze czas.

TAGI
POWIĄZANE POSTY