Polska

Survivalowa majówka z Keen Polska, czyli o tym, jak ruda zamieszkała w jaskini

-
2 czerwca 2016

Wiosenna, przepełniona zielenią Jura, skąpana w deszczu. Grupa ludzi, która do tej pory się nie znała, spotyka się w Pilicy, gdzie ma rozpocząć się ich wspólna przygoda z survivalem. Co ich czeka? Czego się nauczą i czego doświadczą? I co ja robiłam w tym gronie?

A zaczęło się od…

Prawda jest taka, że wszystko zaczęło się od mojego drugiego miejsca w plebiscycie na najlepszego prelegenta wrocławskiego festiwalu Równoleżnik Zero. Jako nagrodę otrzymałam sandały UNEEK marki Keen. W ten sposób nawiązałam kontakt z tą obuwniczą firmą, co zaowocowało dalszą współpracą. Keen postanowił wesprzeć mnie i Marka w naszych podróżniczych działaniach i dostarczać nam wygodne, sportowe obuwie, które pozwoli nam komfortowo przemierzać Bałkany pieszo i na rowerze. Po pewnym czasie okazało się, że marka ta organizuje survivalową majówkę na Jurze i zdecydowała się nas zaprosić. Ponieważ wyjazd przypadał na kilka dni przed naszą planowaną wyprawą do Chorwacji, Marek nie mógł wziąć urlopu, stąd też podjęłam decyzję, że jadę sama.

Survivalowa Jura

Jurę uwielbiam bezgranicznie. Spędziłam tam sporą część mojego dzieciństwa, dzięki Wujkowi, który miał plebanię w niewielkiej miejscowości Cieślin, leżącej na Szlaku Orlich Gniazd. Z rodzicami często go odwiedzaliśmy i wyruszaliśmy na długie spacery po tym regionie Polski. Piękno Jury jest niezaprzeczalne, a na wiosnę wygląda jeszcze bardziej efektownie, dzięki świeżym, intensywnym kolorom. 17 maja 2016 może nie był najpiękniejszym dniem w roku, gdyż przez większość czasu padało. Zarówno podczas jazdy z Warszawy, jak i w trakcie survivalowego szkolenia. Jednak nieco bardziej wymagająca pogoda okazała się naszym sprzymierzeńcem, gdyż mogliśmy trenować nowe umiejętności w trudniejszych warunkach. Zanim jednak zaczęliśmy krzesać ogień i zdobywać drewno, wszyscy spotkaliśmy się w restauracji Pod Kolumnami w Pilicy. Zjechały tam dwie ekipy: „warszawska”, w skład której weszłam oraz „krakowska”. Szybko jednak obie grupy się zintegrowały i podziały, nazwijmy to, terytorialne nie były odczuwalne. Po posiłku rozdany nam został survivalowy sprzęt od Bushmen, Peme oraz Sklepu Presto: wodoodporne plecako-torby, noże, śpiwory, karimaty, apteczki i wiele innych gadżetów, mogących przydać się w trakcie survivalu. Keen Polska zapewnił nam obuwie. Ja testowałam buty Versatrail, które wybrałam przede wszystkim z myślą o jeździe na rowerze oraz wędrowaniu po nieco cieplejszych krajach. W starciu z wszechobecną wodą buty te dość szybko przegrały i po prostu przemokły. Na szczęście równie szybko wyschły, gdy stałam później nieopodal ogniska.

Posiłek w restauracji Pod Kolumnami, fot. Dorota Credo

Pod Kolumnami Pilica

Pamiątkowa fotka przed wyruszeniem w drogę, fot. Dorota Credo

Survivalowa Majówka Pilica

Po przepakowaniu i zorientowaniu się, czym będziemy dysponować, poznaliśmy wszystkich organizatorów, w tym również Grupę Jurajską GOPR. Później wyruszyliśmy do Jaskini Jasnej, która miała stać się na najbliższe kilkanaście godzin naszym nowym domem i survivalową bazą. Podczas rozmów z uczestnikami Survivalowej Majówki okazało się, że każdy ma na swoim koncie jakieś nietypowe lub dziwne miejsca noclegowe, ale nikt nie spał w jaskini. Był to więc jeden z atrakcyjniejszych elementów całego wydarzenia. Po dotarciu na miejsce rozpoczęło się szkolenie. Nauczyliśmy się jak robić ramę A, która ma wiele zastosować (ruszt, nosze, siedzisko), a także przekonaliśmy się, że krzesanie ognia krzesiwem to wcale nie taka oczywista sprawa. Zobaczyliśmy też, jak prosto można zrobić z folii NRC prowizoryczny namiot, który w kryzysowej sytuacji ocali nam skórę, a w każdym razie pozwoli przeczekać np. załamanie pogody. Wszystko to w niesamowicie pozytywnej atmosferze, ale też z profesjonalnym podejściem ekipy z Bushmen, odpowiedzialnej za część praktyczną szkolenia.

Droga do jaskini, fot. Dorota Credo

Survivalowa Majówka

Moja i Marii z Keen Polska walka o drewno, fot. Dorota Credo

Survivalowa Majówka

Rama A, fot. Dorota Credo

rama A

Cały dzień, ale wieczór przede wszystkim, minął na licznych rozmowach. W jednym miejscu spotkali się podróżnicy, dziennikarze, osoby związane ze sportem. Jak łatwo się domyślić, tematów nie brakowało. A gdy później towarzyszyło im grzane wino, to już w ogóle!

Ranek przywitał nas deszczem, który na szczęście po pewnym czasie ustał. Na śniadanie serwowana była jajecznica z pokrzywą. Ja jajek nie jadam, więc nie skusiłam się na tę potrawę. Jednak ci, którzy odważyli się na jej spróbowanie, twierdzili, że była to najgorsza jajecznica w ich życiu. Niemniej mogą odhaczyć na swojej liście rzeczy do zrobienia punkt: „Zjedzenie jajecznicy z pokrzywami, przygotowywanej na ognisku.”

Po dokonaniu porządków w jaskini, zeszliśmy do aut, by następnie podjechać do zamku Smoleń. Mogliśmy go zwiedzić wraz z ekipą GOPR-u. Dowiedzieliśmy się m.in., że z roku na rok budowli przybywa i jest jej coraz więcej. Jednak podobno w planach nie ma całkowitego odbudowania zamku. Ja podczas zwiedzania zaliczyłam swój osobisty survival. Schodząc z wieży poślizgnęłam się na kamiennym stopniu i dość boleśnie obiłam sobie cztery litery oraz rękę. Cała ja. 100% gracji i 200% pecha. Na szczęście oprócz zranionej dumy i bolesnych siniaków nic więcej sobie nie zrobiłam.

Rude wrażenia, czyli moc jest w ludziach

Tak naprawdę przed wyjazdem nie wiedziałam czego się spodziewać. Miałam w sumie spędzić dwa dni z ludźmi, o których zasadniczo nic nie wiedziałam. Okazało się jednak, że wszyscy razem stworzyliśmy niesamowitą grupę, w której każdy czuł się tak, jakby znał pozostałe osoby od długiego czasu. Nie było żadnego, zbędnego dystansu między nami – uczestnikami, a organizatorami. Atmosfera była genialna. Z jednej strony nauka i przyswajanie przydatnej wiedzy, z drugiej integracja, rozmowy i dobra zabawa. Z racji tego, że na swoim koncie mam przygodę z kursem przewodnickim, część survivalowych umiejętności przyswoiłam znacznie, znacznie wcześniej. Jednak podczas spotkania na Jurze miałam okazje je sobie odświeżyć, co uważam za spory plus.

Na koniec oczywiście podziękowania dla:

  • Keen Polska za zaproszenie, dostarczenie obuwia, super przyjazną atmosferę, pełną integrację oraz zadbanie, by wegetarianie też mieli co zjeść.
  • Bushmen, za profesjonalne podejście, zdjęcia oraz filmy (które możecie podziwiać w tym wpisie), moc wiedzy i survivalowy sprzęt, a także transport z Warszawy.
  • Peme oraz Sklepu Presto za sprzęt, który przydał mi się ostatnio również w trakcie pobytu w Chorwacji.
  • Grupy Jurajskiej GOPR, za wiedzę i ciekawe historie o nietoperzach 😉
  • Wszystkich uczestników, a w szczególności ekipy warszawskiej, za wspólną, bardzo wesołą jazdę w obie strony. Pozdrowienia ślę także dla Loży Szyderców, czyli Elizy oraz Witka!

Loża Szyderców w pełnej okazałości, w pozie „kawai”, fot. Krzysztof Stypulkowski

 

 

TAGI
Powiązane wpisy