#turystykaktywna Bałkańska Majówka 2017 Bośnia i Hercegowina

Szczyt Džamija – zobaczyć Lukomir z drugiej strony

15 czerwca 2017

Uwielbiamy góry. Nie ważne, czy jeździmy po nich na rowerze, czy zdobywamy je podczas pieszych wędrówek. Są jednak takie szczyty, które zapadają nam na długo w pamięć. I bez wątpienia jednym z nich jest Džamija (1967 m n.p.m.), będąca najwyższym wzniesieniem w paśmie Visočicy. Trafiliśmy na nią kompletnie przez przypadek. A może nie był to przypadek i zdobycie tej góry było naszym przeznaczeniem?

Pożegnanie z Jeziorem Boracko i trasa wzdłuż doliny Neretwy

Nasza czteroosobowa ekipa rozdziela się tego dnia na chwilę. Przemas z Martą skoro świt jadą w góry Prenj. My początkowo nie mamy ambitnych, trekkingowych planów, więc camping nad Jeziorem Boracko opuszczamy nieco później. Tego samego dnia musimy dotrzeć do Lukomiru, gdzie dzięki agencji Visit Konjic mamy zaplanowany nocleg w pensjonacie Natura AS. Ale ponieważ przed nami piękny, słoneczny dzień, chcemy go jak najlepiej spożytkować.

Na campingu nad Jeziorem Boracko

camping Jezioro Boracko

camping Jezioro Boracko

camping Jezioro Boracko

camping Jezioro Boracko

Powoli dochodzę do wniosku, że Marek ma wrodzony dar do wyszukiwania ciekawych i pięknych miejsc, jedynie na podstawie analizy mapy. Zaproponował, abyśmy do Lukomiru pojechali okrężną drogą, wiodącą najpierw wzdłuż doliny rzeki Neretwy, a następnie przez górskie wioski Odžaci i Tušila aż do Šabići, skąd dalej przez Brdę jedzie się bezpośrednio do naszego ulubionego miejsca w okolicach pasma Bjelasnicy. Jak powiedział, tak też zrobiliśmy. Znad jeziora udaliśmy się zatem na wschód, drogą nr R436. Przez dość długi odcinek wiedzie ona wzdłuż Neretwy, pozwalając cieszyć się pięknymi, górskimi widokami. Na trasie mijamy kilka, niewielkich wiosek. W części z nich widać restauracje i pensjonaty, nastawione głównie na turystów chcących wziąć udział w raftingu. W maju większość z miejscowości świeci pustkami.

Neretwa

Neretwa

Neretva

Po jakiś 30-40 min jazdy droga opuszcza dolinę i zaczyna serpentynami wspinać się po górskim zboczu. Jednak dość szybko żegnamy się z trasą R436 i skręcamy w stronę wsi Odžaci. Droga jest tu dość wąska, w dużej mierze asfaltowa (jeden odcinek jest szutrowy, ale widać, że przygotowany pod położenie nowej nawierzchni; kursują tamtędy busy należące do transportu publicznego, więc każde auto tamtędy przejedzie). Ponieważ jesteśmy powyżej linii lasu, otwierają się przed nami niesamowicie rozległe widoki. Dłuższą chwilę spędzamy powyżej wsi Odžaci, podziwiając panoramę okolicy. W międzyczasie Marek wynajduje na Garminie szlak na szczyt o wdzięcznej nazwie Džamija (po polsku meczet). Postanawiamy się tam wybrać.

Odžaci

Odžaci

Odžaci
Odžaci
Odžaci

Džamija – śnieg, krokusy, stećki

Z Odžaci do szlaku na Džamiję mieliśmy jakieś 15 min jazdy. Auto zostawiamy nieopodal kilku stećków, znajdujących się tuż przy drodze, która w miejscu tym wije się kilkoma serpentynami. Generalnie oboje dostajemy na chwilę jakiegoś zamroczenia, bo po analizie mapy wychodzi nam, że na szczyt mamy w sumie dość blisko. Marek chciał iść bardzo na lekko, czyli nawet nie brać plecaków. Jednak za moją namową bierzemy chociaż jeden z nich i pakujemy trochę prowiantu. Szybko bowiem miało się okazać, że Džamija wcale nie jest tak blisko, jak nam się wydawało.

Stećki nieopodal początku naszego szlaku

stećki

Choć jesteśmy na górskim końcu świata i w najbliższej okolicy nie ma żadnych ludzi ani domów, to udaje nam się namierzyć oznaczenia szlaku, które mniej więcej pokrywają się z tym, co mieliśmy zaznaczone na Garminie. Podążamy więc średnio widoczną ścieżką, wśród skał i brązowych traw, spod których wyrastają liczne krokusy. Wpadam oczywiście w fotograficzny szał, bo choć co roku obiecuję sobie pojechać do Chochołowskiej, by uwiecznić tamtejsze polany pokryte fioletowym dywanem z tych kwiatów, to nigdy mi się to nie udaje. Natomiast na Bałkanach był to mój drugi raz z krokusami (pierwszy miał miejsce w 2012 roku w górach Komovi).

Džamija

Džamija

Džamija

Džamija

Džamija

Po jakiś 30 min marszu wychodzimy na rozległą równinę, otoczoną ze wszystkich stron górami, na której znajdują się kolejne stećki. Co chwilę też musimy przecinać większe i mniejsze łachy śniegu. Jednak najbardziej wymagający odcinek dopiero przed nami. Po tym, jak szlak opuszcza równinę, zaczyna piąć się stromo ku grani, po skalnym zboczu, gdzie śniegu jest jeszcze więcej. Wspinamy się po skałkach, by nieco ominąć eksponowane fragmenty ze śnieżnymi łachami. Gdy wchodzimy na grań, otwierają się przed nami jeszcze rozleglejsze widoki, ale pejzażowy deser miał na nas czekać na szczycie.

W drodze na szczyt

Džamija

Džamija

Džamija

Džamija

Džamija

Stećki

Džamija

Do szczytu coraz bliżej

Džamija i widok na Lukomir

Ostatni etap szlaku jest dość prosty i wiedzie granią, którą dociera się na szczyt. Tam w pierwszej kolejności dostrzegamy kamienny kopczyk, w który wetknięty jest metalowy pręt z tabliczką. Widnieje na niej nazwa szczytu, czyli Džamija oraz jej wysokość 1967 m n.p.m. Jednak szybko dostrzegamy coś innego. Na północ odsłonił nam się bowiem widok na… Lukomir. Mieliśmy nadzieję go stamtąd zobaczyć, niemniej i tak możliwość podziwiania go z nowej perspektywy nieco nas zaskoczył. Zresztą panorama rozciągająca się z Džamiji jest naprawdę imponująca. Widać też Bjelasnicę oraz Trebeivć, a także góry Prenj. Dodatkowo tego dnia przejrzystość powietrza była dość duża, więc mogliśmy podziwiać górskie szczyty na dystansie wielu kilometrów. Na Džamiji spędzamy dłuższą chwilę, pijemy z tej okazji radlera i rozkoszujemy się pięknem Bośni i Hercegowiny. Czy było warto? Było! W szczególności biorąc pod uwagę, że znaleźliśmy się tam kompletnie przez przypadek. Już jakiś czas temu chcieliśmy wybrać się w pasmo Visočicy, więc dobrze, że trafiliśmy wprost na Džamiję.

Džamija

Džamija

Lukomir

Lukomir

Bjelasnica

Bjelasnica

Prenj

Prenj

Prenj

Droga powrotna

Ze szczytu wracamy żwawym tempem, a nawet najbardziej stromy odcinek podczas zejścia okazuje się być całkiem przyjemny i prosty do pokonania. Jedyny problem, jaki zaczyna nam nieco dokuczać w trakcie drogi powrotnej, to palące słońce, którego promienie odbite od śniegu parzą nam twarze. Oczywiście oboje zapomnieliśmy o użyciu kremu z filtrem, bo przecież mieliśmy iść na krótką wędrówkę. Po drodze znów zachwycamy się otaczającymi nas krajobrazami oraz mnogością krokusów. Dodatkowo przez cały trekking jesteśmy tu absolutnie sami. Niemniej biorąc pod uwagę, że gdzieniegdzie ścieżka była widoczna, to ktoś musi co jakiś czas zdobywać Džamiję. Kiedy opuszczamy równinę ze stećkami, możemy w trakcie zejścia podziwiać zaparkowaną przy szosie Kiankę, która z tej perspektywy wygląda niczym samochód zabawka, nieco zlewający się z tłem. Po dotarciu do niej z ulgą ściągamy górskie buty i dajemy chwilę odpocząć zmęczonym stopom. Mimo tego, że słońce nas nieco wykończyło, a moje czoło przybrało buraczany kolor, to jesteśmy niesamowicie zadowoleni, że kompletnie przez przypadek trafiliśmy na Džamiję.

Podczas drogi powrotnej

Džamija
Džamija

Kianka z oddali

Džamija

A tak wyglądała trasa naszego trekkingu

Trasa do Lukomiru – okolice Tušili i Bobovicy

Opuszczamy okolice pasma Visočicy i ruszamy w stronę Lukomiru. Podążamy asfaltową szosą w stronę wsi Tušila. Widoki, jakie rozciągają się z tej trasy, wprawiają w nas osłupienie. Czegoś takiego się nie spodziewaliśmy. Szczyty niczym w Dolomitach, połączenie sielankowych łąk i strzelistych, skalistych turni, pustkowie. W okolicy tej przechodzi także szlak Via Dinarica oraz inne szlaki piesze oraz rowerowe. Generalnie jest tu co robić!

Prawie jak w Dolomitach

Visocica

Via Dinarica

Via Dinarica

Via Dinarica

Po paru kilometrach droga schodzi do wsi Tušila, gdzie wśród domów krząta się kilku mieszkańców. My jednak kierujemy się nieco dalej i odbijamy w lewo, ku wsi Bobovica, która położona jest na grzbiecie trawiastego wzniesienia, skąd możemy podziwiać dolinę rzeki Rakitnicy i pasmo Bjelasnicy. We wsi panuje spokój, jedynie para staruszków siedząca na ławeczce, z której mogą podziwiać górską panoramę, stanowią dowód na toczące się tutaj życie. Po opuszczeniu Bobovicy zasiadamy nad brzegiem rzeki, na niewielkiej polance nieopodal mostu, gdzie gotujemy, a później pałaszujemy obiad.

Bobovica

Bobovica

Obiad

Bobovica

Po posiłku jedziemy bezpośrednio do Lukomiru przez wieś Brda. Mamy wrażenie, że droga ta została w ostatnim czasie nieco wyrównana. Oprócz nas w stronę Lukomiru nikt więcej nie jedzie. Po drodze mijamy kilka pasących się stad owiec, panuje wyjątkowo spokojna, nieco leniwa atmosfera. Naszym celem jest pensjonat Natura AS, w którym będziemy mogli przenocować, dzięki gościnności agencji turystycznej Visit Konjic.

Droga do Lukomiru

droga do Lukomiru

droga do Lukomiru

A tak ten piękny i pełen wrażeń dzień wygląda w wersji filmowej:

TAG
POWIĄZANE WPISY