Bałkańskie sprawy

Hostelowe refleksje

15 stycznia 2015

Wiele podróżujących po świecie osób korzysta z hosteli. Ja do tej pory nocowałam w schroniskach górskich, ale nigdy przenigdy w hostelach. Słyszałam o nich wiele dobrego, w szczególności, że są śmiesznie tanie, najczęściej położone w ciekawych lokalizacjach i prowadzone przez interesujących ludzi, którzy są w stanie przekazać wiele cennych informacji na temat miasta/okolicy, w których się przebywa. Brzmi dobrze? Oczywiście! Ale w wśród tych superlatyw znajduje się przynajmniej jedna, która w rzeczywistości wcale nie jest taka super, w szczególności, gdy jest się podróżującą parą. Ale zacznijmy od początku.

hostel ShkodraPlanując na szybko i tworząc na kolanie zarys naszego bałkańskiego, sylwestrowego tripa założyliśmy sobie, że przynajmniej w dwóch miastach – Sarajewie i Skopje, będziemy nocować pod dachem. Wtedy jeszcze w swej błogiej naiwności myśleliśmy, że uda nam się część wyjazdu przekimać pod namiotem. Pogoda pokazała nam, co uważa na temat tego pomysłu i zaserwowała nam temperatury znacznie poniżej zera, a nawet poniżej minus 10 stopni. No ale, jeszcze w będąc w Polsce uznaliśmy, że musimy mieć nocleg w Sarajewie, do którego mieliśmy dojechać w ciągu 15h oraz w Skopje, gdzie mieliśmy spędzić kilka, intensywnych i pracowitych dni. Poszukiwania zaczęliśmy od polecanego przez wielu portalu airbnb oraz po prostu korzystając z wyszukiwarki. Jakież było nasze niemałe zdziwienie, gdy okazało się, iż ceny hosteli są…wysokie, a momentami naprawdę wysokie. No ale nic to, udało nam się znaleźć w jednym, jak i drugim mieście hostele, które względnie odpowiadały nam cenowo. Oczywiście, gdybyśmy mieli więcej czasu, to pewnie udałoby nam się namierzyć lepsze/tańsze opcje, ale wyszło jak wyszło. A lepsze opcje można znaleźć chociażby przez portal HotelsCombined, który polecamy!

26 grudnia wyjechaliśmy i po prawie 17 godzinach jazdy dotarliśmy do Sarajewa. Hostel znaleźliśmy bez większego problemu i okazał się być naprawdę super. Pewien zgrzyt, który mieliśmy gdzieś z tyłu głowy, dotyczył Kianki. W teorii, mailując z opiekunem hostelu padło stwierdzenie, że pomoże nam coś dla niej znaleźć. Owszem, znalazł, ale w efekcie nocleg Kianki na miejskim parkingu kosztował nie wiele mniej od naszego, hostelowego. Szybki wniosek – jadąc do jakiegokolwiek miasta autem, szukajcie od razu noclegu z parkingiem, inaczej możecie się zdziwić. No dobra, pomijając ten drobiazg, hostel był naprawdę super, opiekun świetny i potrafiący doradzić, gdzie pójść, co zobaczyć, co zjeść itd. Nocowaliśmy w „8 bed dorm”, mając go przez pierwszą noc tylko dla siebie. Na kolejne dołączyli do nas towarzysze, ale ponieważ praktycznie w hostelu nie przebywaliśmy, to ta dodatkowa obecność osób „trzecich” nam nie przeszkadzała. Generalnie nie mieliśmy czasu (ani siły) na hostelową integrację, choć wiele osób właśnie to wskazuje jako największą zaletę nocowania w tych przybytkach – możliwość kontaktu z ludźmi z całego świata. Wszystko fajnie, ale po prawie 20km „spaceru” padaliśmy na pysk i tyle wychodziło z naszego integrowania się z resztą mieszkańców.

Na dalszym etapie podróży, sytuacja pogodowa, a dokładniej mróz, zmusił nas do poszukania noclegu najpierw w Shkodrze, później w Durres. W pierwszym mieście jest zasadniczo jeden hostel, w którym po negocjacjach cenowych zdecydowaliśmy się zostać. W sumie, mogliśmy nocować w Kiance, byłoby nam równie ciepło. Hostel nie posiadał ogrzewania (pomijam jeden, mały piecyk w pokoju opiekuna) i było w nim równie rześko, jak na zewnątrz. Śpiwory puchowe zdały egzamin, a my nie zamarzliśmy. Owszem, miejscówka jest super, ale na lato. Zimą…cóż trzeba chyba wlewać w siebie duże ilości rakii, żeby człowiekowi było względnie ciepło, bez zakładania na siebie tony ubrań i siedzenia po czubek głowy zawiniętym w śpiwór.

Nasze kolejne spotkanie z hostelem nastąpiło w Durres. Tam również jest tylko jeden tego typu przybytek. Generalnie jak łosie nie mogliśmy go nijak odnaleźć, choć jest w samym centrum. Za nocleg w jego lodowatym wnętrzu, w pokoju wieloosobowym chciano od nas po 11EUR od osoby. Na szczęście coś nas tknęło i poszliśmy się popytać o ceny w hotelach. Za 12.5EUR od osoby mieliśmy nocleg w normalnym pokoju, z łazienką i ogrzewaniem pod postacią klimatyzacji, która na szczęście oprócz chłodzenia miała opcję dmuchania ciepłym powietrzem. Niewielka różnica cenowa, a znaczna różnica w komforcie.

Do jakich wniosków doszliśmy?

Hostele są idealne dla osób podróżujących samotnie. Niewątpliwie podróżującym parom bardziej się czasami opłaca dopłacić niewielką kwotę, by mieć nieco lepszy komfort i więcej prywatności (a także więcej kontaktów :P) niż płacić i tak dużo za hostel i spać w tłumie. Osobom, które podróżują samotnie hostel pozwala poczuć się częścią grupy, spędzić czas w towarzystwie, zapłacić mniej za nocleg, bo rzadko kiedy zwykłe hotele czy pensjonaty posiadają „jedynki”.

Hostele to dobry biznes. Wystarczy lokum, wciśnięcie do niego jak największej ilości łóżek, zaadaptowanie pod potrzeby noclegowiczów i dojenie kasy. Z całym szacunkiem – 40zł za pokój wieloosobowy??? Tyle płaciłam kiedyś za nocleg ze śniadaniem w Chacie Teryego w Tatrach Słowackich, ale to schronisko jest ulokowane na wysokości 2000m n.p.m., a nie w środku miasta!!!

Hostel dla mieszczuchów. Generalnie jeśli wybieramy się w podróż i nastawiamy się tylko na zwiedzanie miast, to nocleg w hostelach jest rozwiązaniem idealnym. Bo zazwyczaj większość z nich ma dobrą lokalizację, blisko centrum; można w nich zdobyć darmowe mapki czy informatory a potrzebne informacje zaczerpnąć od ich pracowników. My jednak z Markiem mamy nieco inny styl podróżowania, bo latem wolimy być gdzieś na łonie natury, niż w rozgrzanym do czerwoności, upalnym mieście. Co innego, gdy do snu szumi nam morze, a rano budzi hurgot cykad, a co innego gdy w mieście wieczory i poranki umilane nam są przez jazgot aut. Mimo wszystko wolę latem mój namiot, widok na morze lub góry, a nie miasto.

Hostel dla imprezowiczów. Odnoszę wrażenie, że takie osoby jak ja i Marek, które z pobytu w danym mieście wyciskają maksimum, chyba nie nocują w hostelach. Kiedy byliśmy w Sarajewie większość hostelowiczów nie wyściubiała nosa na zewnątrz, nawet gdy pogoda była znośna. Głównie spędzali czas przed komputerem, ewentualnie pijąc browary/wino. My jednak wychodziliśmy z założenia, że skoro wydaliśmy kasę oraz poświęciliśmy czas na dojazd na Bałkany, to nie będziemy siedzieć i nic nie robić. Tym możemy się „zajmować” w Polsce.

Hostele są modne. „Hostel alternatywny”; „Hostel artystyczny”, „Hostel dla samotnych” itd. itd. To tylko parę hasełek, jakimi hostele chcą przyciągnąć klientów. W jakiś sposób stały się one miejscami modnymi, w których warto bywać/nocować będąc w podróży. Kuszą „dizajnem”, ciekawym wyglądem, nietypowymi meblami, imprezami tematycznymi i innymi tego typu wabikami. Fajnie jest nocować w nietuzinkowym miejscu, ale bez przesady. Podróżując, miejsce w którym nocuję ma drugo-, a nawet trzeciorzędne znaczenie. A i tak najpiękniejsze noce spędzałam np. na przystanku autobusowym w Strbskim Plesie czy pod namiotem, gdzieś wysoko w górach. Nawet najlepszy „dizajn” wymięka w zetknięciu z pięknem przyrody. Sorry…

 – Hostele są dla tych, którzy mają refleks. Ewentualnie z dużym wyprzedzeniem planują wyjazd. Jakież było nasze zdziwienie, gdy pisząc do niektórych hosteli dowiadywaliśmy się, że nie mają wolnych miejsc. W grudniu. Pomiędzy świętami. W zimie. Chyba nie chcę wiedzieć, co dzieje się w nich w sezonie i jaki „przerób” ludzi wtedy mają. Oczywiście mam na myśli te bardziej popularne, „dżezi trendy”, wypromowane hostele, do których trafia się w pierwszej kolejności dzięki wyszukiwarkom wszelkiej maści. Aczkolwiek w tych mniej wypasionych zdarzało nam się otrzymać maila „Sorry, nie mamy wolnych miejsc.”

Hostele dla backpackerów. Niewątpliwie dominującą grupą osób nocujących w hostelach są backpackerzy. To zrozumiałe – do plecaka można spakować ograniczoną ilość rzeczy i czasami trzeba polegać na takich dobrodziejstwach cywilizacyjnych, jak choćby kuchnia. Jeżdżąc autem ma się większą samowystarczalność, nawet jeśli posiada się tak niepozorny samochód, jakim jest Kianka. Standardowo pakujemy ze sobą sprzęt biwakowy: namiot, karimaty, śpiwory, palnik, menażki, naczynia itd., dzięki któremu możemy w każdym miejscu rozstawić nasz obwoźny dom i nie musieć się martwić brakiem kuchennego blatu czy łóżka. Oczywiście ten wariant odpada, gdy jest super mroźna zima, ale przez większą część roku sprawdza się rewelacyjnie i do tego jest niskobudżetowy.

Od hostelu lepszy couchsurfing. Zasadniczo, gdybym została postawiona pod ścianą i kazano mi wybrać: nocleg w hostelu czy przez CS, wybrałabym bramkę numer dwa. Niestety przy spontanicznych wyjazdach nie łatwo znaleźć nocleg u kogoś w domu, ot tak. Na zapytania wysłane 21 grudnia dostaję odpowiedzi teraz. To niestety wada CS, ale przy przygotowywaniu się z wyprzedzeniem, przestaje być tak istotna.

Niewątpliwie pewnie zdarzy nam się jeszcze kiedyś nocować w hostelach. Ale żeby się nimi jakoś super podniecać, że to taki ekstra sposób na nocowanie w podróży? No my do tego grona nie należymy. Owszem, widzimy ich ogromny potencjał i plusy, ale ze względów ekonomicznych, latem, raczej nie będziemy do nich zaglądać.

Niemniej jednak, gdyby nie nocleg w skopijskim hostelu, nie poznałabym Gorana, który jest obecnie moim ogromnym wsparciem podczas realizowania pewnego projektu. Jego wiedza, cierpliwość i chęć pomocy jest nieoceniona. Czegoś takiego nie da się przeliczyć na kasę, więc za to idei hostelu jestem wdzięczna.

Jestem ciekawa Waszych, hostelowych refleksji i doświadczeń. Korzystacie? Lubicie /  nie lubicie? Polecacie / nie polecacie? Czekam na Wasze opinie i komentarze.

TAG
POWIĄZANE WPISY
  • Tomasz Gapiński

    >> 40zł za pokój wieloosobowy??? Tyle płaciłam kiedyś za nocleg ze śniadaniem w Chacie Teryego w Tatrach Słowackich

    Kiedy? O ile pamiętam jak spałem tam pierwszy raz 6 lat temu (a coś mi się kojarzy, że byłas wtedy z nami) to płaciliśmy już wtedy chyba 16 Euro. Teraz jest 18. Chyba jeszcze wcześniej.

    • Też parę lat temu, a że byłam wtedy biedną studentką, to pamiętam, że i tak nocleg mnie słono kosztował, ale na pewno nie było to więcej niż 10-12EUR, czyli rzeczone ok.40zł.

      • Tomasz Gapiński

        kurde, nie zanotowałem nigdzie ceny, ale pamietam, że na nocleg na dole płaciliśmy 13Euro a w schornisku było jeszcze drożej. Ale nie mam dowodów, bo w relacji nie zapisałem ceny. Teraz w każdym razie jest 18 za wyro i 16 za glebę.

        • No właśnie ja kojarzę nieco niższą cenę 😉 a jak było naprawdę trudno jest teraz rozstrzygnąć. Ale niestety ceny na Słowacji mocno skoczył i te 18/16EUR za nocleg w schronisku to naprawdę dużo (nawet jak za spanie na tych 2000m n.p.m.).

          • Tomasz Gapiński

            trzeba zapytać MiGa, on wszystkie wydatki wtedy notował 😀

          • +10000 punktów dla Ciebie 😀 byłam ciekawa, kiedy się zorientujesz, że piszemy o jednym i tym samym wyjeździe 😀

  • Anka

    Goran z Hostelu 42?
    Ps. następnym razem polecam ten nocleg w Sarajevie (z miejscem parkingowym;))
    https://www.airbnb.pl/rooms/1266494

    • Z Hostelu Universe 🙂
      Notabene my w Skopje samych Goranów spotykaliśmy.

      • Anka

        Tak na przyszłość: Hostel 42 ma bezpłatne miejsca parkingowe przy budynku (boczna uliczka przy Boulevard Ilinden) – Goran daje karty parkingowe do włożenia za szybę 🙂 Lokalizacyjnie bardzo ok.

        • Wiesz teraz, po prawie 4 dniach w Skopje jesteśmy mądrzejsi o różne kwestie. Ale akurat parking w tym mieście mieliśmy za free i bezproblemowy, bo też pod samym hostelem. Lokalizacyjnie też super, bo jakieś 10-15min od centrum, a w pobliżu ileś sklepów, kafan i dobra pekara 🙂

          • Anka

            Aha – akurat z artykułu to nie wynikało i myślałam, że zastała Was sytuacja podobna jak w Sarajevie 🙂 A wiadomo, że w dużych, turystycznych miastach najlepszym rozwiązaniem jest nocleg z parkingiem.

          • W Sarajewie głównie nas kwestia parkingu dobiła finansowo. W pozostałych miastach parkingi nas nic nie kosztowały. Oczywiście mając więcej czasu lepiej byśmy ogarnęli temat noclegów i parkingów. Ale teraz człowiek już wie, na co ma być konkretnie wyczulony, żeby później nie mieć finansowej niespodzianki 😉 Ale dzięki za wszystkie rady na pewno się przydadzą na przyszłość (jak nie nam, to komuś innemu) 🙂

          • Anka

            No właśnie my przed przyjazdem do tego miasta orientowaliśmy się w temacie i wyszło, że mimo atrakcyjnych cen i położenia hosteli w centrum dochodzi jeszcze kwestia wcale nie małych opłat za parkingi. Zdecydowaliśmy się na kwaterkę prywatną i był to strzał w 10 🙂 Naszej Amry nie zamienimy na nic innego 🙂

  • Nam zdarzyło się nocować kilka razy w hostelu, ale hostel wybieraliśmy wtedy, kiedy:
    – jechaliśmy większą grupą (6-10 osób), aby pokój (lub 2) mieć tylko dla siebie
    -nie przyjeżdżaliśmy samochodem
    – naszym celem było głownie zwiedzanie miasta + ewentualny „relaks” we własnym gronie.
    Wtedy wspólna łazienka na korytarzu nam nie przeszkadzała, nie baliśmy się o rzeczy, a było swojsko, wesoło i taniej niż w hotelu 🙂

    Jadąc za granicę większą grupą, nigdy nie szukaliśmy i nie rezerwowaliśmy wcześniej noclegu, to nocleg znalazł nas. Najczęściej w prywatnych kwaterach u babuszek – cały domek dla nas 🙂

    (Wiadomo, że przy niektórych wyjazdach, rezerwacja noclegu wcześniej jest niezbędna)

    Jadąc jako para, jednak nocleg rezerwujemy wcześniej i wybieramy tylko pokój 2-osobowy. Obojętnie czy to schronisko, leśniczówka, hostel, hotel, apartament inne miejsce, gdzie będziemy spać 🙂

    • Mnie w takim schronisku czy hostelu nie przeszkadzają współlokatorzy w pokoju, ale pod pewnymi względami fajnie jest mieć trochę prywatności i więcej własnej przestrzeni. Niemniej jednak hostele mocno są promowane przez innych blogerów/podróżników, co mnie niejako zadziwiło, kiedy poznałam z czym to się je. No ale, człowiek uczy się całe życie 😉

      • Wszystko zależy od sytuacji i podejścia 🙂 Mi obojętnie jest czy pokój dzielę z jedną czy 10 osobami, byle bym je znała. Z obcymi jakoś nie jestem przekonana. Lubię poznawać nowych ludzi i spędzać z nimi czas, ale wolę mieć tą świadomość, że w razie czego mam swoją przestrzeń, do której mogę uciec 🙂

        • Przy okazji,my w Skopje spaliśmy w Royal Hostel za 6 euro ze śniadaniem 🙂 Warunki dość fajne, pokoje 2-3-osobowe z łazienką, oprócz tego jadalnio-pokój dzienny z bilardem i TV 🙂

          Jak w większości przypadków hostel sam nas znalazł. Wstępnie mieliśmy tylko jakiś adres, dotarliśmy tam, nie było miejsc, ale znajomy właściciela miał akurat wolne miejsca i tak swoim samochodem zawiózł nas kawałek dalej do tego hostelu 🙂

  • W hostelach spałam tylko w większej grupie, np. na objazdach historycznosztucznych po większych miastach, a wtedy sporej grupie udawało się zająć pół hostelu czy nawet cały mniejszy.
    Podróżując indywidualnie – jako typ mało społeczny wobec nieznanych mi ludzi – hosteli unikam jak ognia (za to schroniska, i owszem lubię). Najbardziej – jak ślimak – lubię własny namiot, a rodzinnie – agroturystyki w małych miejscowościach, na wsi. Jak już wiesz, nie lubię harmidru wielkiego miasta… 🙂

    • Mnie również bardziej od hosteli odpowiadają schroniska górskie, bo jednak w tych drugich spotykają się podobne typy ludzi. W hostelach bywa z tym różnie, nie mówię, że gorzej, ale po prostu jest inaczej. Mnie by ten aspekt socjalizacji nie przeszkadzał, gdyby był tańszy 😉

  • Przez ostatnie lata nie bywałam w miejscach, gdzie hostele są popularne więc już trochę zapomniałam jak to jest – odświeżyłam sobie podczas ostatniego wyjazdu i napisałam nawet post na temat ‚jak backpackersi sa podobnie do turystów a z all-inclusive’.
    Plusem w hostelach ostatnio były: ceny/ możliwość przygotowania posiłków i fajni ludzie.
    Jeśli chodzi o ceny… są różne. Najdroższe schronisko w jakim spałam było w Zurichu – około 200 zł za łóżko w 6-osobowym pokoju. I była to najtańsza miejscówka jaką udało mi się zaleźć w ostatnieh chwili…

    • 200zł???? No to przebiłaś cenowo nasze noclegi!
      Kwestia przygotowania posiłków w hostelu jest super dla tych, którzy mają ograniczoną ilość miejsca, do której mogą spakować różne graty. My zawsze zabieramy ze sobą naczynia, palnik, menażki itd. i na upartego nawet w hotelu możemy coś sobie przyrządzić, choć w tym roku na wyjeździe kończyło się na robieniu kanapek, a po jakieś ciepłe jedzenie szliśmy do knajpek.

      • To jest też kwestia tego jak się dostajecie na miejsce. Jakbym jechała samochodem (a nie jadę bo nie mam) to bym robiła dokładnie tak jak wy i jestem pewna, że jak już kiedyś kupię to właśnie to będę robiła.
        Na razie latam więc naczynia, menażki etc. stanowiłyby zbędne obciążenie pleców, a palnik mogliby zabrac na jakimś lotnisku.

        • No właśnie – my jeździmy autem, stąd też możemy zapakować więcej gratów niż osoba pakująca się w plecak czy walizkę. Auto daje pewną swobodę, ale też ogranicza – nie wszędzie się nim z Polski dojedzie 😉

          • Mało oryginalnie powiem, że wszystko ma plusy i minusy.
            Jakiś czas temu przyszło mi do głowy, że chyba samochód będzie mi potrzebny – właśnie po to, żeby podróżować bliżej i swobodniej. Myślę, że w ciągu kilku lat jakieś zmiany nastąpią w moim sposobie podróżówania – bo najważniejsze są zawsze zmiany 🙂

  • Ewa

    Hostel to dla mnie miejsce, gdzie śpię. Nic więcej. Ma być pod dachem i mieć bieżącą wodę. I być tańszy od hotelu. A czy jest trendi, dżezi i kul, to mnie zupełnie nie obchodzi 🙂

    • I słusznie, w końcu w podróżowaniu nie chodzi o zwiedzanie miejsc noclegowych, a miast, regionów 😉

  • W hostelach nocowalam za swoich „backpackerskich czasow” – wlasnie dlatego, ze czesto podrozowalam sama, a pobyt w hostelu gwarantuje towarzystwo 😉 Teraz, podrozujac z mezem i dzieckiem stawiamy na wiecej przestrzeni i wygody, choc dla mnie i ak najwazniejsza jest lokalizacja.

    • No właśnie z moich obserwacji wynika, że hostel najbardziej nadaje się dla osób podróżujących samotnie – nie tylko ze względy na cenę, ale przede wszystkim na wartość dodaną, jaką jest towarzystwo 🙂

  • Nie mieliśmy jeszcze okazji nocować w hostelach, zazwyczaj był namiot lub miejscówka/pokój szukany na miejscu na bieżąco. A teraz z dzieckiem, a niedługo już z dwoma pewnie nadal będziemy stawiać na namiot czy miejscówkę bezpośrednio dla nas – przynajmniej dopóki dzieci będą małe. Jak podrosną to się zobaczy 🙂

    • No tak – z dzieckiem/dzieciakami chyba nie odważyłabym się nocować w hostelu, bo na różnych ludzi można trafić – mniej i bardziej „dzieciolubnych”. Ale z tego co się orientuję są hostele „child friendly”, więc pewnie część osób z dzieciakami z nich korzysta 😉

      • O widzisz, a to nie wiedziałam 🙂 Człowiek cały czas się czegoś nowego dowiaduje 🙂

        • dość często spotykam nocujących z dzieckiem (i to bardzo małymi) w hostelach – nie widzę tam większych zagrożeń niż na kwaterze czy w pensjonacie. Fakt – komuś hałasujące dziecko może przeszkadzać, ale zawsze można wziąć dwójkę.

  • w hostelach spałem: w Belgradzie (kilkukrotnie), Sofii, Velikim Tyrnovie, Skopje (dwa razy), Tiranie, Prisztinie i Niszu. Warunki rozmaite, wrażenia też.

    W tańszych miejscach spaliśmy we dwójkach, w droższych w wieloosobówkach. Najczęściej wspóllokatorzy nie przeszkadzali, ale ze dwa razy pojawiło się rozrywkowe towarzystwo – za bardzo rozrywkowe, darli mordy przez całą noc. W popularnych miejscach zresztą mało tam podróżników, a dominują imprezowicze – rano wsiedli w samolot, a po południu pili piwko w modnym klubie na Bałkanach. Choć trafialiśmy też na rodziny z dziećmi.

    Cenowo też z tą taniością bywa różnie – 10 euro za osobę jako minimum to raczej norma. Nie jest to jakoś super drogo, ale trudno nazwać to śmiesznie tanio. Ok, w Prisztinie mieliśmy wielką dwójkę z łazienką, telewizorem i balkonem, ale czasem za to jest pokój 6-osobowy z chrapiącym gościem 😉 Czasem za tą cenę był tylko nocleg, ale bywało tak, że i śniadanie (od jajka i soku po szwedzki stół) i obiado-kolacja i jeszcze kufel piwa 🙂 W Sofii drugie tyle co za nocleg trzeba było zapłacić za miejsce parkingowe!

    Ogólnie to lubię spać w hostelach – ponieważ rezerwuję z miesiąc wcześniej to nie mam problemów z miejscami. Nie zależy mi specjalnie na poznawaniu innych hostelowców, za to ogromnym plusem dla mnie jest położenie większości z nich – w miastach, blisko knajp i centrum. Latem zazwyczaj śpię pod namiotem, a kempingi na terenach zurbanizowanych są raczej oddalone…

    • Masz przynajmniej większe doświadczenie w tym temacie niż my. Ale kiedy wcześniej czytałam o hostelach, to spotykałam się z opinią, że są super tanie. Ok, może dla kogoś 10EUR to niedużo. Jednak dla nas/dla mnie to całkiem sporo, w szczególności jak za pokój wieloosobowy. Dlatego też np. w Shkodrze targowaliśmy się, bo płacenie 10EUR za nocleg w miejscu, którym jest równie zimno jak na zewnątrz, było mało opłacalne.
      Położenie hosteli rzeczywiście jest ich ogromnym plusem, gdyż nie traci się czasu na dojazdy i nie spala niepotrzebnie benzyny/nie trzeba płacić za bilety itd.

      • w porównaniu z cenami hoteli to zapewne można je uznać za tanie, ale już nie „super” 😉 poza tym są ceny bałkańskie – hostele w tzw. cywilizowanych krajach są znacznie droższe. Podobnie jak w niektórych bałkańskich stolicach – 11 euro za grupówkę to była najtańsza oferta ze wszystkich hosteli. W Belgradzie hosteli jest masa, ale w tym przydziela to może ze dwa – dość obskurne, choć niektóre wrażenia (np. winda, która wygląda jakby miała zaraz się rozpaść) niezapomniane 😉

        • Mam świadomość, że Bałkany mają nieco inne stawki cenowe niż reszta Europy. Niemniej jednak w pierwszym odruchu szukaliśmy właśnie wśród ofert hostelowych. Teraz raczej będziemy szli na żywioł, oprócz noclegów tranzytowych lub tych, po bardzo długiej jeździe.

  • uważam Twe obserwacje za bardzo trafne 😉
    ja przed odkryciem CS spałam w hostelach – wspominam te noclegi dobrze, choć blaski i cienie hostelowego świata właśnie świetnie przedstawiłaś

    co więcej – ledwo co właśnie sama zaczęłam pracę w hostelu, mam więc pierwsze obserwacje „z tej drugiej strony”… 😉
    i aż dziw mnie wciąż bierze, że niektórzy ludzie będąc w nowym-obcym im mieście (i państwie!) wolą siedzieć z laptopem niż ruszyć coś zobaczyć…

    • O a z ciekawości – gdzie pracujesz dokładnie? 😉
      Zapewne wkrótce będziesz miała wiele ciekawych spostrzeżeń na temat hostelowych gości, którymi mam nadzieję się podzielisz. Bo jestem bardzo ciekawa, jak hostelowe życie wygląda z perspektywy pracowników.

      • W Krakowie, nieopodal Wawelu 😉
        Na razie na przód zdecydowanie wysuwają się obserwacje spędzania czasu z laptopem, zamiast „na mieście”. I że podobno gatunek backpackerski powoli wymiera.
        Mam nadzieję, że jednak nie wymarł, i sama z ciekawością czekam na swoje własne spostrzeżenia 😉

        • O mój ukochany Kraków 😀 Może Cię odwiedzę w takim razie 😉
          Natomiast co do spędzania czasu przy laptopie itd. – ja tego kompletnie nie rozumiem. Ok…sprawdzić coś na szybko, wrzucić mała relację lub napisać maila do rodziny, że się żyje (sama tak robiłam na ostatnim wyjeździe). Ale żeby siedzieć cały dzień? Mnie by było szkoda czasu, który poświęciłam na dojechanie do danego miejsca itd.

  • A ja przestałem się zatrzymywać w hostelach jakoś w 2011 roku. W Armenii był to najlepszy sposób na nocleg wtedy, ale przyznam, to kilku dniach, gdy ciągle ktoś mnie budził, ktoś wchodził i wychodził, trzaskał drzwiami etc, po prostu, po ludzku, szlag mnie trafił i powiedziałem „dość”. Starzeję się, a wraz z wiekiem zmieniają się przyzwyczajenia. Od lat podróżuję z żoną i nie wyobrażam sobie spania z innymi 6 osobami w pokoju. Swoja łazienka to dla mnie kolejna rzecz, którą muszę mieć. Na szczęście żyjemy w czasach, w których portale rezerwacyjne pozwalają na rezerwowanie super miejsc w nieraz niesamowitych cenach. Więc tak – hostele są dobre, szczególnie gdy jeździ się samemu 🙂

  • Zosia

    a ja lubię hostele i chciałabym mieć własny. właśnie w Skopju byłam w najlepszym hostelu, jaki widziałam – czysty, cichy, nowy, ładny (a ja na to jednak zwracam uwagę, szukając hostelu, lubię kiedy ktoś ma fajny pomysł na przestrzeń), nazywa się Lounge. generalnie wszędzie na Bałkanach (poza Nowym Sadem, gdzie obsługa nie znała angielskiego) właściciele i pracownicy hostelu byli fantastyczni, pomocni, znali miasto jak własną kieszeń i byli w stanie udzielić odpowiedzi na każde moje pytanie (np. gdzie w Skopju kupić film do aparatu). byłam w też w słabych hostelach, przede wszystkim w Polsce. olewka, brak lodówki, najtańsza kawa rozpuszczalna i herbata saga w kuchni, nawet musiałam sobie sama pościelić łóżko (a co gdybym była bo 25 godzinach podróży? wściekłabym się).
    to jaki jest hostel zależy od właściciela – czy jest na miejscu, czy dogląda wszystkiego, czy zna języki, czy potrafi wczuć się w sytuację zmęczonego podróżnika itp. może 10 euro to nie jest najtaniej, ale zawsze w kuchni było coś do jedzenia, co było za darmo. i oleje, przyprawy, kawy i herbaty najróżniejsze, mleko, cukier… nie podróżuję samochodem, więc dla mnie fajne jest to, że nie muszę takich rzeczy kupować i dźwigać.
    jeśli chodzi o CS – po pierwsze bardzo długo na ogół się czeka na odpowiedź, po drugie, w Sofii wylądowałam w mieszkaniu, gdzie na kupie żyło 6 osób, było brudno, śmierdziało, biegały robaki i imprezy trwały do 5 rano. było bardzo śmiesznie, ale nie powtórzyłabym tego 😉 więc wybieram hostel. i w hostelach spotkałam wiele zadowolonych par, a z jedną podróżowałam 🙂 a tak poza tym fajny blog, pozdrawiam 🙂

  • Z hostelem miałem raz do czynienia, we Lwowie. Chcieliśmy się tam wybrać, ale miejsc nie było (ale za to imprezowe towarzystwo 😛 – hostel był ‚Soviet’)… więc pojechaliśmy do motelu i też dobrze 😉

  • Z hostelami to jak z Biedronką widzę: niby najtańsze, tylko, że to g..o prawda. 🙂

  • Adam

    Na stare lata chyba wyrosłem ze spania pod namiotem. Z hosteli korzystałem w Pradze, Wiedniu i Berlinie przy krótkim acz intensywnym zwiedzaniu. Pomimo tego, że ze wzg. na warunki nie chciał bym przebywać w tych hostelach więcej niż 2 noce to było OK: po całodziennym zwiedzaniu człowiek był tak padnięty, że nie przeszkadzał ani brak łazienki, ani twarde łóżko, ani pijackie imprezy za ścianą.
    Aczkolwiek wszystko zależy od charakteru wyjazdu. Na pobyt dla mnie hostel – Nein.

    PS: Kolega z pracy ostatnio zmienił kraj wyjazdu bo zaproponowano mu hotel, gdzie alkohol podawano rurkami wprost do basenu, tak że można było się jednocześnie moczyć i alkoholizować. Ja stukałem się w czoło jak można pojechać w fajne miejsce i przez tydzień nie wyjść z hotelu, a on stukał się palcem w czoło jak można jechać na objazdówkę – „przecież na tym to się człowiek tylko wymęczy”