Bałkany 2015 Bułgaria

Balkan Orient Trip – Yailata i Kaliakra

28 października 2015

Generalnie nasze wyobrażenie o bułgarskim wybrzeżu było dość ograniczone. Głównie kojarzyliśmy je ze Złotymi Piaskami i Słonecznym Brzegiem, które w skrócie można opisać tak: wielkie hotele, tłumy ludzi, ogromne plaże z parasolem obok parasola. Jednak bułgarskie wybrzeże to nie tylko tłok, ścisk i paskudna architektura hotelowych molochów. To również piękna przyroda, niesamowite widoki i kompletne pustki. Tak scharakteryzować można zarówno północną, jak i południową część wybrzeża. Zacznijmy jednak od północy i dwóch miejsc, które odwiedziliśmy w lipcu.

Zanim jednak pokażemy Wam te dwa miejsca, parę słów o naszym pierwszym noclegu w Bułgarii. Zapamiętaliśmy go na długo, a w moim przypadku na bardzo długo. „Idealne” miejsce znaleźliśmy za miejscowością Shabla, z dala od domostw, lecz blisko przebiegającej tamtędy drogi. W oddali dostrzegliśmy jeszcze dwie obozujące ekipy, co było dobrym znakiem. Wybrzeże w tym rejonie jest skaliste, lecz dość niskie, przez co naszym znajomym, którzy jakiś czas temu mieli okazje obejrzeć zdjęcia stamtąd, przypominało nieco Szkocję. Widoczek był całkiem przyjemny. Przed zachodem rozbijamy obozowisko, a ja dodatkowo przygotowuję szopską sałatę na kolację. Niestety, gdy słońce znika za horyzontem, pojawiają się miliony (dosłownie) komarów. Nic nie pomaga – ani opędzanie się, ani okadzanie spiralkami, które na polskie owady działają doskonale. Efekt jest taki, że mimo panującego upału ubieramy się we wszystkie ubrania z długimi rękawkami i nogawkami, jakie mamy pod ręką. Niestety nie na wiele się to zdaje, bo krwiożercze bestie atakują nawet przez warstwy ubrań. Próbujemy ratować się ucieczką i odjeżdżamy kilkaset metrów dalej, snując teorię, że znajdujące się nieopodal gospodarstwo i mieszkające tam zwierzaki przyciągają komary. Niestety okazuje się, że krwiopijcy są wszędzie. Koniec końców uciekamy do namiotu i mimo 21 na zegarze idziemy spać. Jak łatwo się domyślić nie tak prosto było zasnąć, gdyż kilka komarów zdążyło wlecieć za nami do środka i umilać nam noc bzyczeniem i gryzieniem.

Pięknie, prawda? To domalujcie na zdjęciu komary!

Shabla

Poranek uraczył nas nie komarami, a stadem jaskółek latających nad naszymi głowami. Podczas pokazu zdjęć dla znajomych padł komentarz: „A to są te komary po tym, jak się opiły waszej krwi?” Mogło tak być..

Rozdziobią nas jaskółki, krew wypiją komary.

Shabla

Przed opuszczeniem naszej „nie do końca trafionej miejscówki noclegowej”, spacerujemy chwilę po skalistym wybrzeżu. Koncentrujemy się przede wszystkim na krabach, które grasują wśród skał i na widok aparatu natychmiast się chowają. Bawimy się więc z nimi w rodzaj pokrętnej ciuciubabki, podczas której musimy mocno uważać pod nogi, by nie wybić sobie zębów na wyglądającym na twardy gruncie.

W poszukiwaniu krabów

Shabla

Opuszczamy okolice Shabli i drogą wśród pól słoneczników jedziemy w stronę naszego pierwszego celu, czyli Yailaty. Najpierw jednak odrobinę się gubimy. W miejscowości Sviety Nikola zjeżdżamy nieco niżej, do teoretycznego miejsca, w którym powinien rozpoczynać się szlak po Yailacie. Pudło. Zamiast tego znajdujemy Rusałkę i bynajmniej nie chodzi mi o postać ze słowiańskiej mitologii. Rusalka to miejscowość, która w całości przekształcona jest na ośrodek wypoczynkowy. Jej teren ogrodzony jest płotem, a żeby na niego wjechać, należy uiścić opłatę u strażnika. U niego dowiadujemy się, że musimy się cofnąć do wcześniejszej miejscowości, czyli Kamen Breg. Tam trafiamy na strzałki, które oczywiście znajdowały się z przeciwnej niż jechaliśmy wcześniej strony. No nic.

Rusalka

Przed wyruszeniem na szlak zostawiamy auto na sporym parkingu obok niewielkiego budynku. W nim znajduje się kasa, w której uiszczamy opłatę za bilety wstępu na teren rezerwatu Yailata, w wysokości 3levy od osoby. Na początek parę słów o samym rezerwacie. Składają się na niego piękne, wysokie i skaliste klify. Lecz przede wszystkim Yailata to rezerwat archeologiczny. Na jej terenie znajduje się ponad 100 odkrytych jaskiń, a ile jeszcze czeka na odnalezienie, tego nie wiadomo. Skalne narzędzia, które wykopano na tym obszarze, pozwalają stwierdzić, że ludzie byli tu obecni już od V wieku Przed Chrystusem. Obiekty takie jak winnica, sanktuarium czy skalne grobowce pochodzą z antyku. Natomiast z okresu Bizancjum na terenie Yailaty znajduje się w dużej mierze odbudowana forteca (która zresztą naszym zdaniem psuje nieco klimat i krajobraz całego rezerwatu). Jaskinie, w trakcie średniowiecza, używane były jako monastyry. Na ścianach można zobaczyć przeróżne symbole, takie jak krzyże, runy czy wykute w kamieniu ikony. Wejście do części z nich znajduje się na skalnych tarasach, ulokowanych na klifach. Podczas wędrówki można wejść do kilku z nich. Z ciekawostek, Yailata znajduje się na drugiej co do wielkości drodze migracyjnej ptaków w Europie, zwanej Via Pontica (nazwa pochodzi od antycznego szlaku, który wiódł z Delty Dunaju aż nad Bosfor). Jest to kolejny powód, dla którego podlega ochronie. Co roku setki tysięcy ptaków, które latem przebywają we wschodniej i północnej Europie, a zimą w Afryce, przelatują nad tym obszarem w okresie od sierpnia do października (według statystyk są to m.in.: bociany – 29 000, pelikany, żurawie). Na klifach Yailaty zatrzymują się na odpoczynek również derkacze, które przemieszczają się głównie w nocy.

Yailata

Jak wygląda zwiedzanie Yailaty? Na je terenie poprowadzony jest szlak, wyznaczony przez tabliczki z kolejnymi miejscami, takimi jak wcześniej wspomniana winnica czy twierdza. Mimo, że byliśmy w szczycie sezonu, spotkaliśmy tam dosłownie kilku turystów. Trochę dziwi, że tak piękne miejsce przyciąga tak niewielu odwiedzających. Najciekawsza część szlaku wiedzie wzdłuż klifów. Widoki są niesamowite, stąd też dwa razy wypuszczamy drona, by polatał sobie wśród tego krajobrazu. Szlak po ponad 2 kilometrach odbija ku górze i zaczyna wspinać się mocno zakrzaczonym zboczem do kościoła św. Konstantyna i Eleny. Zastanawialiśmy się, jak ktoś w tym buszu był w stanie odnaleźć to znajdujące się w jaskini sanktuarium. W środku przyjrzeć się można namalowanym w skale ikonom. Dalej szlak wspina się na płaskowyż, który znajduje się sporo powyżej samych klifów. Tu następuje dość nudna część wędrówki, gdyż widoków nie ma, idzie się wysuszoną latem łąką i tylko obserwuje się przybliżający się z każdym krokiem budynek obok parkingu. Pętla ma ok. 5km długości, a my przeszliśmy ją w jakieś 2h (sam spacer, latanie dronem, robienie zdjęć..normalnie 5km przechodzę w niecałą godzinę). My jednak polecamy dotrzeć do kościoła św. Konstantyna i Eleny, a następnie wracać wzdłuż klifów. Na pewno będzie bardziej widokowo i ciekawie.

Klify Yailaty

Yailata

Yailata

Yailata

Yailata

We wnętrzu kościoła św. Konstantyna i Eleny

Yailata

Efekt naszych filmowych działań z Yailaty znajdziecie poniżej:

Po opuszczeniu Yailaty kierujemy się do Kaliakry, czyli wąskiego cyplu mocno wcinającego się w Morze Czarne. Tu również znaleźć można piękne, strome i wysokie (mające nawet 70metrów) klify. Na pewno Kaliakra cieszy się dużo większą popularnością od swej dzikszej sąsiadki. Kiedy docieramy na miejsce dowiadujemy się, że parking jest całkowicie zajęty i musimy zostawić auto przy drodze. Za wejście/wjazd na teren płacimy 3levy od osoby.

Po opuszczeniu Kianki maszerujemy w stronę końca cypla. Przy okazji zaczynam się zastanawiać, od kiedy Bułgarzy mają tak strasznie ciemną karnację. Skąd takie rozważania? Wokół nas kłębi się tłum ludzi o ciemnej skórze, wszyscy mają krótkofalówki i są czymś wyraźnie zaaferowani. Szybko dowiadujemy się czym. Po przejściu jakieś 200 metrów od auta, zostajemy zatrzymani i poproszeni o chwilę oczekiwania, gdyż na drodze nagrywany jest film. I to nie byle jaki bo Bollywoodzki, a „Bułgarzy o bardzo ciemnej karnacji” byli po prostu Hindusami. Co ich przywiało aż do Bułgarii, tego nie wiemy. Za to na Kaliakrze nagrywali scenę samochodowego wypadku. Szczerze mówiąc ekipa filmowców robiła tak ogromne zamieszanie, że chyba sami do końca nie wiedzieli, co się dzieje. Za to dla nas, postronnych obserwatorów było to nad wyraz ciekawe i na swój sposób zabawne.

Bollywood na Kaliakrze

Kaliakra

Kaliakra

Żegnamy się na chwilę z ekipą filmowców i wchodzimy w obręb murów obronnych znajdujących się na końcu cypla. Tu też ulokowana jest baza wojskowa, przez co częściowo teren jest ogrodzony i niedostępny dla zwiedzających. Za murami znajduje się również restauracja oraz maleńkie muzeum w jaskinie ukazujące, jak kiedyś wyglądał ten teren i co na nim odnaleziono. Na samym końcu cypla znajduje się pomnik mężczyzny strzelającego z łuku w stronę morza. Oczywiście zwraca on uwagę z dwóch powodów – nie ma strzały i ma duże przyrodzenie. Widoków nie ma stamtąd zbyt wielu (pomijam widok przyrodzenia), w szczególności jeśli trafi się na kiepską pod kątem widoczności pogodę (nam siąpił deszcz, było parno i szaro). Kiedy wracamy do Kianki znów mijamy ekipę radosnych Hindusów, którzy tym razem szykowali się do nagrywania sceny kraksy na zielonym tle (a ja naiwna myślałam, że takie rzeczy filmuje się w studiu, a nie w plenerze).

Kaliakra, My, Pan z dużym łukiem i koniec cypla

Kaliakra

Kaliakra

Kaliakra

Dlaczego warto odwiedzić Yailatę i Kaliakrę? Przede wszystkim są to dwa, najważniejsze (według nas) miejsca na północnym wybrzeżu Bułgarii. Oba są widokowe, przez swe ogromne, skaliste klify. Po drugie nie ma tam tłumów turystów, na które natkniemy się jadąc dalej do Złotych Piasków czy na Słoneczny Brzeg. Po trzecie, są to naprawdę mało znane miejsca, a świadczy o tym fakt, że żaden z przewodników po Bułgarii, które przeglądaliśmy, nawet nie wspominał o nich jednym zdaniem. Nam się zarówno w Yailacie, jak i w Kaliakrze bardzo podobało i chętnie wrócilibyśmy tam przy nieco lepszej pogodzie.


Tripadvisor PL 300x100

TAG
POWIĄZANE WPISY
  • zazdroszczę tego drona! na ile minut lotu pozwala bateria?
    pzdr

    • Generalnie może latać coś ok.15-20 minut. Wiele zależy od warunków, czyli czy za bardzo nie wieje (wtedy dron musi bardziej walczyć z wiatrem i zużywa więcej energii). My mamy dwie baterie, więc w teorii nie było tak źle i można było w miarę często latać, mimo braku stałego dostępu do prądu. Zresztą drona zazwyczaj wypuszczaliśmy na ok. 5-8min.

  • ale się uśmiałam czytając zdanie „Pięknie, prawda? To domalujcie na zdjęciu komary!”, przypomniało mi się wiele miejsc gdzie nawet zdjęcia wychodziły z plamkami meszek czy jakiś innych denerwujących owadów w zbyt dużej ilości 😀

    • Owady bywają na takich wyjazdach frustrujące 😉 Choć mamy takie zdjęcie z Tatr, na którym centralnie, na czole Marka widać przelatującą, wielką, tłustą muchę 😛

  • Pięknie tam! Zupełnie nie tak sobie Bułgarię wyobrażam, ale to pewnie przez to stereotypowe myślenie przez pryzmat Złotych Piasków itp. Kiedyś i na Bułgarię przyjdzie czas 😉

    • Ja wcześniej poznawałam Bułgarię od strony zachodniej, czyli bardziej z perspektywy gór. O bułgarskim wybrzeżu miałam raczej złe zdanie. Aż do tego roku 🙂

  • Almosttraveler

    Zdjęcia są naprawdę piękne:) Sporo nasłuchałam się o Bułgarii, niestety nie za dobrych rzeczy… Przez to ciągle mam opory przed zwiedzeniem jej. Chociaż Twoje zdjęcia działają na plus dla tego państwa:)

    • Bułgaria jest naprawdę godna uwagi. Może nie jest to najnowocześniejszy kraj na świecie, ale ma swój klimat 🙂 I potrafi pozytywnie zaskoczyć 🙂

  • My z bułgarskiego wybrzeża znamy tylko południową część: Primorsko (kurortowy horror z jedną wielką, głośną imprezą), Sinemorec i okolice. Gdzieś tam spaliśmy na polu namiotowym znalezionym po nocy; komarów nie było, za to rano przywitały nas gigantyczne koniki polne (ponad 5 cm tułowia).